Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Ossia – Devil’s Dance

Sam w mroku.

„Błagam pana, niech pan uwierzy chociaż w to, że istnieje diabeł. O nic więcej nie proszę. Niech mi pan wierzy, że na to istnieje siódmy dowód, nie do obalenia, i dowód ten niebawem zostanie panu przedstawiony” – Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata” (tłum. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski).

Angielski producent Daniel Davies zaczerpnął swój pseudonim z włoskiego terminu oznaczającego alternatywne wykonanie utworu muzycznego lub jego części. Po EPkach m.in. dla wytwórni Empty Head Rich Heart, Berceuse Heroique i No Corner, Ossia zadebiutował niedawno pełnowymiarową płytą w barwach Blackest Ever Black.

Album „Devil’s Dance” otwiera biały szum odbiornika telewizyjnego nastawionego na nieistniejący kanał, do którego zasypiał Raoul Duke w „Lęku i odrazie w Las Vegas”. Barwy szybko jednak przybierają czarne, matowe odcienie. Ze swymi miazmatami melodii i basowymi pomrukami „Concrete” otwiera tunel czasoprzestrzenny, który zasysa słuchacza.

Pulsujący dron i strzępy saksofonu w „Radiation” roztaczają atmosferę diabolicznego koncertu jazzowego słyszanego spod wody albo raczej z oddali. Konkretnie: zza aksamitnej czerwonej kotary, gdzie na parkiecie w czarno-białe zygzaki tajemniczy jegomość wykonuje dziwny, niepokojący taniec. „Garmonbozia”, mruczy inna postać, siedząca w czarnym fotelu.

Później nadchodzi czas na taniec samego diabła. Gęsty, smolisty „Devil’s Dance” cechuje nieustanne podskórne napięcie, podkreślane głębokim basem, miarową rytmiką, świdrującymi burdonami, wybuchami nawarstwiających się dźwięków oraz odrealnionymi odgłosami bezcielesnych istot. Podobne zjawy pojawiają się również w „Slow Dance”.

Opętańcze tany trwają w „Dub Hell” i „Hell Version” – surowych, minimalistycznych utworach sprowadzonych do repetetywnego rytmu i falującej faktury. „Inertia” to natomiast ambient z innego wymiaru, zamieszkanego przez bezcielesne istoty. Tak, jakby odnalazło się magiczne artefakty na strychu opuszczonego domostwa położonego na angielskiej prowincji.

Finalny, trwający 23 minuty (kto interesuje się okultyzmem, ten zna znaczenie tej liczby) „Vertigo” to rozległy pejzaż otoczony szklistą poświatą. Znów rozlegają się partie saksofonu zagubionego w bezkresnej mgle, dołączają też smyczki, basowe podbicie oraz – na samym końcu – rytmiczny galop. Znów jesteśmy w Czarnej Chacie, gdzie mówi się wspak.

Kiedy słucha się „Devil’s Dance” w przestrzeni miejskiej, na przykład podczas spaceru po parku albo w tramwaju, nagle wszyscy ludzie dookoła zdają się mieć mroczne sekrety.

Blackest Ever Black | 2019

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze