Wpisz i kliknij enter

Armand Hammer And The Alchemist – Haram

Nie nadaje się do szybkiej konsumpcji.

Raper Billy Woods od 2019 roku nagrywa płyty równe. Równe pod kątem znakomitości. I to nie jedną rocznie. Nie jestem w stanie wszystkiego opisać, ale takie „Hiding Places” czy „Brass” są rzeczami zjawiskowymi. Po tym drugim jeszcze nie ochłonąłem (wracam często), a już wpada nowy album Armand Hammer (Billy Woods i Elucid), którym było mało kreatywności więc postanowili rozszerzyć dźwiękową paletę poprzez połączenie sił z producentem The Alchemist (Daniel Maman znany ze współpracy choćby z DJ Muggsem, ostatnio uhonorowany Grammy za album z Freddiem Gibbsem). Proszę tylko o jedno: niech przykuwająca oczy okładka nie zasłoni zawartości krążka.

Bądźcie łaskawi połączyć zdjęcie z okładki (wieprzowina) z islamskim terminem (tytuł) oznaczającym „zabronione”. Tematy zabronione występują szeroko w tekstach. „Haram” jest płytą hip-hopową. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest przystępniejsza niż poprzednie dokonania duetu. Nie można natomiast nazwać ją łatwą albo nadającą się do szybkiej konsumpcji. Na drodze do niej stają właśnie teksty. Pokrętne, ponure, apokaliptyczne, a przede wszystkim będące labiryntem bez wyjścia. Jak w jednym z najlepszych utworów „Scaffolds”, który otwiera linijka: „Always late with the epiphanies / Zawsze spóźniony z objawieniami”. Po takim wstępie nie dziwi, że wplecione zostały tu biblijne tropy.

Poprzedni album Armand Hammer „Shrines” nie przypadł mi do gustu, ale ten to już zupełnie inna para kaloszy. Artystyczna jakość od razu zostaje wzniesiona na wyższy poziom. „Sir Benni Miles” i „Roaches Don`t Fly” swoimi pokręconymi, psychodelicznymi podkładami połączonymi z melodyjnymi fragmentami (gitara) stanowią skuteczną konkurencję dla Clipping. Elucid i Billy Woods są w szczytowej formie. Z drugiej strony mamy jazzową lekkość pierwszych płyt Kanye`go Westa prezentowaną przez doskonały „Black Sunlight” (gościnnie Kayana) oraz formę piosenkową niemal („Stonefruit”).

Jest też część płyty z zagęszczeniem gości. Otwiera ją giętki, syntezatorowy, ciepły, nonszalancki „Falling Out The Sky” z Earlem Sweatshirtem. Nostalgia nim się rozpędzi zostaje storpedowana przykrymi linijkami o rzeczywistości. Chwilę później głębokie basy i jazzowy band łączą swoje siły w mocnym „Wishing Bad”. Do duetu dołączają Curly Castro i Amani. Okładkowa wieprzowina pojawia się również w tekście gęstym od znaczeń i zwrotów („Chicharrones” gościnnie Quelle Chris). Utwór jest gęsty nie tylko od słów, ale i powolnego beatu.

Nie można na moment oderwać się od intensywności tej płyty. Czy to muzycznej, czy to lirycznej. Obaj raperzy nie biorą jeńców ciągnąć słuchaczy po żwirze czego dowodem nieskończenie pocięty „Peppertree”. „Indian Summer” to kolejny znakomity punkt na albumowej mapie, który szybko przeradza się w nieco zatrważający „Aubergine”. Najlepsze co można zrobić, to dać się zgubić. Uznać, że dwóm raperom po czterdziestce zachciało się poszerzyć bazę słuchaczy, ale zrobili to na własnych zasadach. Nie tracąc nic ze swojej wiarygodności. Powiedzcie im halal.

Backwoodz Studioz | 2021
Bandcamp
FB
FB Backwoodz







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy