Wpisz i kliknij enter

Safe Jazz – Extinction!

(Nie)bezpieczny jazz (gdyż) na sterydach.

“Safe Jazz” to projekt basisty Jesse’ego Schustera z Los Angeles, który często zaprasza do swoich nagrań innych muzyków. W “Extinction!” współpracuje jedynie z Andym Baldwinem, który poza miksowaniem zagrał w jednym utworze na skrzypcach. Na tym krążku pojawia się mniej klasycznych instrumentów niż we wcześniejszych albumach, jest natomiast więcej sprzętu elektronicznego: instrument perkusyjny Yamaha DD65 GoodWill, częściowo uszkodzony syntezator MicroKorg XL i czterośladowy magnetofon Korg CR-4.

Po tym, gdy trafiłem na album “Extinction!” i kilkukrotnie przesłuchałem, starałem się wsłuchiwać w poprzednie albumy Safe Jazz. Co usłyszałem? Interesujący, przyjemny, synkopowany jazzowy flow. Multum instrumentów o rozbudowanych partiach, zmiksowanych z popkulturowymi samplami, a także innymi “sztuczkami” zapożyczonymi od DJów. Dlaczego piszę o poprzedzających albumach? Z zaintrygowania – nigdy nie przepadałem za jazzem, a jednak “Extinction!” wyróżnia się do tego stopnia, że zmusił mnie do sięgnięcia po większy wycinek dyskografii Safe Jazz.

Co różni mini album “Extinction!” w porównaniu do poprzednich albumów “Safe Jazz” poza zwięzłością (6 utworów trwających łącznie 11 minut)? Jest to muzyka mocno energetyczna o gęstych zwrotach akcji. Jazzowe extasy zmieszane z kwasem na sterydach. Taki komiksowy kolaż z przetworzonych na wiele sposobów fragmentów z różnych filmów i utworów. Jest wycięty Homer Simpson, The Beatles, Królik Bugs, fragmenty z różnych zapisanych w kulturze filmów i przemów. Wycinki przetworzone na wiele różnych sposobów – powielane, przyspieszone, rewerbowane, spowalniane, zmieniane tony podstawowe i dużo więcej. Ozdobione melodiami o różnych brzmieniach i bardzo interesującymi partiami perkusyjnymi.

Szalone, luzackie “yo, yo” flow nasycone odniesieniami do popkultury, które dla mnie, wychowanego nad Wisłą, nie zawsze są w pełni czytelne. Mimo moich braków albumu słuchało się świetnie. Trwa bardzo krótko, ale mogę po jakimś czasie na nowo przesłuchać bez znudzenia – czuję nienasycenie i ciągłą ciekawość “ucha” odnośnie tego “co ciekawego przegapiłem, a czego wcześniej nie zauważyłem?”. Tytułowe extinction oznacza wymarcie, ale album chyba najlepiej opisuje nazwa drugiego utworu – “Mad as Hell!”

Profil na Facebooku »
Profil na BandCamp »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kapitan
Kapitan
4 miesięcy temu

Nazwiska podlegają deklinacji. Kolejny autor na NM, który nie opanował języka, a pisze recenzje. Niepojęte jak Wy dobieracie współpracowników.

Seba
Seba
4 miesięcy temu
Reply to  Kapitan

To dołącz do redakcji i błyśnij jakimś tekstem Kapitanie.

Polecamy