Suma różnorodnych inspiracji.
Naprawdę nazywa się Marco Polo Gutierrez i wychowywał się w przygranicznym mieście Mexicali w północnym Meksyku, skąd miał rzut beretem do Kalifornii. Doświadczenie dorastania na stylu różnych kultur odcisnęło na nim mocne piętno. Dlatego od kiedy zainteresował się muzyką, miał bardzo eklektyczny gust: z jednej strony fascynowały go latynoskie rytmy, a z drugiej szybko wkręcił się w hip-hop, a potem w dubstep. Pasja do tańca sprawiła, że najpierw zaczął didżejować, a potem postanowił tworzyć własne nagrania. Publikując je, przybrał pseudonim Siete Catorce, co oznacza siódmą piętnaście – bo o tej godzinie obudził się kiedyś z wyjątkowo koszmarnego snu.
Po przeprowadzce do stolicy Meksyku z miejsca nawiązał kontakt z rodzącym się dopiero wówczas kolektywem NAAFI – i był jednym z pierwszych artystów, który wydał płytę nakładem powołanej przezeń wytwórni. „EP2” z 2013 roku od razu wyznaczyła najważniejsze terytoria jego producenckich zainteresowań – połączenie plemiennej rytmiki z house’m i techno. Z czasem w jego muzyce pojawiły się również echa brytyjskiej bass music, co tylko wzbogaciło jej melodykę i rytmikę. Teraz wszystkie te wpływy kumulują się na debiutanckim albumie Siete Catorce, który publikują mu dwie kolumbijskie oficyny: In-Correcto i Discos Nutabe.
Rozpoczynająca go kompozycja „Mexicali” powstała z udziałem André Peredy i jest to chmurny ambient skoncentrowany na skłębionych syntezatorach, zanurzonych w analogowym szumie. Z czasem wyłania się zeń „Aragón” – masywne techno, osadzone na rwanym rytmie i wypełnione kumkającymi akordami, niosącymi latynoską melodię. „El Rancho” przypomina nieco wczesne dokonania Blawana za sprawą mocarnego bitu i psychodelicznej elektroniki. Stąd blisko już do „Montecarlo 1”, bo to brytyjska bass music, podrasowana plemiennymi perkusjonaliami i zawadiackimi klawiszami na meksykańską modłę.
W „Tierra Roja” powraca efektowne techno, przypominające za sprawą dudniącego rytmu, szorstkich akordów i metalicznych stukotów industrialną wersję gatunku w stylu Perc Trax. Tribalowe fascynacje meksykańskiego producenta dochodzą w pełni do głosu w „East L.A.”, zamieniając kompozycję w ośmiominutowego killera, zestawiającego plemienne conga z rozjeżdżoną elektroniką. Idąc dalej tym tropem „Tlatelolco” wpisuje rozdrganą rytmikę cumbii i trance’owe arpeggia w basowe brzmienia wywiedzione z dubstepu. Wieńczący całość „Los Pinos” ponownie uderza mocą twardego techno, ozdobionego fantazyjnymi modulacjami na syntezatorze.
Osiem nagrań z „El Valle” to znakomity przykład oryginalności latynoskiej muzyki klubowej. Siete Catorce żongluje tu klasycznymi elementami techno i bass music, splatając je z rytmiką i melodyką wywiedzioną z lokalnego folkloru. Pod jego palcami muzyka ta nie rozpada się na nie pasujące do siebie elementy, tylko nabiera własnego tonu. „El Valle” to suma różnorodnych inspiracji, zamieniająca się w zupełnie odrębną i niepowtarzalną całość. Co najważniejsze: meksykański artysta nie epatuje nadmiernie egzotyką, dzięki temu jego nagrania mają uniwersalny i ponadczasowy ton, niczym najlepsze przykłady tanecznej elektroniki.
In-Correcto/Discos Nutabe 2026


Skomentuj