Na moje zmęczenie tymi samymi nazwiskami artystów sięgających po organy jako narzędzie do eksperymentowania z dźwiękiem przychodzi z pomocą najnowszy album Annie Bloch – niemieckiej organistki, kompozytorki i autorki tekstów. Bloch pojawia się w różnych sytuacjach twórczych – występuję zarówno solo, jak i w większych składach, czego przykładem jest jej ubiegłoroczna płyta „I DEPEND”. W dużej mierze jej muzyczna filozofia opiera się na improwizacji, choć lubi też czerpać inspiracje wydobyte z konstrukcji utworów popowych czy ambientowych.
Na albumie „luvt” kolońska organistka zwraca się ku organom skrzyniowym – niewielkiemu i przenośnemu odpowiednikowi ich większego kuzyna – tradycyjnie wykorzystywanym do akompaniamentu muzyce barokowej. Bloch postanawia niemal całkowicie odejść w swoich kompozycjach od powszechnie znanego charakteru tego instrumentu – potężnego i często pompatycznego. Interesuje ją delikatna mechanika dotyku i tarć, powietrze czy przestrzeń.
Tytuł płyty „luvt” wywodzi się od niemieckich słów „luven” – „zwracać się w stronę wiatru” – oraz „luft” – „powietrze”. Pierwsze kilkadziesiąt sekund nagrania „close-hauled” sprawia wrażenie pójścia w odmęty wytartego gatunku do granic możliwości (i cierpliwości u słuchacza – przynajmniej u mnie), czyli dark ambientu. Całe szczęście tak nie jest. To mylące wrażenie rozmasowują szybko oniryczne dźwięki organów i pulsująca w tle mechanika rozmaitych mechanizmów z dodatkiem subtelnych efektów i zapętlanych melodii. Zachęcam do słuchania tej muzyki na słuchawkach, gdyż mnogość nienachalnych detali może po prostu uciec uwadze. W pewnych momentach miałem skojarzenia z muzyką Fennesza z okresu „Endless Summer” – znane tam chropowatości i dźwiękowa falowość.
Bezszwowe przejście do „Wels” przyniosło na chwilę awangardowe powietrze piszczałek, ale w organiczny sposób wyłania się z nich wibrujący dźwięk tego instrumentu i monumentalność rozumiana zupełnie inaczej. Znakomita kompozycja „Gleitflug” aż cała oddycha mnogością faktur, drobinami dźwiękowymi, w otoczeniu swoistego ciepła i świetlistości bijącej z różnych zakamarków tej muzyki, po majestatyczne akordy organów, w których można zatopić się bez granic. Można odnieść wrażenie, że jesteśmy gdzieś w szczytowym okresie wytwórni 4AD i organy żyją melancholią This Mortal Coil.
Szklisty, perłowy „Papership” o drone’owym wnętrzu jest czymś w rodzaju przesmyku do kolejnego dłuższego utworu „afloat” powolnie odsłaniającego pieczołowity proces piętrzenia warstw harmonicznych. Szemrzący delikatnie szum lo-fi w „Im Nebel” z czasem przeradza się w repetytywność bliższą minimalizmowi skropioną psychodeliczną poświatą. W kończącym całość „away (to you)” pojedyncze dźwięki klawiszy organów rozkosznie przygrywają ambientowym medytacjom i wyśpiewywanym słowom Bloch.
Na koniec pozostaje uczucie, że chciałoby się jeszcze więcej usłyszeć, ponieważ każda z kompozycji odkrywa stopniowo nieco inne warstwy muzyki Bloch. Powstała nietuzinkowa płyta rozpostarta między organowymi eksperymentami, minimalizmem a ambientem chłonącym różne dźwiękowe kształty, emocje, cienie i blaski.
OOH-sounds | październik 2026
Strona Annie Bloch: http://anniebloch.com/
FB: http://facebook.com/annieblochmusic
Strona OOH-sounds: https://ooh-sounds.com/



Skomentuj