Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.



Ben Frost – The Centre Cannot Hold

Dążenie ku ekstremum.

Spożywanie nowego dzieła Bena Frosta nie należy do zajęć najmilszych. Nikt tu nikogo nie rozpieszcza, ani nie pociesza dobrym słowem. Australijczyk zaserwował sporą dawkę elektronicznych eksperymentów oraz napiął intensywność swojej muzyki do granic możliwości. Nie inaczej było na przystawce przed dużą płytą. Chodzi o opisywaną przeze mnie EP-kę „Threshold of Faith”. W obu przypadkach mamy do czynienia z owocami współpracy Bena Frosta ze Stevem Albini. Kompozytor połączył na swojej płycie elektroniczny hałas, awangardowe struktury oraz minimalizm. Wszystko po to, aby zilustrować stan dzisiejszego świata. Sugestywne są same tytuły utworów. Ben Frost przygląda się współczesności, czerpiąc inspirację z globalnego zamieszania, które towarzyszy nam na co dzień.

Tytuł albumu też nie jest dziełem przypadku. Odnosi się do wiersza William Butlera Yeatsa „Drugie przyjście” (oryginał, tłumaczenie 1, tłumaczenie 2). Poeta swój wiersz pisał w okresie I Wojny Światowej oraz początkach irlandzkiej walki o niepodległość. Czas zamętu, chaosu i niepewności łatwo da się wyczytać ze strof. Frost podbija te tematy, używając do tego własnej twórczości. Symboliczny, trwający zaledwie 12 sekund, „ A Single Hellfire Missile Costs $100,000” mówi sporo o przemyśleniach autora. Następujący po nim „Eurydice’s Heel” wprowadza nas w środek apokaliptycznej wizji świata. Wersja znana z EP`ki była nieco łagodniejsza. Na albumie Frost idzie dalej, nasączając ten utwór bardziej posępnym klimatem i większą dawką elektronicznej hałaśliwości. Trafiają się też momenty bardziej wyciszone, jak przepełniony elegijnym tonem „Healtchare”.

Przemyślany sposób ułożenia utworów sprawia, że znalazło się też miejsce na medytację. Manipulacja dźwiękiem odbywa się na poziomie delikatnym, ale złożonym („Meg Ryan Eyez”). Zgoła inne odczucia towarzyszyły mi na początku albumu. Począwszy od „Threshold of Faith”, a skończywszy na „Trauma Theory” Frost aplikuje nam potężną dawkę ekstremalnych doznań. O pierwszym pisałem przy okazji EP-ki. Od tamtego czasu tylko nabrał więcej mocy. Następny w kolejności „A Sharp Blow In Passing” przynosi powykręcane synthy, by za chwilę przerodzić się w coś na kształt ścieżki dźwiękowej. „Trauma Theory” z kolei przypomina atak owadów. To jeden z najlepszych utworów na płycie. Wsłuchać się należy w końcówkę utworu, która przynosi agresywne partie. Melodyjność zostaje okaleczona z premedytacją.

Frost z pomocą Steve`a Albiniego fundują nam dwa, spektakularne kolaże dźwiękowe. „Ionia” ze świdrującym początkiem oraz szczątkami melodii, która przeistacza się praktycznie co minutę. To prawdziwy popis umiejętności. Jednocześnie dostajemy coś, od czego nie sposób się uwolnić. Koniec został dopracowany do najmniejszego detalu. „All That You Love Will Be Eviscerated” przytłacza od pierwszych taktów, ale wyposażony jest w zestaw iskrzących dźwięków, które nie pozwalają na monotonię. Z resztą to najdłuższy utwór na płycie, który w środku zawiera najspokojniejszą muzykę, jaką znajdziemy na „The Centre Cannot Hold”. Ta idylla zostaje brutalnie stłamszona. Tym samym Frost po raz kolejny podkreśla złowieszczy charakter swojej płyty. Jakiekolwiek nadzieje na lepsze jutro rozwiewa „Entropy in Blue”. Najbardziej agresywny z całego zestawu. Monolit dźwiękowy tłamsi słuchowe doznania. Tym albumem Frost podkreśla, że jest wyśmienitym twórcą hałaśliwej i zniekształconej elektroniki. Mimo, że ponurych wizji dzisiejszego świata nie brak, to ta wydaje się przyćmiewać konkurencyjne swoją intesywnością. Strefy komfortu próżno tu szukać.

Mute | 2017

FB

Bandcamp

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.