Wpisz i kliknij enter

Podsumowanie roku 2021 – Michał Wiśniewski

Płyty, które zabierały mnie w zaklęte rewiry w 2021. roku.

Kolejność losowa.

Ryan James Ford – Exshaw, Clone Records, Djak-Up-Bitch

Pamiętacie, drodzy czytelnicy, odcinek serialu dla młodzieży „Eerie Indiana”, w którym to bohater nie przestawił zegarka w noc zmiany czasu i obudził się w świecie „zagubionej” godziny, zamieszkałej przez różnego rodzaju kryptydy i kurioza? W podobne klimaty zabiera nas pomysłowy Kanadyjczyk – zaginiona muzyka z przeszłości przebrana w nowe szaty.
Recenzja autorska »

Joaquin Joe Clausell – Raw Tones, Rekids

Zadymiony, surowy i skąpany w strugach miejskiego deszczu House. Płyta mogłaby posłużyć za soundtrack do serialu w klimatach Neo-noir, w którym przesiadujący w barach z muzyką na żywo gliniarze rozwiązują kolejne zagadki kryminalne, albo zapijają miłosne niepowodzenia. W tle do beatów – przygrywa wysmakowane pianino, gdzieś w oddali słychać lekkie zawodzenie. Jak to śpiewał niegdyś klasyk: „ta noc – to ona płacze deszczem”.

Colin Potter – It Was, Platform 23

Zmyślny producent i inżynier dźwięku znany z nietuzinkowego i eksperymentalnego podejścia do tematów szeroko-pojętego sound designu i współpracą z Nurse With Wound prezentuje kolekcję nagrań z końca lat 80. Wkręcające, post-rockowe kompozycje z obowiązkową nutką retrofuturyzmu. Jest również kronikarski zapis nagrania terenowego z kopalni „Wujek”. Monumentalne.

Rui Maia – Botany Department, Groovement Organic Series

Wydawca płyty sympatycznego Portugalczyka w notce marketingowej z powodzeniem mógłby napisać, że płyta „stwarza” warunki do komunikacji telepatycznej z otaczającą nas florą. Wyciszone, organiczne pejzaże dźwiękowe popularyzują muzyczny „weganizm”. Perkusji (czytaj: beatów) jest tutaj jak na lekarstwo i, raczej, spełnia ona funkcję około-rytmiczną. „Must-have” każdego oświeconego właściciela szklarni.

Inkasso – Zeichen Im Schacht Der Verschleierten Tatsachen, Osare! Editions

Składowe części tracków na tym longpleju (dosłownie) rozbiegają się w każdą stronę jak karaluchy po włączeniu światła w kuchni. Efekt jest jednak chwilowy i pozorny – nad całokształtem produkcji czuwają dwa potężne, logiczne umysły. Sesje nagraniowe miały charakter długich, hipnotycznych jamów z użyciem: field recordingu, smyczków i wierteł codziennego użytku. Słuchacie na własną odpowiedzialność.

An Anomaly – Decadent Skies, Offen Music

Dwóch tajemniczych artystów po mistrzowsku wykorzystało powieściowy koncept niewiarygodnego narratora. Nerwowe EBM/Synthwave, które brzmi jak podkłady Electro dla B-boyów. Poszatkowane komunikaty i agresywnie podrasowane głosy nie-ludzkie rodem z „Marszu Robotów” Pana Kleksa służące jako substytuty technik pierwszego samplingu. Diana Berti remixuje wczesny katalog Mo’Waxu – pomieszanie z poplątaniem. Ci panowie w życiu słowa prawdy nie zagrali! Ciekawostką jest, że album w wersji cyfrowej kosztuje 999 EUR. Chyba jednak poczekam na Bandcamp Friday…

Froid Dub – An Iceberg Cruising Jamaican Coastline, Delodio

Muzycy odpowiedzialni za płytę (Fa_fane i F.M.) sugerują, że mottem ich imprintu jest: „jedną nogą na parkiecie, drugą w śmietniku”. Kulturowe zbieractwo popchnęło ich do zmajstrowania albumu ociekającego tłustym, rozgrzanym jak jamajskie wybrzeże Dubem, który gdzieniegdzie potraktowany był został syntezatorowym chłodem. Zestaw sztuczek i efektów zgoła klasyczny – przybrudzone sample z evergreenów („One Spliff a Day”), echo chambery i spring reverby. Mimo to, płyta dostarcza sporo radości i jest pięknie wydana na kolorowym splatterze, szkoda tylko, że wyprzedała się na pniu.

Yu-Su – Yellow River Blue, Music From Memory

Kosmicznie zbalearyzowana podróż w dół drugiej największej chińskiej rzeki. Na łajbie nieśmiało przygrywa Electro-Pop i Ambient-Dub na zmianę z chińskimi melodyjkami. Kanadyjska artystka (o chińskich korzeniach) pokazuje niedowiarkom, że z uporem Fitzcarralda potrafi łączyć wymienione elementy w jedną, spójną muzycznie całość. „Yellow River, Yellow River is in my mind and in my eyes”.

DJ Format – Devil’s Workshop, Project Blue Book

Wilczą część ubiegłego roku spędziłem na katalogowaniu i uzupełnianu prywatnej kolekcji krążków triphopowych. Wertowałem archiwa wydawnicze wytwórni takich jak: Asphodel, Cup of Tea czy Mo’Wax. Dj Format najwyraźniej, podświadomie, wyruszył mi z odsieczą i  postanowił przygotować kompendium brzmieniowe – jest na tym albumie wszystko, co potrzeba synom Bristolu. Gitara tremolo a’la Adrian Utley, seksowny wibrafon, mocne bicie perkusji i sample powycinane z klasyki (APC – „Disorientation”). Honorable mention dla Dja Muggsa, który skleił w podobnym tonie, aczkolwiek o wiele bardziej mroczny materiał na „Dies Occidendum”.

RNXRX – Impreciso, VEYL

Argentyński DJ najwyraźniej posiada jakiś opatentowany elektromagnes, którym przyciąga w swoim studio wszystkie opiłki żelaza i inne metalowe imponderabilia. Płyta brzmi jak większość wzmacniaczy Unitry – zimno, metalicznie bez połysku i konsonansów. O ile w sprzętach polskiego producenta winę ponosiły zniekształcenia typu TIM – tutaj mamy do czynienia ze świadomym wyborem patentów produkcyjnych. Industrialny brud i Post-Punk w połączeniu z hiphopowymi beatami. Większość utworów mogłaby być odrzutami z sesji do „Spawna” nagranymi przez NIN. Czas chyba wyciągnąć z demobilu swojego Radmora.

Recenzja Pawła Gzyla »

Varius Artists – La Ola Interior: Spanish Ambient & Acid Exoticism 1983-1990, Bongo Joe

Jeżeli szukaliście idealnego tła dźwiękowego do duchowego rozwoju i zaczytywaniu się w propozycjach Jodorowsky’ego z „Mistrza i Czarownic”, albo „Psychomagii” – świetnie trafiliście. Dwadzieścia utworów „nie z tego świata”. Każdy jeden artysta wart sprawdzenia. Album wydany przez wytrawnych diggerów i właścicieli sklepu z płytami w Genewie. „Intelektualisto, naucz się umierać”.

VC-118A – Spiritual Machines, Delsin

Atmosferyczny Techno-Dub zmieszany z IDM-em. Zamaszysty i rozwibrowany. W niektórych miejscach bardziej techniczne brzmienie zastąpione jest quasi-2stepowym beatem. Wszystkie warstwy tego muzycznego przekładańca dopracowane w najmniejszym szczególe. Zresztą, nie mam podstaw by nie ufać w tej materii wybornej, holenderskiej wytwórni Delsin. Efekt motyla.

Mach-Hommy – Pray for Haiti, Griselda Records

Takiego hiphopowego jouissance nie miałem bodajże od czasu wydania mixtejpu „LiveLoveA$AP” przez ASAP Rocky’ego dekadę temu. Jeśli ktoś kiedyś zamierza mnie rozpuścić za długi w ługu sodowym – to rezolutnym (acz nieugiętym) windykatorom sugeruję puścić rzeczony materiał w tle. Wyluzowana, kojąca nawijka na ostro zadymionych beatach sklasyfikowanych przez Discogs jako Cloud Rap. Tym razem w barwach legendarnej Griseldy.

Ripatti – Fun is Not a Straight Line, Planet Mu

„My fridge was full of lies and it’s basically me being lonely in a summerhouse” – powiedział Neil Landstrumm o genezie powstania jednego ze swoich utworów. W niemalże identycznych okolicznościach przyszło mi się zetknąć z albumem eksperymentującego Fina. Jego autorska interpretacja Footoworku wręcz wyrywa z butów i trzyma długo nad podłogą. Analogowy feeling de/re-konstruowanego gatunku został zastąpiony perfekcyjnym wyczuciem rytmu i opanowaniem muzycznego hardware’u. Najlepszym dowodem powyższej tezy jest utwór „girl is hip” , który jest idealnym trackiem do zamykania setów z całą chmarą suspensów i zmian tempa. „Thisgirlishipthisgirlishipthisgirliship”.

