Wpisz i kliknij enter

Hurray For The Riff Raff – The Navigator

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Zespół Hurray For The Riff Raff jest niespecjalnie rozpoznawalny w Polsce. Szósty album, na który chciałbym zwrócić uwagę, może zmienić ten stan rzeczy. Mózgiem i główną sprawczynią całego zamieszania jest Alynda Mariposa Segarra. Amerykanka z portorykańskimi korzeniami. Te korzenie wyraźnie dają o sobie znać w warstwie muzycznej płyty. Zespół do tej pory kojarzony był bardziej z folkowymi klimatami. Najnowsze dokonanie przynosi zmianę stylistyczną. Muzyka prezentuje więcej odcieni. Dostajemy multikulti, mocniejsze rockowe tąpnięcia oraz orkiestrowe aranżacje. Łatwo w takim zestawieniu popaść w przesadę lub bufonadę. Jednak „The Navigator” nie trafia na mieliznę. Ten znakomity krążek niesie ze sobą wiele dobrego, ale trzeba dać mu czas.

Mamy do czynienia z przemyślanym albumem pod kątem treści i muzyki. Całość klamrą spaja motyw muzyczny wyrażony w utworze tytułowym. Segarra prezentuje nieprzytomną wręcz pewność siebie w głosie. Historia opowiadana dotyczy Navity Milagros Negron, dziewczyny, która po czasie stara się wrócić do swoich korzeni, aby lepiej zrozumieć siebie, a przy okazji zawalczyć o lepszy świat. Poziom prawdziwego gniewu wyraża w znakomitym i wzniosłym „Pa`lante” (tytuł portorykańskiej gazety z Harlemu). Ta piosenka, najlepsza na albumie, w konstrukcji przypomina legendarne „A day in the life” The Beatles. Segarra jawi się tu jako ktoś kogo chętnie widzielibyśmy na czele społecznego ruchu. Dodam, że po stronie męskiej nie ma aktualnie kogoś kogo mógłbym przyrównać do niej. Bo w dzisiejszej muzyce blisko związanej z rockiem, to głównie kobiety stanowią siłę napędową.

Całość otwiera znakomite „Living in the city”. Tekst ma w sobie świeżość, piękno i prawdę czyli wszystko to czego nie znalazłem na ostatniej płycie Thurstona Moore`a. „Hungry Ghost” to kawałek oparty na wciągającym rytmie. Z rozmachem prezentuje się „Nothing`s Gonna Change That Girl” z uwodzicielskimi smyczkami, a jednocześnie ze słyszalnymi wpływami nieanglojęzycznej kultury. „Rican Beach” nie pozostawia złudzeń co do źródła. Bongosy, latynoska gitara i ciepły klimat. Jednocześnie kryje w sobie pewien nerw rodem z płyt Toma Waits`a. Uwagę zwraca tekst, który nie ucieka przed naszą codziennością: „Now all the politicians / They just squawk their mouths / They say ‘We’ll build a wall to keep them out’ / And all the poets were dying of a silence disease / So it happened quickly and with much ease.”

Album pozostaje z nami długo po zakończeniu słuchania. Aspektem niepomijalnym jest znakomita produkcja, za którą odpowiedzialny był Paul Butler. Dzięki jego pracy płyta brzmi w pełni, każdy instrument jest słyszalny i dopieszczony. Myślę sobie, że czas już zacząć odsączać rocka z testosteronu i skupić się na kobiecej twórczości, bo ta ma obecnie więcej do powiedzenia, a sposób w jaki to robi budzi podziw. Na pewno jest bardziej autentyczna i potrzebna. Wyczuwalne zaangażowanie społeczne i podskórny gniew stanowią dodatkowy atut „The Navigator”.

ATO | 2017

Strona zespołu

FB







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy