Wpisz i kliknij enter

Earl Sweatshirt – Sick!

Pomięty, eklektyczny, miejscami szalony.

Trochę się naczekałem aż przyszło w pełni docenić talent Earla Sweatshirta. Amerykański raper obecny jest na scenie od ponad dziesięciu lat, ale jakoś nigdy w całości, rozumianej jako pełny album, nie trafił do mnie. Nie trafił aż do dziś, czyli do najnowszego krążka „Sick!”. Zabawne, że wystarczyły zaledwie dwadzieścia cztery minuty – tyle trwa cały album właśnie – żeby wywrzeć porządne i mocne wrażenie. Jego pozbawione chwytliwości utwory z zaprogramowaną nonszalancją ani na moment nie tracą nic ze swej szczerości.

Jest to album pomięty, eklektyczny, miejscami szalony i jednocześnie twitterowo skrótowy. Niektóre kawałki nie trwają nawet dwóch minut. Lirycznie wszystko podszyte jest niepokojem, a niektóre wersy umiejętnie podgryzają słuchacza. W „God Laughs” wypowiedzianym praktycznie na jednym oddechu jest sporo o bólu, rezygnacji i poszukiwaniu zagubionej aureoli. Najpełniej jego talent lśni w fantastycznym „Titanicu”. Nie tylko wściekłe wersy, ale przede wszystkim mocny i mroczny podkład uderza tak, jak powinien.

„Sick!” pozbawiony jest tanich ozdóbek. O refrenach też warto zapomnieć. W to miejsce jest brawura i ambicja. Otwierający „Old Friend” sięga po dramatyzm, który szybko mija, a w jego miejsce wpada migotliwa elektronika w znakomitym „2010”. Jesteśmy na styku sowizdrzalskiego stylu Tylera, The Creatora i skupionej produkcji J Dilli. Zwięzłość Sweatshirta prowadzi nas do bardzo różnych punktów na mapie. Utwór tytułowy sprawia wrażenie nagranego od niechcenia, a „Lobby” znajduje się na granicy futurystycznej paranoi.

Klubowe brzmienia sąsiadują z ulepionymi na bazie dźwięków z lat 70. i 80. Kłania się utwór „Lye”, a szczególnie doskonały i podparty hipnotyzującym fortepianem  „Tabula Rasa”, gdzie gości duet Armand Hammer. Zresztą sam mistrz ceremonii gościł na ich poprzedniej płycie. „Vision” z kolei jest bardziej giętki i sprawia wrażenie ucieczki za miasto. I w końcu wielki finał. „Fire in the Hole” utwór dojrzały, liryczny, zbudowany na gitarze Bootsy`ego Collinsa. Nie sądziłem, że wystarczy niewiele ponad dwadzieścia minut, żeby oszołomić i zaprezentować cały wszechświat z drobnymi szczegółami do wielokrotnego odsłuchiwania. A Earl Sweatshirt udowodnił, że można.

Tan Cressida / Warner | 2022
Spotify
FB
FB Tan Cressida







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy