DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.



William Basinski – A Shadow in Time

Mnie też jeszcze nie przeszło.

Będąc gówniarzem z zainstalowanym sianem w mózgu oraz w okresie, gdzie gen nieśmiertelności wygrywa pojedynek z rozsądkiem, czcząc pamięć członków klubu 27 marzyłem o przeżyciu czegoś na wskroś pokoleniowego. Coś jak śmierć Lennona czy Morissona. Kretyńskie te marzenia doczekały się spełnienia, niestety. Zgodnie z tym, co kiedyś napisał Philip Roth „Człowiek pozostaje nieśmiertelny aż do końca życia”. W styczniu 2016 roku zmarł David Bowie.

Postać takiego kalibru o niezmierzonym znaczeniu, nie tylko dla muzyki, pozostawiła po sobie wyrwę we wszechświecie. Patrząc na ilość osób go wspominających oraz na to, z jakich nurtów muzycznych się wywodzili, można by stwierdzić, że Bowie był pryzmatem, przez który muzyka przeobrażała się To przeistoczenie zawsze dawało nową jakość. Jako że do dziś ze spokojem nie mogę słuchać albumu „Blackstar” to dobrze wiedzieć, że nie jestem sam. Do tego grona wyraziście dołączył William Basinski.

Jego najnowsza płyta „A shadow in time” przynosi dwie ponad dwudziestominutowe kompozycje. Utwór numer 1 jest dedykowany wprost nieżyjącemu Davidowi Bowiemu. Jest to muzyka niosąca w sobie smutek. Brzmi jak gdyby wydobywała się z oceanicznej głębi. Towarzyszy nam loop, który co i rusz przeszywany jest przetworzonymi dźwiękami. Pochodzenia tego dźwięku pewien nie jestem. Grunt, że działa na zmysły. W pewnym momencie do głosu dochodzi saksofon, którego brzmienie jest przybrudzone, ale łatwo rozpoznawalne. Wyczuwalny jest żałobny ton tej kompozycji.

Drugi utwór to kolaż dźwiękowy. Basinski bawi się tu różnymi formami od zapętlania po przetwórstwo dźwięków. Na tło składają się głównie drony, które mogą zahipnotyzować. Syntezator, loopy, powolne i rozciągnięte w czasie pętle dźwiękowe – to wszystko tu jest. Kompozytor daje się poznać jako konceptualista. Jego muzyka buduje przestrzeń, która narusza porządek czasoprzestrzenny. Skłania do refleksji swoim osowiałym tonem. Można nawet wychwycić zmiany tonacji aż do stopniowej zapaści. Oba utwory właściwie nie mają początku i końca, mogą trwać zawieszone w czasie. To jest ich niepowtarzalna siła.

William Basinski „A Shadow in Time”, Temporary Residence 2017

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.