Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.



Colin Stetson – Sorrow – A Reimagining of Górecki’s Third Symphony

Jedną nogą w poważce, a drugą..?

Colin Stetson – amerykański multiinstrumentalista, improwizator i kompozytor, od wielu lat mieszkający w Kanadzie (od 2011 roku posiada drugie obywatelstwo). Oczywiście jest mocno związany z tamtejszą sceną rockową, eksperymentalną. Kilka jego solowych płyt ukazało się nakładem Constellation, a jak wiemy, kanadyjski label zgromadził w swoim katalogu wiele znaczących zespołów z nurtu post-rocka, choćby Godspeed You! Black Emperor.

W ciągu ostatnich 15 lat Stetson zabłysnął też jako sideman u boku różnych artystów/grup takich jak Tom Waits, Arcade Fire, TV On The Radio, Mats Gustafsson, Anthony Braxton, Laurie Anderson, Lou Reed, David Gilmour, David Byrn, Sinéad O’Connor, LCD Soundsystem, The National czy Bon Iver. Saksofon Stetsona usłyszmy też na tegorocznym albumie Animal Collective – „Painting With”.

W 2015 roku Stetson wydał znakomity longplay „Never Were the Way She Was” (posłuchaj) nagrany wraz z kanadyjską skrzypaczką Sarą Neufeld (z kolei ona niedawno opublikowała solowy album „The Ridge”).

Stetson

Wchodzenie w nie swoje buty, w tym wypadku przybierające postać muzyki poważnej, przez muzyków na ogół nie związanych z tego typu twórczością, zawsze niesie ze sobą ogromne ryzyko porażki. Z drugiej strony od zarania dziejów towarzyszy nam sztuka wręcz połączona symbiotycznie z otwartością umysłu, szaleństwem i innowacyjnością. Bez wątpienia Stetson posiada wszystkie te cechy, objawiające się w jego autonomicznym spojrzeniu na „III Symfonię” (nazywaną też „Symfonią pieśni żałosnych”) Henryka Mikołaja Góreckiego.

Trzyczęściowy utwór Góreckiego został skomponowany w roku 1976. Rok później miał swoją premierę w Royan, a następnie pojawił się na Warszawskiej Jesieni. W przeciwieństwie do poprzednich dzieł Góreckiego, „III Symfonia” charakteryzowała się mocno zawężonymi strukturami harmonicznymi. Kompozytor niejako odszedł od gęstych i dynamicznych form na rzecz modalnych oraz łagodnych harmonii, a także położył zdecydowanie większy nacisk na sferę sacrum (partie wokalne zaśpiewała sopranem Stefania Woytowicz). Górecki w swoisty sposób nawiązał do tradycji religijnej (temat Matki Bożej Bolesnej), XX-wiecznej historii 18-letniej Heleny Błażusiakówny przetrzymywanej w zakopiańskiej katowni gestapo i pieśni ludowej z okresu powstań śląskich (1919–1921). Rok 1992 okazał się niebywale znaczący dla symfonii, kiedy to pojawiło się nowe wykonanie London Sinfonietty pod dyrekcją Davida Zinmana, z udziałem amerykańskiej sopranistki Dawn Upshaw. Symfonia osiągnęła międzynarodowe uznanie oraz popularność wykraczającą poza hermetyczny świat muzyki klasycznej. Ostatnio brytyjski producent, niejaki Ital Tek, przyznał się, iż w trakcie pisania materiału na krążek „Hollowed” (tutaj odnotowałem ten fakt) inspirował się „III Symfonią”.

Steton i jego współpracownicy, a jest ich jedenastu, postanowili na płycie „Sorrow – A Reimagining of Górecki’s Third Symphony” sięgnąć po nieco inne instrumentarium względem tego, jakie wykorzystał kompozytor w swoim dziele. Choć i on zamienił majestatyczne orkiestracje na pojedyncze brzmienia kontrabasów.

Na „Sorrow – A Reimagining of Górecki’s Third Symphony” Stetsonowi towarzyszą: Dan Bennett (saksofon), Greg Fox (perkusista Liturgy), Grey Mcmurray (gitara), Gyða Valtýsdóttir (wiolonczela), Justin Walter (trąbka), Matt Bauder (saksofon), Megan Stetson (mezzosopran), Rebecca Foon (wiolonczela), Sarah Neufeld (skrzypce), Ryan Ferreira (gitara), Shahzad Ismaily (bas, syntezatory). Zestaw iście rockowych instrumentów wkroczył na poważny grunt. Od razu was uspokoję, że Stetson nie dokonał jakiejś barbarzyńskiej, napompowanej patosem mutacji utworu Góreckiego. Niemal wiernie oddał strukturę oryginału, ale co ważne, nie obyło się bez znaczących odstępstw; warstwie wokalnej mamy mezzosopran zamiast sopranu, gitary elektryczne i liczna sekcja dęta, w tym saksofon barytonowy samego lidera, wyparły kontrabasy oraz doszły perkusja i syntezatory.

Nie wiem dlaczego, ale nie mogę się uwolnić od myśli kłębiących się wokół wszelakich projektów rockowych/metalowych związanych z orkiestrą symfoniczną. Niestety w Polsce mamy znacznie większy odsetek katastrofalnych przykładów kolaboracji, w których muzyka rockowa/popowa/metalowa zagląda do świata poważki. Niedawno nasz „wielki” kompozytor Adam Sztab nawiązał współpracę z metalową grupą Oberschlesien – w efekcie ich pseudoartystyczne wyczyny można nazwać jedynie żenującym archaizmem. Ale jest też światełko w tunelu, mam tu na myśli wspólne przedsięwzięcie przygotowane przez Zbigniewa Wodeckiego i Mitch & Mitch. Drugi ciekawy przykład to postać młodego pianisty Szymona Mehringa (uczestnik ubiegłorocznego Konkurs Chopinowskiego), gdzie na swoim debiutanckim albumie zaprezentował fortepianowe interpretacje utworów m.in. napisanych przez kompozytora muzyki współczesnej – Pawła Mykietyna.

Colin Stetson przekierował „Symfonię pieśni żałosnych” w wysublimowany sposób zarówno na post-rockowe tory, jak i momentami black/doom metalowe (szczególnie w warstwie gitarowo-perkusyjnej), oczywiście zachowując w tym powściągliwość, wyczucie, pewną zmysłowość i autentyczną nostalgię. Mam nadzieję, że kapitalna interpretacja „III Symfonii” autorstwa Stetsona zmieni nastawienie – ogólnie rzecz biorąc – rockmanów do muzyków przynależących do świata filharmonii i na odwrót.

08.04.2016 | 52Hz

 

Strona Colina Stetsona »Profil na Facebooku »

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.