Wpisz i kliknij enter

Sarah Davachi – Cantus, Descant

Posępna precyzja.

Interesujący musi być portret słuchacza wielbiącego muzykę Sarah Davachi. Przejścia z tą artystką należą do tych mniej oczywistych, stojących w kontrze do rozpędzonej rzeczywistości. Choć jeśli weźmiemy pod uwagę pandemiczny „stop” ostatnich miesięcy, to może rzeczywistość już tak rychliwa się nie wydaje, ale nie o niej tu pisać będę. Wracając do słuchacza to musi on mieć w sobie pokłady cierpliwości, lubować się w długich – często zapętlonych formach, dysponować nadmiarem czasu, żeby w pełni smakować muzykę kompozytorki.

A jest co smakować. Szczególnie wydany niedawno „Cantus, Descant”, na którym mieści się godzina i dwadzieścia minut muzyki, która najlepiej działa grana od początku do końca. Że zadanie to trudne, jasna sprawa, ale Sarah Davachi nie należy do twórczyń, która poszłaby na skróty albo na kompromis.

Centralnym instrumentem na albumie są organy w wielu formach. Są organy piszczałkowe, elektryczne, elektromechaniczne, a nawet fisharmonia z 1890 roku. Warto dodać, że zabytkowe instrumenty użyte do nagrań nie znalazły się wszystkie w jednym studio, co wymusiło na artystce częste podróże i dłuższy czas nagrywania materiału. Każdy z tych instrumentów pod palcami Davachi zmienia się w uduchowione maszyny, które w połączeniu z jej umiłowaniem do muzyki dawnej dają znakomite rezultaty („Hanging Gardens”, „Ruminant”).

Naturalnie nastrój utrzymany jest w tonacji minimalistycznej. Delikatne wpływy ambientu czy syntezatorów słyszalne są raczej w tle. Artystka pokusiła się również o napisanie intymnych piosenek: wrażliwej i znakomitej „Play the Ghost” oraz utrzymana w duchu amerykańskiej pustyni „Canyon Walls”.

Przemilczałem celowo jeszcze jeden instrument: renesansowe organy z 1479 r., które posłużyły do nagrania pięciu części utworu „Stations”, które napotykamy w trakcie słuchania. Wszystkie przeszywa duch renesansu oraz ciągle żywy dramatyzm, tak słyszalny w części piątej. Piękno baroku odkrywa na nowo „The Pelican”, a dziewięciominutowy „Midlands” całkowicie wyłącza aparat mowy przykuwając do krzesła. Właśnie do krzesła, gdyż radzę słuchać tego na siedząco właśnie. Nieprzypadkowo na okładce widzimy artystkę właśnie w tej pozycji. Jej posępna precyzja zagrała raz jeszcze, ale na niespotykaną, jak dotąd, skalę.

Late Music | 2020
Bandcamp
FB
FB Late Music







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy