Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.



Golden Dawn Arkestra – Stargazer

Duch mistrza Sun Ra wiecznie żywy.

Ten tajemniczy wieloosobowy skład swą nazwą nawiązuje do dwóch zjawisk: do Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, czyli okultystycznej grupy, której członkiem był m.in. Aleister Crowley, oraz do The Arkestra – słynnego, wiecznie mutującego bandu dowodzonego przez Hermana Poole Blounta, wizjonera space-jazzu znanego lepiej jako Sun Ra. Jeśli zresztą wierzyć materiałom prasowym, lider Golden Dawn Arkestra – Zapot Mgwana (w rzeczywistości Topaz McGarrigle) – to nieślubny syn zmarłego w 1993 roku Blounta.

To raczej fikcja, ale kreatywna. Zespół powstał w 2013 roku w teksaskim Austin i zadebiutował rok później znakomitą EPką imienną. Album „Stargazer” ukazał się na początku mijającego roku, prowokując prasę do zgrabnych sformułowań: „Nie tyle zespół, co sekta tworząca prawdziwie psychodeliczną muzykę” (NME), „Podróż jak soundtrack z filmu Alejandro Jodorowsky’ego, do którego można tańczyć” (Mashable) czy „Nie wiem, kurwa, o co chodzi z tą kapelą” (Tiny Mix Tapes). A chodzi przede wszystkim o niczym nieskrępowaną zabawę.

Jest to przede wszystkim zabawa formą i konwencją. Łączenie ze sobą funku, soulu, jazzu, afrobeatu i rocka psychodelicznego nie stanowi dla GDA żadnego problemu. „Stargazer” to niejako pomost pomiędzy dokonaniami Jefferson Airplane a projektami George’a Clintona, takimi jak Funkadelic i Parliament. Czego tu nie ma! Rozwydrzone dęciaki, szalejące perkusjonalia, subtelny wibrafon, punktujący klarnet basowy, przeszywający saksofon, ciepłe klawisze, potężne bębny, wypukły bas, gitara wah-wah, staroświecki vocoder, wycieczki w stronę Orientu…

Na żywo też są doskonali. Widziałem ich we wrześniu w berlińskiej Kantine am Berghain, na tyłach słynnego klubu. Dziesięć osób na scenie, wszyscy ubrani w fantazyjne stroje i misterne maski, wokół kadzidła, tancerki, cuda na kiju. Na płycie brzmi to czasem jak połączenie Sun Ra i Sly & The Family Stone, czasem jak Ennio Morricone na kwasie, jeszcze innym razem – niczym cudaczna kapela z kantyny na Tatooine w „Gwiezdnych wojnach”. Fani albumu „Intervision” Jimiego Tenora i jego nagrań z Kabu Kabu też powinni być zadowoleni. Tylko osiem utworów i 37 minut muzyki, a tyle zamieszania.

Modern Imperial Records | 2016

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.