Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.



São Paulo Underground – Cantos Invisiveis

Czy istnieje prawdziwa przyjaźń wśród muzyków? Tak, bo jest São Paulo Underground!

W tym roku muzyczna przyjaźń Roba Mazurka, Mauricio Takary i Guilherme Granado pod szyldem São Paulo Underground obchodzi swoją dziesiątą rocznicę. W 2006 roku artyści wydali debiutancki krążek „Sauna: Um, Dois, Tres”. SPU od zawsze tworzy trzech instrumentalistów, którzy co jakiś czas zapraszają do współpracy innych muzyków. Na kolejnym ich wydawnictwie „The Principle Of Intrusive Relationships” (2008) dołączył do nich perkusista Richard Ribeiro.

Mazurek, Takara i Granado są jak jeden organizm, jak maszyna popychająca muzykę ku rozwojowi. Dlaczego wspomniałem o przyjaźni wśród muzyków? Bo oni sami o tym dużo piszą przy okazji najnowszego albumu „Cantos Invisiveis”. Takara podkreśla, że ich twórczość powstaje w wyniku pięknych chwil razem spędzonych, a przedłużeniem tego stanu jest granie koncertów na całym świecie. Już niedługo członkowie SPU zawitają do Polski, by promować materiał z „Cantos Invisiveis” – wystąpią 25 i 26 października w klubie Pardon, To Tu (szczegóły).

Zanim przejdę do opisu „Cantos Invisiveis”, chciałbym jeszcze wspomnieć o aktualnych poczynaniach tych niesamowitych muzyków. W tym roku ukazała się wyśmienita płyta „Alien Flower Sutra” (recenzja) Roba Mazurka i Emmetta Kelly’ego. Z kolei całkiem niedawno pojawiły się, wprawdzie tylko w formie cyfrowej, solowe nagrania Granado (tutaj pisałem). Za to w 2015 roku otrzymaliśmy dwie znakomite EP-ki z udziałem Takary: pierwsza to „toti” nagrana w duecie z H. Diazem (zresztą trafiła do zestawu moich ulubionych płyt zeszłego roku), a druga to przygotowana wraz z zespołem Baoba Stereo Club.

„Cantos Invisiveis” to już piąty studyjny longplay sygnowany nazwą SPU. Poprzedni pochodzi z 2013 roku i nosi tytuł „Beija Flors Velho E Sujo” (w tamtym okresie grali tak). Pomiędzy tymi dwoma krążkami, mamy też arcyciekawe pozycje zarejestrowane między innymi z Pharoah Sandersem, a są to: „Spiral Mercury” i „Primative Jupiter”. Obie wydała portugalska Clean Feed.

„Niewidzialne piosenki” (bo m.in. tak się tłumaczy ten tytuł z języka portugalskiego) – jak opisuje to Mazurek – mają wyrażać nieuchwytny charakter ich kompozycji. Trębacz zaznacza, że oni zawsze starają się maskować swoją muzykę za pośrednictwem wielu warstw dźwiękowych. A „Cantos Invisiveis” wydaje się być najrozleglejszą wycieczką stylistyczną, w jaką trio wyruszyło w przeciągu tych dziesięciu lat. Choć nie do końca trio, ponieważ tym razem w składzie SPU znalazł się dobrze nam znany Thomas Rohrer (rabeca, flety, saksofon sopranowy, elektronika, instrumenty perkusyjne, głos). Ten muzyk wystąpił choćby na „Return the Tides: Ascension Suite and Holy Ghost” (2014, recenzja) przedsięwzięcia Roba Mazurka i Black Cube SP.

Otwierająca całość nazwijmy to suita „Estrada Para o Oeste” wciąga od pierwszych sekund. Ale to nie ostatnia większa forma na tym krążku, ale o tym nieco później. W pierwszej kolejności uczestniczymy w czymś co przypomina zbiorową fiestę lub dziką uliczną paradę, lecz nie mającą nic wspólnego z karnawał w Rio de Janeiro, a bardziej przypominającą nocne szaleństwo na plaży podczas festiwalu w San Remo („Violent Orchid Parade”). Szamański trans rodem z Ameryki Północnej przesiąknięty kulturą azjatycką odkrywamy w „Cambodian Street Carnival”. W tym fragmencie – i nie tylko – piękne dźwięki kornetu Mazurka (mellotron, syntezator modularny, Moog Paraphonic, OP-1, instrumenty perkusyjne, głos) wirują wśród gęstej warstwy elektroniczno-perkusyjnej. „Lost Corners Boogie” zaś rozpoczyna się od przesterowanych i przetworzonych fraz co najmniej kilku instrumentów, nadających temu utworowi niebywały puls.

Perkusja Takary (cavaquinho, elektronika, Moog Werkstatt, instrumenty perkusyjne, głos) nadaje ton w „Desisto II” wespół z kornetem Mazurka i improwizacjami elektronicznymi Granado (syntezatory, sampler, instrumenty perkusyjne, głos). Zapewniam, że na tym krążku nie znajdziecie słabych momentów, o czym świadczą następne utwory jak „Fire and Chime”, kapitalne „Olhaluai” na styku pustynnego bluesa (kultury Tuaregów) i Mariachi czy chwytający za serce swoim nostalgicznym liryzmem „Of Golden Summer”. Na tym nie koniec, bo przed nami jeszcze szesnastominutowa suita, pt. „Falling Down From the Sky Like Some Damned Ghost”, którą można puszczać w szkołach muzycznych jako przykład wizjonerskich rozwiązań we współczesnym post-jazzie rozkochanym w rozmaitych kulturach tego świata. Członkowie SPU potrafią sprawić, iż w jednej chwili afrykański trans jest u podnóża Appalachów, gdzie stoi songwriter (w tej suicie mamy wokal zbliżony do amerykańskich bardów), który zaraz tańczy w rytm kolumbijskiej cumbii itd.

Jak dla mnie godzina spędzona z „Cantos Invisiveis”, bo tyle trwa ten album, to jedna z najmilszych muzycznych godzin tego roku.

14.10.2016 | Cuneiform Records

 

Strona Roba Mazurka »Strona Cuneiform Records »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.