Medytacja nad ludzką pamięcią.
Urodziła się w Oslo jako Carmen Hillestad, ale ma norweskie i meksykańskie korzenie. Przez lata balansowała między dwoma skrajnie różnymi światami. Zanim stała się cenioną producentką, jej twarz zdobiła okładki czołowych magazynów modowych. Świat haute couture okazał się jednak dla niej zbyt ciasny. Prawdziwą wolność odnalazła dopiero we własnym studiu nagraniowym w rodzinnym mieście.
Choć jej pierwsze albumy – „Sleeper” z 2013 roku oraz „Infinite Avenue” z 2017 roku – opierały się na tradycyjnej strukturze piosenek z elementami gitarowego dream popu i psychodelicznego rocka, wszystko zmieniło się w 2019 roku. Krążek „Both Lines Will Be Blue” otworzył zupełnie nowy rozdział w jej twórczości: artystka zrezygnowała ze śpiewu, stawiając na elektroniczne tekstury.
Rozwinięciem tych pomysłów okazał się album „Only Love From Now On” z 2022 roku, który przyniósł odświeżenie formuły zwanej fourth world. Inspirując się klasycznymi dokonaniami Jona Hassela, norweska producentka wykorzystała brzmienia żywych instrumentów o jazzowym tonie, by zatopić je w cyfrowej mgle. Na płycie swą grą wsparli ją znakomici artyści: flecistka Johanna Scheie Orellana i trębacz Arve Henriksen.
Efekt zachwycił media na całym świecie i sprawił, że Carmen Villain została zaproszona na najważniejsze festiwale z eksperymentalną elektroniką. O prace producentki upomniały się też galerie i muzea sztuki współczesnej, zamawiając u niej dźwiękowe instalacje. Norweżka postanowiła jednak na swym nowym albumie oddać hołd sztuce jamajskiego dubu, który od początku stanowi fundament jej twórczości.
Główną osią tematyczną płyty jest dźwięk jako pamięć – traktowana nie jako coś stałego, lecz jako podlegające ciągłym zmianom, niedoskonałe wspomnienie. Inspiracją dla stworzenia tego materiału stał się film „Memoria” Apichatponga Weerasethakula z 2021 roku oraz pisma pionierki muzyki elektroakustycznej Pauline Oliveros, dotyczące tzw. „wewnętrznych dźwięków”, które słyszymy tylko w naszych umysłach.
Większość nagrań powstała z wykorzystaniem prywatnego archiwum sampli artystki, które zostały pocięte, zdekonstruowane i zmontowane na nowo. W studiu Norweżkę wsparła ponownie flecistka Johanna Scheie Orellana, trębacz Eivind Lønning oraz odpowiedzialni za aranżacje partii smyczkowych André Bratten i Ole Henrik Moe. Materiał podrasował odpowiednim masteringiem sam Helge Sten alias Deathprod.
Otwierający płytę „Labour Of Imagination” wnosi przetworzone dźwięki fletu, nurzając je w studyjnych szumach i glitchach. „Entre Nosotros” to zamglone downtempo, osadzone na połamanym rytmie, wpisującym basowe akordy we fragmentaryczne partie jazzowej trąbki i piano. Tytułowa „Memoria” przywołuje echa berlińskiego dubu spod znaku Pole’a, zestawiając chmurne przestery ze strzelistymi syntezatorami i chropowatymi korozjami.
W „Hope Synapses” muzyka znów staje się bardziej amorficzna, oscylując wokół eterycznego ambientu. „Blue” pulsuje w takt minimalowych breaków rodem z Raster Noton, kojarząc rwane warknięcia basu z brzęczącymi efektami. Kończące płytę „Holding A Shape” i „Omriss” to widmowy ambient, spleciony z poddanych dubowym preparacjom strumieni analogowego szumu, z którego raz po raz wynurzają się poszatkowane głosy i dźwięki akustycznych instrumentów.
W porównaniu z „Only Love From Now On” nowy album Carmen Villain ma bardziej eksperymentalny ton. Brak tutaj całkowicie brzmień typowych dla estetyki fourth world, wszelkie partie fletu, trąbki, fortepianu i smyczków są skrajnie przetworzone i zanurzone w studyjnych pogłosach, a całość ma mocno rozmyte brzmienie. Trochę przypomina to ubiegłoroczny album Carriera, z tym że muzyka z „Memorii” jest mocniej wpisana w ambientową formułę.
Pod palcami Norweżki dubowe brzmienia zamieniają się w medytację nad niedoskonałością ludzkiej pamięci. I trudno sobie chyba wyobrazić lepsze ujęcie tematu. Ziarniste smugi szumu i rezonujące głębokimi echami pulsacje mocarnego basu idealnie oddają to, jak nasze wspomnienia przychodzą i odchodzą, zanikając z czasem coraz bardziej i bardziej, by ostatecznie stać się tylko widmem czegoś, co się kiedyś naprawdę wydarzyło.
Smalltown Supersound 2026


Skomentuj