Wpisz i kliknij enter

Dday One ‎– Journal | Extended

Szósty album kalifornijskiego producenta będący rozszerzeniem wydanej w 2009 roku EP’ki.

Pochodzący z Los Angeles Dday One to producent specjalizujący się w tworzeniu lekko już zapomnianych muzycznych pejzaży z zakresu instrumentalnego hip hopu, trip hopu i eksperymentalnego jazzu.

Na przestrzeni swej kariery zdążył stworzyć, przede wszystkim na bazie ogromnej ilości sampli, muzykę bardzo spójną i jednorodną. Słychać w niej wczesnego DJa Shadow, Glena Portera, Pelican City, a w niektórych momentach RJD2.

Najnowszy album „Journal | Extended” to rozszerzenie EP’ki „Journal” z 2009. Nie ma w nim nic przełomowego, ale słucha się go fantastycznie. Dday One wlał w niego analogowego ducha, zakurzone, lekko przytępione dźwięki, które stanowią bazę dla delikatnie i zręcznie wkomponowanych sampli. Sample, jak ze starej dobrej szkoły, pochodzą z nagrań funkowo-jazzowych. Podbite są charakterystycznym hip-hopowym podkładem, tworząc bardzo nostalgiczny a momentami wręcz przygnębiający klimat.

„Journal | Extended” to obok zawodowej produkcji ogromne połacie emocji. Melancholii, która dominuje na tej płycie, daleko do taniej ckliwości. Jest w niej dużo prostoty i surowości. Pochmurne, nastrojowe kompozycje swoją energią przywołują skojarzenia z codziennym rytmem miasta. Obrazy z okna jadącego tramwaju, niespiesznie przecinające się sznury przechodniów, skąpane w zachodzącym słońcu boiska do koszykówki.

Na szczególną uwagę zasługuje kompozycja „Mouth 2 Mouth” z zapętlonym samplem, w którym dominuje pianino. Ta dźwiękowa układanka swoją leniwą motoryką stanowi stempel całego wydawnictwa.

Dday One posługuje się samplem jako plamą. Nie używa konturów czy drastycznych cięć. Wszystko opiera się na przenikaniu, rozmywaniu, przyciszaniu, stopniowym nawarstwianiu. Nadaje to trochę klimat retro w cały album.

„Journal | Extended” to album w którym szczegół gra dużą rolę. Patchworkowe kompozycje przenoszą nas do monochromatycznej brzmieniowo przestrzeni, która nie nudzi monotonią, chociaż zdarzają się są momenty niebezpieczne, które nią grożą, chociażby w „Can I Get A Witness”. Nie należy zapomnieć o specjalnym elemencie, którym Dday One doprawił cały album. Jest nim dźwięk igły gramofonowej odkurzającej stare, czarne krążki.

30.06.2017 | Content (L)abel

Content (L)abel







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Owsikrzys
Owsikrzys
3 lat temu

A dla mnie to łatwiejszy w odbiorze Krush. Nie zmienia to faktu, że album bardzo dobry.

Polecamy