Ambient ambientowi nierówny, czego dowodzi nowy materiał japońskiej artystki.
Pochodząca z Kobe Haco nagrywa od ponad dwudziestu lat. Odnoszę wrażenie, że jej muzyka jest słabo rozpoznawalna w Polsce. Być może tym razem nastąpi jakiś pozytywny przełom i fani onirycznego ambientu odkryją twórczość Japonki.
Najnowszy album Haco nosi tytuł „Qoosui” (01.09.2017 | Someone Good / Room40). Bardzo ładnie opisał „Qoosui” David Toop, więc odsyłam zainteresowanych na stronę Bandcamp Room40. Momentami jej muzyka odpływa w rejony New Age’u („White Letter from Heaven”), ale takiego z wysokiej półki. Przepiękny „Tidal” z kolei urzeka kruchością, niebanalną melodią oraz eteryczną przestrzenią ambientowych pasm. Nie ma tu mowy o dark ambientowych dronach. Uwodzący „Circle” obezwładni miłośników rozpadających się harmonii Williama Basinskiego czy elektroniki Davida Sylviana z okresu „Blemish”. Na tych utworach nie kończy się ta wyjątkowa płyta. Regularnie wracam do „Qoosui”. Kompozycje Haco można też potraktować jako swoisty drogowskaz dla bezdusznych twórców ambientu.