Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.

Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.



Djebali – 5

Piąteczka!

Pisaliśmy już w tym roku kilkakrotnie o tym, że na francuskiej scenie elektronicznej panuje obecnie zaskakujące ożywienie – przede wszystkim w dwu najważniejszych formułach klubowych. Techno i house już dawno nie miały się bowiem tak dobrze nad Sekwaną, czego dowodem jest prawdziwy wysyp młodych talentów producenckich, które po serii singlowych wydawnictw wreszcie przymierzają się do formuły albumu. Przykładem tego jest Djebali, który właśnie objawia nam swe wyjątkowe umiejętności w tworzeniu funkcjonalnego house’u na płycie „5”.

Zaczynał jako didżej pod koniec minionej dekady – i począwszy od skromnych występów na imprezach w rodzaju after party, zaczął z roku na rok awansować w klubowym światku, stając się z czasem zarówno gwiazdą legendarnego paryskiego Rex Clubu, jak i cyklicznych imprez na Ibizie. Pierwszą szansę zaistnienia na fonograficznym rynku dał mu Jay Haze dzięki swej wytwórni Tuning Spork. Tak naprawdę sławę przyniósł młodemu Paryżaninowi jednak dopiero cykl singli opublikowanych przez jego własną tłocznię – Djebali.

Wydany właśnie jej nakładem debiutancki album artysty doskonale ilustruje na czym polega wielki sukces jego wersji klubowej muzyki. Otóż stawia on przede wszystkim na oszczędne środki wyrazu, tworząc minimalową wersję house’u, bliską temu co robili mistrzowie tego gatunku w minionej dekadzie. To oznacza naturalnie skoncentrowanie się na rytmie podawanym przez twarde bity i funkowe pochody basu („Flamingo” czy „Nineties Playground”), czasem jedynie podrasowane bardziej na dubową („Mister Bastard”) czy breakową („D.B. Cooper”) modłę.

Z drugiej strony Djebali czerpie również pełnymi garściami inspirację z bardziej „korzennych” odmian gatunku, stworzonych prawie trzy dekady temu w Detroit i Chicago. Dzięki temu, przy zachowaniu hipnotycznego i minimalowego brzmienia, jest w jego utworach miejsce na stylowo serwowane cytaty z klasyki – acidowe efekty („The God’s Dreams”), stukające perkusjonalia („Heartgroover”), nastrojowe akordy klawiszy („Seven Blessings”) czy nawet hip-hopowe wtręty („Suzaku”). Dzięki temu jego wersja europejskiego house’u nabiera szlachetności typowej dla twórczości tuzów tego stylu zza oceanu.

W efekcie muzyka z „5” świetnie sprawdza się na parkiecie, ale z przyjemnością słucha się jej również w bardziej intymnych miejscach. Choć ma ona dosyć surowy ton, nie brak w niej melodii, niesionych choćby przez pulsujące partie basu, a całość utrzymana jest w przyjemnym, zrelaksowanym i zanurzonym w nocnym mroku nastroju. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał nowej wersji francuskiego house’u w wydaniu Djebaliego – jego debiutancki album jest ku temu najlepszą okazją.

Djebali 2016

www.djebali.com

www.facebook.com/pages/Djebali/169323916437224

 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. night

    znakomity album, rzutem na taśmę łapie się do wąziutkiej czołówki roku, pulsacja i ten nocny klimat momentami przypominają mi Galcher Lustwerk, choć tutaj podane jest to w trochę mniej subtelny sposób 🙂