Marco Repetto/Bigeneric – Helva, Inzec

Wyprawa do wnętrza świętej góry. Tym razem (zamiast Beatlesów) sponsorowana przez „zakwaszonego” Jean-Michella Jarre’a. Gdyby istniał Cech Rzemiosł Ambientowych – powinien natychmiast powołać tego tradycjonalistę do swojego zarządu. Klasyczny, oldschoolowy Ambient z bajkowymi zapędami acidowymi. Wyprodukowany zgodnie z recepturą naszych dziadków. Polecam zajrzeć na Bandcampa z racji tego, że wersja na winylu mocno okrojona.

Steve Summers – Generation Loss, L.I.E.S.

Debiutancki album muzyka z Chicago o znajomo brzmiącym nazwisku – Letkiewicz to potężny Acid House z industrialnymi naleciałościami. Autor zanurza się w dźwiękach przeszłości muzycznej swojego miasta zapędzając się czasem w rejony, które eksploruje Hieroglyphic Being (również z Chicago). Warto wspomnieć o wysokiej jakości produkcji i tłoczenia – album brzmi rewelacyjnie. Polecam, Piotr Fronczewski.

Cucina Povera – Lumme, Primordial Void

Eksperymentalny program ćwiczeń z emisji głosu na podkładach Modern/Classical. Fińska artystka mieszkająca w Glasgow po mistrzowsku operuje intymną atmosferą, w któtrej głos ludzki jest wyeksponowany na pierwszym planie. Kilkukrotnie utylizuje zwykłe formaty piosenkowe, czasem, natomiast, odjeżdża w bardziej pokręcone rejony improwizacji. Hyvää matkaa!

Hus Kingpin – Portishus, The Winners 2020

Śniło mi się, że się obudziłem. W popegeerowskim mieszkaniu na prowincji, gdzie trzy osoby dorosłe ciągle paliły fajki. Kasetony pożółkły od tego dymu, a atmosfera w mieszkaniu była tak gęsta, że można by zawiesić siekierę. Z taśmy w kółko leciał „Dummy” Portisheadów, albo zaraz, wróć…Płytę zamieszczam bardziej jako ciekawostkę mimo, że trudno nie docenić wysiłków rapera i producentów. Album uzyskał ponoć aprobatę i certyfikat oryginalnego tribute’u od samego Geoffa Barrowa.

Ruutuu Poiss – Palav Aed, Wake Dream

Estończyk z Amsterdamu w odrobinę mniej energetycznym zestawie w stosunku do wcześniejszych, singlowych akcji wydawniczych. Materiał na krążku oscyluje gdzieś około House/Bass Music, a artysta ma swoją własną, bardzo wyrazistą sygnaturę dźwiękową. W jednym rzędzie możemy postawić go obok naszych rodzimych poszukiwaczy oryginalnego brzmienia – jamaszki_FT i aheloy’a!. Odrobinę niemrawo, ale stabilnie.

MidnightRoba – Golden Seams, Sonder Records

Była wokalistka legendarnego składu Attica Blues powraca po dwóch dekadach z so(u)lowym materiałem. Producencko pomaga jej były kompan z zespołu – Tony Nwachukwu. Oszczędna i bardziej wyciszona wersja Future Jazzu – bez triphopowych zapędów i karkołomnych wokaliz rodem ze starego składu. Czasami artystka ociera się o brzmienie Sam Reed (sprawdźcie jej genialny „Love Ain’t Free”) i za każdym razem jest to bardzo nasłoneczniona muzyka. Balsam dla duszy.

downstairs J – basement, etc…, Incienso

Panie i Panowie, Trip-Hop A.D. 2021. Producent z Brooklynu zabiera nas w intymną, instrumentalną podróż po obrzeżach Downtempo, Dubu, a także brzmień z metką Acid. To ciekawe, jak gatunek oparty na wyrazistym beacie i filmowych samplach wyewoluował w stronę bardziej atmosferycznych brzmień, co można zauważyć słuchając obecnych epigonów gatunku. Reasumując – bardziej Cee-Mix i Rockers Hi-Fi niż Dj Shadow.

