BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Flying Lotus – Flamagra

Fire Walk with Me.

Steven Ellison wydaje swój szósty album w pięć lat od pamiętnego „You’re Dead”. W międzyczasie jednak nie próżnował, bo poza wspieraniem producenckim Kendricka Lamara („To Pimp a Butterfly”) czy Thundercata („Drunk”), zdążył też zadebiutować jako reżyser mocno kontrowersyjnej fabuły „KUSO”. Poza tym intensywnie zwiedzał Japonię, co bezpośrednio zainspirowało go chociażby do stworzenia najdłuższego na krążku, wielościeżkowo pędzącego „Takashi”.

Ideą przyświecającą nowemu dziełu rezydenta Los Angeles jest ogień. Hipnotyzujące zjawisko, o dualistycznej sile zarówno niszczycielskiej jak i pozytywnej. Uwydatnienie tego elementu najłatwiej dostrzec można w singlowym „Fire Is Coming”, w którym podszytą niepokojem scenkę rodzinną przedstawia sam David Lynch (o współpracę z którym FlyLo zabiegał od przynajmniej dekady). Po deklamacji reżysera pojawia się właściwa, juke’ująca część numeru z zapętlonym tekstem:

There’s a fire burning in the streets
Everybody move their feet
Fire burning in the streets,

co jest prawdopodobnie odwołaniem do największej w historii fali pożarów, jakie miały miejsce w Kalifornii w zeszłym roku, a których codziennym świadkiem był sam producent.

Najnowszą propozycję Flying Lotusa pomagali mu uzbroić w dźwięki stali współpracownicy w postaci Miguela Atwood-Fergusona, braci Brunerów czy Brandona Colemana dlatego specjalnie nie dziwi, że pośród aż dwudziestu siedmiu numerów zasilających ponadgodzinną „Flamagrę” odnajdziemy sporo instrumentalnych miniatur niemal żywcem wyjętych z poprzedniego longplay’a. Cechują je podobne harmonie i ten sam przesiąknięty J Dillą styl lepienia sampli i bitów, wymoczonych w ciepłych brzmieniach basu, elektrycznych pianin i analogowych synthów (, np.”Post Requisite”, „Inside Your Home”, „Remind U” czy „FF4”). Zaskakująco kontrastującym z resztą jest brzmiący niczym ilustracja do starego filmu akustyczny przerywnik „Say Something”, gdzie usłyszymy jedynie pianino, skrzypce i cichy bas. W pamięć zapada też „All Spies” z wkręcającą się w umysł prostą melodyjką serwowaną na co rusz zmieniających się brzmieniach. Warto też wspomnieć o „Thank U Malcolm”, czyli miniaturce dedykowanej tragicznie zmarłemu Mac Millerowi, z którym producent był zaprzyjaźniony.

Na tym tle dużo ciekawiej prezentują się utwory, w których swe piętno odcisnęli zaproszeni goście. Takie „Spontaneous” z Little Dragon czy „9 Carrots” z Toro Y Moi, to naprawdę udane popowe odsłony nieoczywistej twórczości szefa Brainfeedera. Stricte rapowe kooperacje też wypadają znakomicie, zarówno pingpongujące w rytmice „Actually Virtual” z Shabazz Palaces, rozśpiewane „More” z Andersonem Paakiem, ale przede wszystkim wartko płynące i mocne w przekazie „Black Balloons Reprise” z Denzelem Currym winno (podobnie jak „Never Catch Me” z poprzedniego krążka) zostać w przestrzeni pamięci na dłużej. Generalnie lista mocnych featuringów wydaje się nie mieć końca, bo poza wspomnianymi wyżej możemy tu usłyszeć również Tierrę Whack, Solange, George’a Clintona, a swoje trzy grosze zostawili Herbie Hancock i Robert Glasper.

„Flamagra” nie przynosi większych zmian w stosunku do dotychczasowych osiągnięć FlyLo, to raczej kolejne transponowanie znanych środków opartych o melanż samplingującego hip-hopu, soulu z jazzem i raczej analogową elektroniką, ale też w sposób w dalszym ciągu mocno kreatywny i osobny, a już na pewno niedościgniony nawet dla jego wiernych kopistów. Różnorodność gości oraz mnogość motywów nie przeszkodziły Ellisonowi w uzyskaniu spójnej opowieści, która wciąga tym bardziej im dłużej w nią w chodzimy. Gdyby spojrzeć na ten album bez kontekstu wcześniejszej dyskografii z pewnością miałby spore szanse nawet zostać klasykiem, a tak pozostanie po prostu kolejnym bardzo dobrym longplayem w dorobku siostrzeńca Alice Coltrane. Ja kroczę za tym ogniem, a Ty?

24.05.2019 | Warp Records

www.flying-lotus.com
www.facebook.com/flyinglotus
www.twitter.com/flyinglotus

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze