Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides

Pop owinięty lateksem.

Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach. Jedni widzą w tym wiodący kierunek poszukiwań współczesnych twórców elektroniki, drudzy traktują jak wynaturzone, poskręcane i nienadające się do słuchania zjawisko. Obok artystów, którzy decydują się na takie eksperymentowanie z klasyczną strukturą melodii, nie można jednak po prostu przejść obojętnie. Płyty Andy’ego Stotta, Oneohtrix Point Never, Arci czy Jamesa Ferraro jeszcze długo po premierach bywają analizowane i komentowane. Do zataczającego coraz szersze kręgi trendu z debiutanckim materiałem triumfalnie dołącza Sophie – królowa lateksowych, emocjonalnych dźwięków.

O producentce głośno było jeszcze przed tym, jak Oil of Every Pearl’s Un-Insides pojawiło się w sprzedaży. Najpierw artystka sporo zamieszała w kotle PC Music – wytwórni, dla której pastisz i remiks są na porządku dziennym. To właśnie u boku QT, GFOTY czy A. G. Cooka wokalistka rozwinęła swoje skrzydła, pojawiając się w wielu singlach, kompilacjach, a po drodze wydając coś samodzielnie. Po jakimś czasie przyszła pora na większych współpracowników – Cashmere Cata czy Charlie XCX, aż w końcu nadchodzi październik zeszłego roku i singiel It’s Okay to Cry. W piosence, która stała się symbolicznym manifestem Sophie (to pierwszy raz, gdy ujawnia wizerunek i mówi o swojej transpłciowości), tkwi myśl przewodnia albumu dostępnego dla słuchaczy już kilka miesięcy później.

I think your inside is your best side – śpiewa w otwierającym płytę utworze artystka. Takich mott i rozważań jest na Oil of Every Pearl’s Un-Insides znacznie więcej. Założycielka labelu MSMSMSM otwarcie zastanawia się nad swoją płciową, artystyczną i emocjonalną osobowością. W Faceshopping zdecydowanie krytykuje dobę konsumpcjonizmu, w której można kupić wszystko – nawet swój wizerunek. Infatuation to pytanie retoryczne skierowane w stronę tytułowego, trudnego do uchwycenia zauroczenia. Immaterial – udana reinterpretacja kultowego przeboju Madonny – znów uderza w strunę odkrywania własnego ja, a monumentalny, dziewięciominutowy dyptyk Whole New World / Pretend World roztacza utopię przyprawioną romantycznością.

Tematyka piosenek niewysublimowana, a jednak coś na Oil of Every Pearl’s Un-Insides gryzie. Na pierwszy rzut oka (a może ucha?) chodzi o muzykę. Sophie rozpędza wagonik z melodyjnym, landrynkowym popem do granic możliwości. W przejaskrawionej, zakrwającej miejscami o pastisz stylistyce artystka czuje się wyśmienicie. Dużo tu przesterowanych kontrastów (Ponyboy), nałożonych na siebie i tworzących przez to chaos ścieżek, aż w końcu bulgoczących syntezatorów. Wokalistka kpi z radiowych konwencji, odważnie lawirując między chórkami (Faceshopping),  autotune’owymi, tanecznymi hitami (Immaterial) a ckliwymi balladami (Infatuation albo skrojone na operową modłę Is It Cold in the Water). Przebojowość płyty zaburza jednak jednocześnie eksperymentalną, maksymalistyczną elektroniką, która stawia na pierwszym miejscu (Pretending) albo łączy z refrenami (Faceshopping). Trzy grosze do estetycznego bałaganu dorzuca też sama okładka – wokalistka jawi się na niej jako istna seapunkowa królowa.

Po drugie – wyzwaniem dla słuchacza może być ingerowanie w sferę transseksualności, dla wielu będącej tematem tabuizowanym, a przez to pomijanym. Sophie bez ogródek opowiada o swoim przeistoczeniu się w kobietę, płynności płci (I could be anything I want / Immaterial boys, immaterial girls) i towarzyszącym temu trudnościom. Tak odważnie robiła to dotychczas tylko ANOHNI na swojej płycie Hopelessness z 2016 roku, a wcześniej jako eks-liderka grupy Anthony and the Johnsons. Queerowa, rozedrgana narracja Xeon – wokalnie przeobrażającej się od sopranu do altu – jest przez to niełatwa w odbiorze, lecz bardziej autentyczna.

W końcu pojawiają się niewygodne pytania, które Sophie jako konceptualna artystka zadawała już wcześniej. Jakie są granice współczesnego popu? W którym momencie szczere wyznania przeradzają się w ckliwy i wyuzdany ekshibicjonizm? Czy w radiowym mainstreamie jest miejsce na autentyczne emocje, a może trzeba je podkręcić dodatkowymi efektami? Wokalistka nie sypie z rękawa gotowymi odpowiedziami, ale dokłada do tej nieustającej dyskusji kolejną cegiełkę. Trudną do przesłuchania, ale prowokującą do myślenia i finalnie intrygującą.

18.06 / MSMSMSM we współpracy z Future Classic i Transgressive Records

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. grażyna

    okropna literówka – charli(e) xcx