Recenzja Pawła Gzyla »

Thomas Fehlmann – Böser Herbst, KOMPAKT

Mistrz Fehlmann powraca po raz drugi z muzyką do filmu – tym razem jest to dokument, na którym bazują wydarzenia z serialu „Babylon Berlin”. Album utkany z sampli z lat 30. w autorskiej interpretacji artysty. Muzyce bliżej do Ambientu i klasycznych brzmień niż pompującego ciepły, analogowy syrop House’u. Nie znajdziemy tu również Stefana Betke, który do tej pory, na regularnych wydawnictwach, odpowiedzialny był za mastering i tłoczenie – może stąd to nagłe ochłodzenie dźwięku?

Recenzja Pawła Gzyla »

Resina – Speechless, 130701, FatCat Records

Album „szkatułkowy”, który w ambitny i angażujący sposób pokazuje, jak wiele można wyrazić, nie mówiąc (w zasadzie) nic. Głos, wiolonczela i elektronika – czyli niezawodny zestaw przekazu amplitud emocji. Warszawska artystka wyniosła go na wyższy poziom wtajemniczenia. Pomimo bujnej wyobraźni – nie jestem w stanie wykoncypować sobie, jak będzie brzmiał kolejny materiał Karoliny Rec. Jestem pewien, że jej talent rozbłyśnie jak supernova, czego sobie i Wam życzę.

Recenzja autorska »

Various Artists – IDMEMO – A Future of Nostalgia, Above Board Projects

W tym roku mam wyjątkowe szczęście, ponieważ wszystkie opisywane przeze mnie składanki same się definiują pod względem brzmienia i zawartości. Selekcjonerzy tejże kolekcji – czyli Ivan Smagghe i Vladimir Ivkovic podkreślają, że nie mieli na celu wydania kolejnej kompilacji w stylu „Artificial Intelligence”. Ich celem było uchwycenie klimatu epoki, kiedy to obydwoje pracowali w sklepach płytowych, a seria wydawnicza Warpa sporo namieszały na globalnej, tanecznej scenie wielkich miast. Zaskoczyć może obecność indie-gitarowych tuzów typu: Slowdive czy Spiritualized. Kawał historii.

Martin Georgi – Money From the Trunk, Quiet Elegance

Podczas słuchania tej płyty wyobrażałem sobie alkowę, w której artysta wycina i ponownie składa sample. Porozrzucane dyskietki, stos płyt na podłodze, a do tego jak węże wiją się wszelakiego rodzaju kable. Bardzo lekki gatunkowo materiał nastawiony raczej na vibe i ekwilibrystykę. Dla miłośników Le Funk Mob i Dimitry From Paris.

 Alfa Mist – Bring Backs, Anti-

Zawsze chciałem w swoim zestawieniu umieścić „Thigs Fall Apart” Rootsów, albo „Fuck Yo Feelings” Roberta Glaspera. Pierwszy z albumów powstał przed Nową Muzyką, a drugi zanim podjąłem współpracę z serwisem. Ciężko nad Wisłą o działającego DeLoreana i żaden tam ze mnie Michael J. Fox, dlatego szukałem muzyki, która w bezpretensjonalny sposób łączy jazzowy eksperyment z Hip-Hopem, posiadając tym samym „to coś”, „ten groove”. Niewypowiedziany, boski element, który sprawia, że głowa sama buja się do beatu. W Londynie, skąd pochodzi artysta powiedzieliby: „head-nodding beats”.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
abstrakt
abstrakt
4 miesięcy temu

Kilka fajnych i dobrych płyt. Dzięki za Bigeneric. a i Raw tones – o tej zapomniałem w ogóle . Pozdrawiam.

Jakub K.
Jakub K.
4 miesięcy temu

Mnie osobiście podsumowanie się podoba, strona jest zawsze zródłem nowych odkryć.
Nie sposób napisać o wszystkim co wyszło, co się pojawiło. Podsumowania są zawsze subiektywne, mnie się podoba 🙂

Bartek Woynicz
4 miesięcy temu

Zapraszamy do redakcji – może jakieś niechujowe podsumowanie się wówczas pojawi 🙂

Paweł
Paweł
4 miesięcy temu

Połowę znałem z nazwy, połowę drugą odsłuchałem bez uwagi. Te podsumowania roku są…no chujowe::).
Wszystkich redaktorów. Mało się działo w tamtym roku.
Za 10 lat, odkryjemy, że w roku 2021 powstały płyty…:)

Polecamy