Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.



Glenn Branca – The Ascension

Zmarł Glenn Branca, wielce wpływowy gitarzysta amerykański. Z tej okazji przypominamy jego najsłynniejszą płytę.

Glenn Branca (6.10.1948 – 13.05.2018) nigdy nie skończył żadnej szkoły muzycznej. Nie czytał nut (przynajmniej na początku), a na gitarze uczył się grać samodzielnie. Był właściwie kompletnym amatorem i chyba tylko dyletant, nieskrępowany akademickim formalizmem, mógł mieć tak nowatorskie podejście do instrumentu. Otóż wywodzącemu się z nowojorskiej sceny no wave Brance marzył się mariaż muzyki współczesnej z brudnym rock’n’rollem. Philip Glass spotyka The Velvet Underground. Symfonia na gitary elektryczne.

Brankę najbardziej interesowało nietypowe strojenie gitary. Szczególnie upodobał sobie przester i rezonans, który pojawiał się, gdy mocno uderzano w struny strojone do tego samego dźwięku. Swe eksperymenty przeprowadzał wraz z zespołem Ascension Band, w składzie którego znaleźli się: basista Jeffrey Glenn, perkusista Stephan Wischerth oraz trzech innych gitarzystów: Ned Sublette, David Rosenbloom i Lee Ranaldo. Thurston Moore zaprosił tego ostatniego do grania w Sonic Youth po tym, jak usłyszał go na scenie z Branką.

Dzięki znajomościom basisty, sekstet miał dostęp do nowojorskiego studia nagraniowego The Power Station, gdzie zarejestrował materiał na płytę „The Ascension”. Tytuł nawiązywał zarówno do orkiestrowego dzieła Oliviera Messiaena, jak i do freejazzowej płyty Johna Coltrane’a. Podejście Branki i spółki było równie swobodne, co słychać już w otwierającym całość „Lesson No. 2”: „krzywa” linia basu (zadziwiająco podobna do późniejszego „Oxygen” Swans), pulsujące bębny i pełen dysonansów jazgot czterech gitar.

Trzynastominutowy „The Spectacular Commodity” obfituje w zmiany tempa i oktaw. Z łatwością można tu wychwycić patenty, które później przejęli przedstawiciele post-rocka z Godspeed! You Black Emperor na czele. Z kolei krótki „Structure” bazuje na repetycji, na której swe brzmienie zbudowali Sonic Youth. Oparty na jednonutowych strukturach rytmicznych „Light Fields (In Consonance)” kojarzy się trochę z krautrockiem. Jest jeszcze utwór tytułowy, pomysłowo wykorzystujący zagęszczone sprzężenia zwrotne.

Miłośnicy symfoniki narzekali na zbytnią „rockowość” muzyki, zaś wielbiciele rocka – na zbytnią jej „symfoniczność”. John Cage poświęcił nawet początek jednego ze swych sympozjów na ostrą krytykę Branki. O dziwo jednak sprzedano 10 tysięcy sztuk albumu, a krytycy muzyczni byli pełni uznania. Z czasem renoma albumu tylko wzrastała, a na Brankę powoływały się takie tuzy, jak Michael Gira, John Zorn, Page Hamilton, John Lurie czy David Bowie, który uznał „The Ascension” za jedną z 25 najlepszych płyt, jakich słuchał.

Ten intensywny album do dziś brzmi dziko, nieokrzesanie, brutalnie i bezkompromisowo. Prawie czterdzieści lat temu była to „nowa muzyka” sensu stricto – w tym znaczeniu, że nikt wcześniej (może poza Lou Reedem na „Metal Machine Music”) nie grał w ten sposób. W późniejszych latach Branca tworzył kolejne, coraz większe gitarowe orkiestry – dochodzące nawet do stu muzyków! – z którymi nagrywał symfonie i koncertował. Skomponował ich w sumie szesnaście. I choć miał wielu „uczniów”, nikomu nie udało podrobić się jego brzmienia.

99 Records | 1981

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze