Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



Seabuckthorn – Turns

Gitara zapędziła elektronikę do drewnianej chaty.

Seabuckthorn to wciąż niedoceniony w Polsce solowy projekt gitarzysty Andy’ego Cartwrighta. W tym przypadku mamy amerykański prymitywizm w wydaniu brytyjskim. Artysta nagrywa od 2008 roku, wydał kilka albumów i zdarza mu się koncertować w Europie. Dwa lata temu na NM odnotowałem pojawienie się jego krążka „They Haunted Most Thickly” opublikowanego jeszcze przez francuski label Bookmaker Records, bo od tamtego czasu opiekę nad twórczością Cartwrighta przejęła amerykańska Lost Tribe Sound, co mnie bardzo cieszy.

Pod koniec 2016 roku Seabuckthorn wypuścił znakomitą EP’kę „I Could See The Smoke”, która ostatecznie trafiła na listę moich ulubionych zagranicznych wydawnictw zeszłego roku. A dzieje się tak, że Cartwright nie jest jednym z wielu odtwórców, rekonstruktorów korzennego grania w duchu amerykańskiej tradycji. On jest typem artysty przywracającym wiarę w to, iż gitarowe granie z niewielką domieszką elektroniki nie musi być knajpianym brzdękaniem do rozlanego drinka. Amerykański prymitywizm na „Turns” – i nie tylko – nabiera melancholijnych odcieni oraz ambientowych rys („Concerning Otherness”), a niekiedy zamienia się w nocną zjawę przemierzającą stepy. 6- i 12-strunowe gitary rezofoniczne, efekty i odpowiednio wykorzystane techniki (fingerpicking, otwarte stroje) przynoszą świetne rezultaty!

Seabuckthorn nie jest zupełnie sam na najnowszym longplayu, gdyż w utworach „Long Voyages Often Lose Themselves”, „Occurring Water”, „Dizzying Mountains” słyszymy kontrabas kolejnego podopiecznego LST, czyli Williama Ryana Fritcha. Niskie brzmienie tego instrumentu pomogło nisko brzmiącej gitarze Cartwrighta dodatkowo pogłębić uczucie niebanalnej głębi.

Jestem przekonany, iż „Turns” zainteresuje fanów trzech kapitalnych tegorocznych albumów autorstwa: Michela Chapmana („50”), Jake’a Xerxesa Fussella („What in the Natural World”) i Blaine’a Todda („Golden Apples of the West”), z tym, że Seabuckthorn prezentuje całkowicie instrumentalną muzykę – nie wydaje z siebie ani słowa, za to wygrywa wysokojakościowe melodie (np. w „Near Translucent”, „Turns”).

Co tu dużo mówić, „Turns” to amerykański prymitywizm, który zapragnął wolności i uciekł z westernowej zagrody skleconej ze zbutwiałych desek. Oby więcej takich świadomych, odważnych twórców zdecydowało się na ucieczkę w nieznane. A ci, którzy jeszcze się wahają, niech biorą przykład z Seabuckthorna!

PS. Dodam, że amerykańska oficyna w dniach 22-24 kwietnia z okazji RSD obniżyła ceny swoich wydawnictw, ale tylko tych opublikowanych na fizycznych nośnikach. Warto zamówić już teraz „Turns” – ponieważ materiał ukazał się na porządnie wytłoczonym winylu (180 gr, twarde okładki) i limitowanej edycji na CD (równie pięknie wydanej).

21.04.2017 | Lost Tribe Sound

 

Strona Facebook Seabuckthorn »Strona Lost Tribe Sound »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.