Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.



Conforce – Dawn Chorus

Mistrzowski popis holenderskiego producenta.

Kiedy Boris Bunnik zadebiutował w 2007 roku w barwach wytwórni Rush Hour, nic nie wskazywało, że mamy do czynienia z narodzinami jakiegoś wyjątkowego talentu. Początkowo młody producent serwował bowiem dosyć konwencjonalny tech-house o klubowym przeznaczeniu. Wszystko zmieniło się trzy lata później, kiedy opublikował w barwach brytyjskiej tłoczni Meanwhile pierwszy album Conforce. „Machine Conspiracy” zawierało techno i electro zanurzone w dubowych pogłosach, wskazujące, że jego autor ma wyjątkowo lekką rękę do tego rodzaju brzmień.

Nic więc dziwnego, że kolejny album Conforce wydała już u bardziej znana firma – Delsin. „Escapism” odniósł sukces – i wtedy Bunnik zaczął objawiać światu swoje kolejne wcielenia. Najważniejszymi z nich stały się niebawem dwa projekty – Versalife i Silent Harbour. Pierwszy artysta dedykował detroitowemu electro, a drugi – surowemu dub-techno. Holender nie zapomniał o Conforce: do dziś ukazały się trzy kolejne albumy projektu, na których Bunnik powoli zaczął zwracać się w stronę klasycznego IDM-u. Kulminacją tego procesu jest jego najnowsza płyta dla Delsin – „Dawn Chorus”.

Krążek zaczyna się od pomysłowej hybrydy techno i electro – „Void”. Dudniące breaki i pobrzękujące akordy łączą się tu na rozlanym tle, przywołując wspomnienie elektroniki z początku lat 90. „Aphelion” to już typowo galopujące techno, wypełnione falującymi blachami i strzelistymi klawiszami. W „iO” dostajemy z kolei stylowy IDM: nerwowe bity oplatają zimne syntezatory, a rytmiczne cmoknięcia – skorodowane akordy. Podobnie wypada „Solstice” – choć tym razem w roli głównej słychać acidowe efekty.

„Marooned” to właściwie techno – ale osadzone na stłumionym i niespiesznym pulsie, który podszywa lodowata i niepokojąca elektronika. Nie inaczej dzieje się w „Axis Perpendicular”, gdzie sprężysty bit uzupełniają przeciągłe i nostalgiczne pasaże klawiszy. „Orbital Resonance” znów wprowadza na płytę połamane rytmy – tym razem podszyte pohukującym loopem. Całość wieńczy „Umbra” – nastrojowy ukłon w stronę wczesnych nagrań Aphex Twina, łączący kumkające dźwięki Rolanda TB303 z IDM-owym podkładem rytmicznym.

„Dawn Chorus” trwa równo godzinę – i jest to godzina wypełniona wyjątkowo piękną muzyką. Boris Bunnik czerpie inspirację z dokonań mistrzów pejzażowej elektroniki sprzed ćwierć wieku i tworzy na tej bazie efektowne kompozycje, które ujmują nie tylko stylowymi aranżacjami, ale też subtelnymi melodiami i melancholijnym nastrojem. Słucha się tego znakomicie: tak jak najlepszych płyt Aphex Twina, B12 czy The Black Doga. Holenderski producent odbija jednak na tej muzyce własny stempel: metaliczne i szorstkie brzmienie, znane w wcześniejszych dokonań Conforce.

Delsin 2019

www.delsinrecords.com

www.facebook.com/delsinrecords

www.facebook.com/conforce

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Bardzo dobre, ale ja i tak najbardziej lubię ten debiut .. to tak jak z yagya, najbardziej siedzi mi ten pierwszy.