Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



Ben McElroy – The Word Cricket Made Her Happy

Folk z dronami.

Trzeci album Bena McElroy`a został wydany nakładem francuskiej wytwórni Eilean. Bezwzględnie pasuje on do jej działalności, która w dużej mierze polega na prezentowaniu muzyki łączącej różne gatunki. Często są to nurty nawet niezbliżone do siebie. Sam wykonawca w chwili obecnej zamieszkuje w Nottingham, gdzie stara się łączyć muzykę folkową z ambientem i dronami. Używa tradycyjnego i akustycznego instrumentarium w postaci gitar, strun czy głosu. W głosie pobrzmiewa echo dawnego świata. To przypomina pisanie historii na nowo, podobnie jak robi to Richard Dawson. Jednak w muzyce McElroy`a można usłyszeć wpływ Pauline Oliveros, a i napotkać ducha Edwarda Elgara.

Ci z was, którzy w latach 90 byli po okresie dojrzewania lub w jego trakcie, z pewnością łatwo skojarzą określenie „cool Britannia”. Atak wyspiarzy na kulturę masową był wszechobecny i na tak wielu polach, że trudno się było na nich nie natknąć. Otóż Bena McElroy`a nie da się wpisać w ten nurt. W otwierającym „The Sailor and the Albatross” przywołuje sielski obraz wsi angielskiej. Słuchając jednym uchem, łatwo wtrącić ten utwór do szufladki z napisem „folk” i pójść spać. Tylko, że w ten sposób przegapić można znakomite, zapętlone tło. Przeplatane smyczki, grane w sprzecznych tonach oraz coś co, z braku innego określenia, nazwałbym głosem z niebios. Tradycja miesza się z nowoczesnością. Tytuł nawiązuje do poematu Samuela Taylora Coleridge’a.

Muzyka klasyczna również jest obecna. W „Sleep and Create Moon” kompozytor wznosi się na wyżyny swojego talentu. Dźwięk jest nasycony, a muzyka klasyczna płynnie przechodzi w akustyczny folk. Elektroniczne dodatki są nienachalne, lecz znaczące. To ma być wyobrażeniu snu. Nagrania terenowe wprost z sielskich terenów pojawiają się w „The Word Cricket Made Her Happy”. Duet gitary z kontrabasem spisuje się wyśmienicie. McElroy nie ucieka od prostoty formy, ale stara się tworzyć złożone formy. Najpełniej paletę dźwięków i swoich możliwości prezentuje w finałowym „The Yellow’un Always Wins”.

„Henry and Clara” i „All Around Prayed The Drowned Men” łączy pojawienie się wokalu. Ten pierwszy przynosi więcej ponurości, mocniejszych akcentów oraz dramatyzmu w głosie. Ta starodawna maniera nie razi. Nie sprawia wrażenia sztuczności ani „doklejonej” na siłę. Jednocześnie brzmi nowocześnie. Drugi utwór jest bardziej tradycyjny i brzmi jakby był stworzony do śpiewania przy kuflach z piwem. Docenić trzeba też sposób ułożenia płyty. Jednostki wrażliwe powinny skupić swą uwagę na „Ink Drunk”. Umieszczenie go w samym środku albumu nie jest przypadkowe. Głębia dźwięków, skryty niepokój i niejednoznaczność są jego siłą. Ben McElroy imponuje dojrzałością i pewnością swej wizji. Zaprasza do swojego świata, który pełen jest dziwów, zjaw i harmonii.

Eilean rec. | 2018

Bandcamp
FB

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze