Wpisz i kliknij enter

Black Country, New Road – Ants From Up There

Konflikt między błogością a udręką.

Zeszłoroczna rewelacja, czyli zespół Black Country, New Road powrócił zaskakująco szybko z drugą płytą. „For the first time” była czystą przyjemnością, do której chwilę trwało, żebym przekonał się. Jak już zaskoczyło, to nie odpuściło. Tymczasem z „Ants From Up There” przeprawa była szybsza. Do tego stopnia, że praktycznie od razu zapałałem żarliwym uczuciem do tego krążka. Zrosła mi się ta płyta z pojęciem zabawy, ale stanowczo chciałbym podkreślić, że poprzez swój ładunek emocjonalny wyrasta ponad zwykłą frajdę.

Jest w tym spora zasługa Isaaca Wooda, który swoim zaangażowanym śpiewem dalece wykracza poza zdystansowanie dzisiejszych czasów. Jego rozchwianie szarże balansują nad granicą pretensjonalności, której nie przekraczają w czym pomagają kapitalnie zaaranżowane utwory. Warstwa liryczna również się broni. Co lepsze, teksty nie są zwierzeniami kierowanymi do kufla z piwem, a prezentują daleki od komfortu i samozadowolenia stan.

Choć w nastrój płyty, silnie podyktowany debiutem Arcade Fire, wprowadza utwór „Chaos Space Marine”, to jednak „Concorde” w początkowej części albumu kradnie najwięcej emocji. Niesiony saksofonem daje nierzadkie w przeszłości, ale dziś niemodne, romantyczne rozdarcie. Jest w tym wszystkim skromność. Oraz intymność, której najlepszym ambasadorem jest „Good Will Hunting”. Nad całością unosi się wyraźny konflikt między błogością a udręką.

Sądzić należy, że zamierzona teatralność gestów i muzyki (choćby „Bread Song”) będą jedynie sceniczną kreacją. Życie niespodziewanie szybko zweryfikowało ten pogląd. Otóż Isaac Wood z uwagi na swoje samopoczucie postanowił opuścić zespół, który ma jak najlepsze papiery na to, aby w krótkim czasie zdobyć masową popularność. Przepowiadać przyszłości nie mam zamiaru, ale BCNR póki co nie szukają nowego wokalisty więc może jeszcze usłyszymy ich w pełnym składzie.

Nie chciałbym jednak na tym kończyć. Bo przecież ani słowem nie wspomniałem o „The Place Where He Inserted the Blade”, czyli moim faworycie, który bezwstydnie czerpie z „Life On Mars” Davida Bowiego. W tym bezwstydzie właśnie upatruję największej zalety zespołu. Oto trafił się nam zespół, który stwierdził, że wszystko już było, a więc można zapuścić się w przeszłość i powyciągać to, co nas interesuje, dodać drzemiące w nas emocje nie do opanowania i dać światu wspaniałą płytę. Z pozoru rzecz prosta, ale nie każdemu wychodzi. Oby dla nich nie był to ostatni raz.

Ninja Tune | 2022
Bandcamp
FB
FB Ninja Tune







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
alternatywne osobeum niebinarne
alternatywne osobeum niebinarne
5 miesięcy temu

muzyka dla nadętych guwniarzy typu alternatywnego, co by hymn polski mazurek dąbrowicza zamienili na radiohead – paranoid android, gdyby tylko byla taka mozliwosc w pierwszym lepszym referendum

Polecamy