SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Golden Retriever – Rotations

Rozpostarcie skrzydeł.

Działający od 2008 roku duet w skład, którego wchodzą Jonathan Sielaff oraz Matt Carlson wreszcie pokazał na co ich stać. Na trzecim krążku wydanym dla Thrill Jockey rozwinęli skrzydła oraz poszerzyli swoje dotychczasowe spektrum muzyczne. Niezmienne pozostają dwa filary, na których duet buduje konsekwentnie swój styl –  syntezator modularny oraz klarnet basowy. Ich muzyczne ambicje wykraczały poza sferę improwizacji czy łączenia muzyki syntetycznej z naturalną. Zawsze mieli aspiracje do tworzenia utworów rozpisanych na orkiestrę. Udało się to osiągnąć na najnowszym albumie „Rotations”. Przy okazji nagrywania tej płyty stworzyli własną orkiestrę kameralną.

Nawiązali współpracę między innymi z Mousai Remix String Quartet. Sięgnęli też po instrumentarium nieczęsto słyszalne –  organy, obój czy flet altowy. Podstawą tego materiału były występy, które miały miejsce w zabytkowym kościele w Portland. To pozwoliło przygotować nowy materiał. Proces twórczy zaczynali od prostych improwizacji na klarnet i fortepian. Nakładali na nie warstwy dźwiękowe innych instrumentów w celu przykrycia różnic między improwizacją a kompozycją. Pozostał jednak znak rozpoznawczy z poprzednich płyt – prymat melodii. Natomiast wzbogacili swoją muzykę o przestrzenność, dzięki czemu lepiej da się wychwycić akustyczne niuanse. Znakomitość tej muzyki polega, między innymi na tym, że brzmi ona prosto, ale składa się z wielu poukrywanych i nałożonych na siebie warstw, które można usłyszeć dopiero po wielokrotnym odtworzeniu.

Dobrym przykładem jest otwierający „Pelagic Tremor”. Wznoszenie i opadanie. Muzyka brzmi jakby była nadawana wprost z morza. Ton nadaje przelatujące i dudniące pianino. Druga znacząca warstwa to syntezatorowe plamy, które mają naturę przypływu. Imponujący jest „Tessellation” wciśnięty w sam środek. Tonalne zabawy na tle rozciągniętych partii innych brzmień. Soniczne fale poruszają się po sinusoidalnej ścieżce. Poszczególne instrumenty są tak przetworzone i pozacierane, że trudno je rozpoznać. Są chwile, kiedy ta kompozycja może wydać się drażniąca, jednak dla mnie jest to najbardziej fascynujący moment na „Rotations”. Sąsiadujący „Thirty-Six Stratagems” też nie grzeszy lekkością formy. Elektro – akustyczna improwizacja zrodzona z chaosu. Da się jednoznacznie wyodrębnić perkusję. Arytmiczność potęguje syntezator oraz gęsto powtykane iskrzące odgłosy. W końcowej fazie dochodzi do istnej kanonady. Widać tu precyzję zamysłu oraz wykonania.

Nie byłoby tego oszałamiającego efektu, gdyby nie zasada przeciwności. Owymi przeciwieństwami są „A Kind of Leaving” i „Thread of Light”. Pierwszy to powolny, swobodny utwór zbudowany na łagodnym fortepianie. Nienachalna dominacja melodii nie przeszkadza we wprowadzaniu elementów elektronicznych. Na scenę wchodzi też klarnet. Drugi to najbardziej minimalistyczny moment płyty. Fortepian jednocześnie rezonuje i nadaje cyrkulacyjną formę innym instrumentom. Każdy nowo pojawiający się dźwięk krąży w takt melodii granej na klawiszach. Harmonia jest siłą. „Thread of Light” to najbardziej emocjonujący moment płyty. Koniec przynosi słońce, a jak jest słońce to i pojawia się kiełkujący optymizm. Wyrazem czego jest niespieszna, łatwa i przyjemna muzyka. To też podkreśla nieprzypadkowe ułożenie utworów na płycie, które przypomina, że album – jako zamknięta całość – nadal się broni i jest potrzebny. Niedobrze jest słuchać „Rotations” na wyrywki.

Thrill Jockey | 2017

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.