Wpisz i kliknij enter

To Rococo Rot – 30 listopada, Wrocław

„Taken From Vinyl” to płyta w pewnym sensie jubileuszowa (wszak stuknęło jedenaście lat!), spodziewałem się więc przyjemnej podróży sentymentalnej, głównie do obszarów „Veiculo” i „Amateur View”. Sposób, w jaki przyjmowane jest To Rococo Rot w naszym kraju nazwać już chyba możemy fenomenem. Panowie nie grają szczególnie przystępnych dźwięków, co więcej, z każdym krokiem swej muzycznej kariery oddają się flirtom coraz mniej melodyjnym, skupionym na czysto rytmicznych, eksperymentalnych wariacjach. A jednak są uwielbiani – dała temu wyraz wrocławska publika, licznie meldując się ostatniego dnia listopada w Firleju, gdzie trio promowało najnowszy album – „Taken From Vinyl”
Skąd ta popularność? Może to naturalna reakcja na wyjątkowe względy, jakimi bracia Lippok i Stefan Schneider darzą nasz kraj? „Miło jest być ponownie w Polsce, spotykać wspaniałych ludzi, oglądać piękne krajobrazy” – zadeklarował na samym początku Robert Lippok, któremu uśmiechem wtórowali pozostali muzycy. Zrobiło się więc dość słodko, były oklaski, zaraz potem zgasło światło i zaczęła się muzyka. Bas – perkusja – elektronika: taki był podział ról. Czasami Schneider odkładał gitarę, aby dotknąć swojego laptopa bądź zagrać cieplejszy motyw na samplerze. Ronald Lippok konsekwentnie popisywał się solidnym perkusyjnym rzemiosłem, natomiast Robert kontrolował pozostałe dźwięki – to również on zdawał się panować nad szkieletem kolejnych kompozycji, nadając im bądź to improwizacyjnego ducha, bądź żelaznej, automatycznej konsekwencji.

„Taken From Vinyl” to płyta w pewnym sensie jubileuszowa (wszak stuknęło jedenaście lat!), spodziewałem się więc przyjemnej podróży sentymentalnej, głównie do obszarów „Veiculo” i „Amateur View”. I faktycznie – w swym wrocławskim repertuarze trio zaglądnęło nawet na swój debiutancki, wydany równo dziesięć lat temu album („To Rococo Rot”), było też kilka fragmentów z dwóch wspomnianych kolejnych krążków – szczególną radość wzbudziła znakomicie zagrana „Telema”, prawdziwy hicior tego zespołu. Panowie zagrali również kawałki z „Taken From Vinyl”. „Z tym albumem wiąże się pewna historia” – opowiadał Robert Lippok – „W przypadku jednego limitowanego kawałka musieliśmy kupić nasz winyl na internetowej aukcji, potem zremasterowaliśmy go i tak trafił na płytę. Własnych egzemplarzy singla nie mieliśmy już od dawna.”

Czasem wydaje mi się, że patentem na wyjątkowość muzyki To Rococo Rot jest właśnie to przypadkowe skądinąd połączenie żywej sekcji z elektroniką. Trio dokonuje tej fuzji intuicyjnie, bez żadnych laboratoryjnych precyzji, wciąż jednak porywająco. Żywa perkusja potrafi nieoczekiwanie miksować się z automatem, bas ociepla nieco bajkowe elektroniczne brzmienia, cała trójka przypomina zaś nieźle zgrany, futurystyczny rockowy skład. Jest w tym tyle samo laptopowej nowoczesności, co czystego ludzkiego sentymentalizmu. I o to chyba w muzyce To Rococo Rot chodzi.
Trio zaprezentowało we Wrocławiu wysoką formę, co doceniła publiczność – po oficjalnej części koncertu muzycy wychodzili na scenę jeszcze w sumie trzy razy, już wyraźnie rozluźnieni, popijający polskie piwo, z przyjemnością odgrywający kolejne kawałki. Byłoby znakomicie, gdyby koncertowa forma To Rococo Rot przełożyła się na jakiś interesujący premierowy materiał – miejmy bowiem nadzieję, że jubileuszowe „Taken From Vinyl” nie okaże się klamrą spinającą dorobek tria.







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


4 Komentarzy

  1. Czasami Schneider odkładał gitarę, aby dotknąć swojego laptopa bądź zagrać cieplejszy motyw na samplerze nie samplerze lecz syntezatorze 🙂

  2. żałuję że nie widziałem ich tym razem…pamiętam ich stary występ w teatrze Kalambur…to było przeżycie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy