Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.



The Orb – COW/Chill Out, World!

Czas wreszcie wyluzować.

Czy są wśród Czytelników naszego serwisu osoby, które zaczęły słuchać nowej elektroniki dzięki debiutanckiej płycie The Orb? Raczej wątpliwe. „Adventures Beyond The Ultraworld” ukazała się dokładnie ćwierć wieku temu. Większość tych, którzy załapali się na premierę tego albumu, dzisiaj ogląda raczej „The Voice Of Poland”, zamiast wyczekiwać kolejnego wydawnictwa swych dawnych ulubieńców. Wydawałoby się, że takie są nieubłagane prawa biologii: człowiek starzeje się i wybiera to, co łatwe i przyjemne, zostawiając za sobą młodość i związany z nią czas poszukiwań i odkryć.

Nie do końca jednak: bo przecież dla obecnych liderów The Orb czas też się nie zatrzymał. Alex Paterson ma 57 lat, a Thomas Fehlmann jest od niego nawet o dwa lata starszy. I jakoś nadal im się chce – czego dowodem regularnie pojawiające się wydawnictwa projektu. Ba: gdyby chociaż odcinali kupony od przeszłości, coraz bardziej łagodząc brzmienie i kokietując mainstream. Tymczasem nic z tego. Wydany w zeszłym roku album „Moonbuilding 2073 AD” okazał się jednym z najlepszych w bogatym dorobku grupy, mimo że powstał w ponad dwie dekady po rozpoczęciu przez Patersona działalności.

Nie inaczej jest z następcą tamtego krążka. „COW/Chill Out, World!” został zrealizowany niemal naprędce – bo zaledwie w sześć miesięcy, co dla obu członków duetu jest chyba rekordem. Być może to dlatego, że sukces poprzedniego wydawnictwa sprawił, iż muzycy kolejne miesiące spędzali razem w trasie koncertowej. Kiedy więc spotkali się w berlińskim studiu Fehhlmanna, właściwie rozumieli się bez słów. Co najważniejsze: podczas kolejnych wypraw do klubów i na festiwale dokonywali w różnych częściach świata terenowych nagrań. Potem okazały się one pasować jak znalazł do przygotowywanego materiału.

Dziesięć nagrań z nowego albumu duetu to klasyczny ambient w nowomuzycznej wersji, jaki Alex Paterson opatentował wraz z Jimmy’m Cauty’m na pierwszych płytach The KLF i The Orb z przełomu lat 80. i 90. – to znaczy sklejony z sampli akustycznych i elektronicznych dźwięków, połączonych odgłosami otoczenia. Mamy więc tutaj wszystko to, co weszło na stałe do kanonu tego rodzaju muzyki: śpiewające ptaki, cykające cykady, szumiącą wodę, radiowe komunikaty. Te dźwiękowe drobinki mają jednak za zadanie jedynie tworzyć intymny, ale zarazem otwarty na zewnętrzną przestrzeń charakter muzyki.

Główny ciężar kompozycji spoczywa na instrumentalnych samplach. To choćby zdubowane partie dęciaków i fortepianu w „Wireless MK2”, dyskretna partia hawajskiej gitary w „Sex (Panoramic Sex Heal”), czy dźwięki strojącej się orkiestry w „The 10 Sultans Of Rudyard (Moo Moo Mix)”. Ale i ten kolaż fragmentów cudzych dźwięków to nie wszystko. Paterson i Fehlmann wypełniają go własną elektroniką: przeciągłymi i łagodnymi pasażami syntezatorów, w których odbija się klasyka kosmische musik („Just Because I Really Really Uv Ya”), nawiązaniami do tradycyjnego ambientu spod znaku Briana Eno („First, Consider The Lillys”) czy wreszcie egzotyczną melodyką rodem z Bliskiego i Dalekiego Wschodu („5th Dimension”).

Wszystko to niby nic nowego: podobnie brzmiał album „Chill Out” The KLF z 1990 roku czy singiel „A Huge Ever Growing” The Orb z 1989 roku. To ten sam ambient tworzony metodą samplingu, typową dla zupełnie innej muzyki z tamtych czasów – house’u czy hip-hopu. Paterson i Fehlmann potrafią jednak kreować tego rodzaju brzmienia z jedyną i typową tylko dla siebie maestrią. Dlatego dziesięć utworów z „COW/Chill Out World!” układa się w urzekającą swym ulotnym pięknem całość, która przypomina wszystkim czym kiedyś był ambient. Dzisiaj bowiem nikt już tak nie gra tej muzyki. A przecież właśnie taka jej wizja zrewolucjonizowała ćwierć wieku temu elektroniczną scenę, zdobywając większą popularność niż klasyczne dokonania Briana Eno.

Kompkat 2016

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.theorb.com

www.facebook.com/theorb

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 8

  1. jędrek

    orbus terrarum – mega dzieło … i ta mapa , niestety jakiś pirat mi je zaj …. może jakiś inny podróżnik chce się jej pozbyć ? 🙂

  2. Digitalsyntax

    Zgadzam się w 100% z autorem recenzji – niby wszystko to już było, ale podane jest w tak niesamowity sposób, że w tych utworach dokładnie czuć klimat tworzenia i sklejania dźwięków, niemalże jak gdyby to był live act. Czuć przyjemność tworzenia i to, czego doświadcza muzyk kiedy słyszy jak ta cała samplowa orkiestra zaczyna ze sobą grać :).

  3. Digitalsyntax

    Jesteśmy 🙂

  4. Rosa

    Odpowiadajac na pytanie – W wieku 17 lat kupiłem tą płytę, która wraz z innymi klasykami elektroniki z tamtego okresu pomogła mi wydostać się ze skostniałych kajdan wychowanka Tylko Rocka choc akurat tam trafiłem na recenzje orbus terrarum, mojej pierwszej płyty duetu. Taki mały paradoks…🙂