Wpisz i kliknij enter

Tuff City Kids – Adoldesscent

Mistrzowski popis speców od tanecznej klasyki.

Pozory mylą: Tuff City Kids to nie żadni nowicjusze na klubowej scenie, ale duet dwóch doświadczonych didżejów i producentów. Gerd Jansen co prawda żartuje, że jego rola polega na robieniu herbaty i odbieraniu telefonu, ale tak naprawdę musi mieć zdecydowanie większy wpływ na muzykę projektu – wszak znamy jego muzyczny gust choćby z katalogu prowadzonej przezeń od czternastu lat słynnej wytwórni Running Back. Z kolei Philip Lauer to niezwykle utalentowany twórca europejskiego deep house’u, który publikowała mu nie tylko wytwórnia kolegi, ale też ceniona monachijska tłocznia Permanent Vacation. I to właśnie ona firmuje debiutancki album Tuff City Kids zrealizowany w cztery lata po singlowym debiucie projektu.

„Adoldesscent” aż tryska radością z tworzenia melodyjnej i tanecznej muzyki. Zaczyna się od syntezatorowego ambientu, który bije na głowę tak szalenie modne dziś nagrania ze ścieżki dźwiękowej serialu „Stranger Things”. Podobnie jak „Ophmar” wypada umieszczony w centrum zestawu „R-Mancer”, zarówno tytułem, jak i świetlistym brzmieniem przywołujący na myśl soundtracki Tangerine Dream z początku lat 80. Echa muzyki z tamtej dekady uderzają również w „Wake People” – bo to ekspresyjny electro-funk, którego nie powstydziłby się sam Prince. Podobnie brzmi umieszczony tuż obok „Tell Me” – z tym, że soulowy falset Joe Goddarda z Hot Chip nadaje tym razem muzyce bardziej popowy sznyt.

„Nordo” zabiera nas do najpopularniejszej dyskoteki w Nowym Jorku tamtych czasów – Danceterii. Niemieccy producenci serwują nam bowiem nowofalowe disco o „żywym” podkładzie perkusyjnym, który ozdabia dubowy pochód basu i trance’owe klawisze. „Labyrinth” to ekscytujące italo-disco z seksownym wokalem Annie, rezonujące echem słynnego „Livin’ On Video” Trans-X. Stąd już krok do przełomu lat 80. i 90. – a uczyniony zostaje on w „Aska” – detroitowym house’ie wystylizowanym na dawne przeboje Inner City w stylu „Good Life”, a podrasowanym na własną modłę zaskakującą partią… smyczków. Dobrze do takich brzmień pasuje „Boilered” – bo to porywające electro naszpikowane acidowymi efektami. Disco powraca w „Scared” – ale tym razem zabarwione zostaje post-punkowymi gitarami niczym hity New Order. Całość wieńczy nostalgiczny „Farewell House”, przywołując wspomnienie muzyki z Nu Groove.

Chyba nie było i nie będzie bardziej efektownego albumu z muzyką taneczną w tym roku. Jansen i Lauer bawią się cytatami z przeszłości gatunku, żonglując we wręcz ekwilibrystyczny sposób klasycznymi brzmieniami, ale nadają im jednocześnie własny charakter. Polega on przede wszystkim na niesamowicie radosnym podejściu do tego kanonu dźwięków i nasyceniu go chwytliwymi melodiami, serwowanymi z rzadką na klubowej scenie finezją. Dlatego nagrania z „Adoldesscent” działają z tak wielką mocą. Można więc potraktować ten album jako kolekcję tanecznych killerów, ale także jako fenomenalną płytę pop, skrzącą się alternatywnymi przebojami.

Permanent Vacation 2016

www.perm-vac.com

www.facebook.com/pages/Permanent-Vacation/71358774349







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy