Wciąż idealnie wyważone.
Od czasu wydania albumu „Fragments” z wyjątkową niecierpliwością wyczekiwałem następcy świetnego krążka spod ręki Bonobo. Dyskografia artysty okazuje się być bowiem bardzo konsekwentnie podążającą ścieżką muzyczną, opartą co prawda o sprawdzone wielokrotnie patenty, ale nadal zachowującą najwyższy w swoim gatunku poziom. Moje oczekiwania jeszcze bardziej podsyciło wydanie ścieżki dźwiękowej do produkcji „Lazarus”, która okazała się całkiem interesującym przedsmakiem nowego krążka.
Wreszcie brytyjski producent powrócił z nowym pełnogrającym albumem, tym samym podtrzymując moje niezmienne przekonanie o jego profesjonalizmie i szczegółowości w tak minimalistycznych kompozycjach. Nowy materiał to nie tylko bardzo spójny zlepek tracków spod znaku deep house/downtempo czy ambient, ale też bez dwóch zdań miejsce na wyjątkowe kooperacje. Na „Distance in Statics” pojawiają się bowiem dwie, szczególnie memu sercu bliskie artystki.
Arooj Aftab – jedna z najciekawszych w mojej opinii współcześnie tworzących kobiet na rynku muzycznym, swoją niezwykłą subtelnością ozdabia melancholijnie płynące powłoki ambientowe w „Fire on The Water”. Bardzo naturalnie w rozmytym tle przechodzimy do perkusyjnego pulsu, nie tracąc przy tym na delikatności całego utworu.
Drugi szczególnie ważny dla mnie utwór to „Youth’s Fountain”, gdzie swoją narrację dokłada Nilüfer Yanya, artystka która w moich słuchawkach zdominowała zeszły rok. Tutaj zdecydowanie doskonałą robotę wykonują aranże smyczkowe, dodające niepowtarzalnego nastroju nieco jazzowemu układowi utworu. Na szczególną uwagę zasłguje tu również partia trąbki, zaserwowana przez Ryana Jacoba.
Inne kompozycje zdecydowanie warte wyróżnienia to sięgające do orientalnych inspiracji, eksperymentalne „Shokoufeh”, taneczne „Ma and You” czy wyciszające, kładące nacisk na brzmienie strun „Equinoctial”. Bardzo przemawia do mnie owe przeplatanie nastrojów, od dobrze sprawdzających się na parkiecie, po te pełne wręcz medytacyjnego spokoju. Filmowemu „Mercury” opartemu na smyczkowym budowaniu nastroju, spokojnie sąsiadować może na jednym wydaniu roztańczone „ID700”.
Bonobo to artysta, który zawsze w jakiś niesamowity sposób potrafi połączyć niebanalność z absolutnym poczuciem relaksu. Rzadko kiedy mamy do czynienia z podobną plastycznością w muzyce na pierwszy rzut jawiącej się jako dobrze służącej tłu, jak mogliby to złośliwi określić „nieprzeszkadzającej w codziennych czynnościach”. To zdecydowanie muzyka nie do tła, a muzyka tło uzupełniająca o wrażliwe doznania.
Ninja Tune 2026


Skomentuj