Wpisz i kliknij enter

Mute Forest – Riderstorm

Emocjonalna teleportacja.

Niesamowite, że minęło już 5 lat od momentu, kiedy opisywałem dwa poprzednie wydawnictwa Kaela Smitha (aka Mute Forest, Mombi) – amerykańskiego eksperymentatora i songwritera. Mam tu na myśli EP-kę Infinity Pools i świetną płytę Deforestation – obie powstały pod aliasem Mute Forest.

W tym roku Smith – jako Mute Forest – opublikował swój drugi długogrający album Riderstorm. Dlaczego zajęło mu aż tyle czasu nagranie tego materiału? Odpowiedź przychodzi wraz z opowieścią samego artysty, w której podkreśla, że ostatnie lata były dla niego bardzo trudne. W 2017 roku spotkała go rodzinna tragedia, gdyż zmarł jego ojciec z powodu problemów alkoholowych. – Po śmierci mojego taty przez bardzo długi czas nie tworzyłem muzyki, moja miłość do niej zniknęła. Niezwykle trudno było mi pogodzić się z myślą, że ojciec nigdy nie usłyszy mojej piosenki. A kiedy czujesz, że twoja najlepsza muzyka wciąż nadchodzi, trudno jest sobie z tym poradzić – wspomina Mute Forest.

Smith jednak w końcu postanowił przełamać tę niemoc twórczą i zaczął po prostu swobodnie improwizować, a dokładnie nagrywać szkice nowych piosenek. Kiedy nakreślił dziesięć tematów aspirujących do większych form i rozwinięcia ich w studiu – zrobił to. I nie w byle jakim studiu – bo w Russian Recording, i nie z byle kim – nagrania Mute Forest wyprodukował Mike Bridavsky znany ze współpracy choćby z Magnolia Electric Co. Warto dodać, że Russian Recording to analogowe studio, wyposażone w konsole z czasów radzieckich. Efekt? Posłuchajcie sami! Ale moim zdaniem rewelacyjny – rozlewa się szerokie pasmo, ale nie pochłania detali, lecz otacza je ochronną powłoką. Tutaj odnoszę się do aspektu technicznego, który również nadążą za tym czysto artystycznym.

Mute Forest nie był sam w studiu, towarzyszyli mu różnicy muzycy, więc słyszmy nie tylko jego głos, gitary i elektronikę – ale też klarnet basowy, saksofon, organy czy perkusję. Piękne piosenki kryją się pod tytułami The Wave i Crater Laugh – Smith w całej okazałości. Przypuszczam, że miłośnicy Talk Talk, Jasona Moliny czy Gravenhurst będą zainteresowani tymi utworami. Minimalistyczny z delikatnym tropikalnym pulsem Dance the Spell Off wciąga – no i ta gitara! Mnie zaskoczyła głębia brzmienia. Tytułowy Riderstorm to z kolei nocna, pustynna miniatura z gitarą akustyczną w tle. W Return też jest nocnie, ale już bliżej organicznego ambientu z zaskakującą końcówką. Kolejna wyjątkowa piosenka to Atoms Falling, broniąca się linią wokalną Smitha, szczerym przekazem i oszczędnością w środkach. Instrumentalny i slowcore’owy The Riven Sun ładnie się łączy z Blue Chamber, w którym odezwał się saksofon w otoczeniu szepczącej elektroniki. Na koniec równie piękna ballada Helio Gap mogąca złapać za gardło czy uszy fanów Devendry Banharta.

Zawsze czułem, że muzyka może teleportować, a są tutaj piosenki, które mnie teleportują do czasów, kiedy żył mój ojciec. Mam nadzieję, że ten album przeniesie też kogoś w piękne miejsce – Mute Forest.

Lost Tribe Sound | kwiecień 2020    

 

Strona Facebook Mute Forest »
Strona Lost Tribe Sound »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy