Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars

Topniejące napięcie.

Słuchanie kolejnych albumów muzyków kojarzonych z Godspeed You! Black Emperor to czysta frajda. Co i rusz, ktoś kto o ten zespół się otarł, wypuszcza jakieś nowe nagrania albo bierze udział w powstaniu nowego zespołu. Uzbierało się tego niemało na przestrzeni lat. Większość z tych płyt wydawana jest w labelu Constellation. No, ale jeśli płytę wydaje gitarzysta Efrim Manuel Menuck to tym bardziej należy się jej nieco więcej z naszego czasu. Szczególnie, że to dopiero drugi krążek w jego dorobku. Pierwszym był „High Gospel” z 2011 roku. Ciekawostką jest też to, że macierzysta formacja nie tak dawno wypuściła przecież „Luciferian Towers”, więc może dojść tu do jakiejś bratobójczej walki lub też nadmiaru doznań.

Interesująca jest inspiracja, którą kierował się Menuck przy komponowaniu. Otóż punktem zapalnym była historia romansu Mary Hart i Mohammeda Khashogii. Ona gwiazda telewizji, on bogaty syn saudyjskiego handlarza bronią. Dość osobliwie połączenie tych dwojga prowadzi Menucka do wniosków, że to wulgarne, a zarazem piękne połączenie. Gitarzysta przyznaje, że ten album powstawał w chwilach słabości przy nadmiernym udziale papierosów i alkoholu. Ten mętlik z głowy przeniósł się na charakter „Pissing Stars”. Dosłowność nigdy nie interesowała Manucka. Zarówno w przypadku odczytywania jego intencji, jak i muzyki. Inna sprawa jeśli chodzi o abstrakcję lub daleko posuniętą gmatwaninę dźwięków. Ten chaos został ujęty w ramy niniejszego albumu, a przynajmniej jego części.

Od razu zostajemy wepchnięci w niepokojący świat. W „Black Flags Ov Thee Holy Sonne” wita nas coś na kształt miarowego chrapania. Potem utwór nabiera rozmachu. Nieco rozmyte brzmienie potęguje maniera wokalna. Ciekawe są te uniesienia w środkowej części, na które składają się wysokie dźwięki, nałożone na siebie wokale o różnej intensywności oraz erupcja fal dźwiękowych. Pod koniec zjawiają się dziecięce głosy („dead stars”) o upiornym charakterze. Świat chylący się ku zagładzie brzmiałby jak „The State and Its Love and Genoicide” (interesujący tytuł). Traktat o roli państwa, jego sile i zbrodniach. Wszystko zanurzone w najczarniejszych barwach dronów z niebywale posępnym przekazem o tym dokąd zmierzamy politycznie i ekologicznie. Oba te utwory są depresją w stanie niezmąconym.

Od „Hart_Kashoggi” coś mi w tej płycie przestaje pasować. Znika gdzieś niepewność tego co nastąpi, a w to miejsce wpasowuje się przewidywalność. Przejawem tego jest „A Lamb in the Land of Payday Loans”, który przypomina najzwyklejszą piosenkę. Nie przekonuje mnie taka drastyczna zmiana. Wcześniej przecież trafia nam się „The Lion-Daggers of Calais” będący dalekim echem „Warszawy” Bowiego. W przypadku „The Beauty of Children and the War Against the Poor” nie mogę się uwolnić od porównania z The Flaming Lips. “Pissing Stars” w drugiej części gubi gdzieś ten chaos, niepoukładanie. Najbardziej podoba mi się tu „LxOxVx  Shelter in Place”. Rytm pulsuje pod powierzchnią. Bardzo dobrze ukryty. Trzeba się wsłuchać albo zrobić głośniej. Kończy wszystko utwór tytułowy, tak niepotrzebnie wzniosły, a chwilami, rzekłbym, optymistyczny. Niepotrzebnie. Tym samym mam poczucie niedosytu. Oddałbym się we władanie nastrojowi otępienia, z początkowej części płyty, na dłużej. Jako fan jestem zadowolony. Jako słuchacz nie całkiem.

Constellation | 2018

Bandcamp

Strona Constellation

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze