Klub Centrala już od dłuższego czasu pełni w Lublinie rolę sceny, na której dzieją się rzeczy najciekawsze i najbardziej aktualne. Miejsce to może też pochwalić się częstymi odwiedzinami artystów związanych z Monotype Records. Grali tutaj już Emiter i Arszyn, a ostatnio również Brasil & The Gallowbrothers Band. W jeden z kwietniowych wieczorów do klubu zawitali kolejni przedstawiciele tej wytwórni: Patryk Zakrocki i Wolfram. Zagrali przy zaledwie 30–osobowej widowni, co nadało całej imprezie bardzo kameralnego charakteru. Punkty oparcia.Patryk Zakrocki i Wolfram w Lublinie (13.04.2007)
Centrala już od dłuższego czasu pełni w Lublinie rolę sceny, na której dzieją się rzeczy najciekawsze i najbardziej aktualne. Miejsce to może też pochwalić się częstymi odwiedzinami artystów związanych z Monotype Records. Grali tutaj już Emiter i Arszyn, a ostatnio również Brasil & The Gallowbrothers Band. W jeden z kwietniowych wieczorów do klubu zawitali kolejni przedstawiciele tej wytwórni: Patryk Zakrocki i Wolfram. Zagrali przy zaledwie 30–osobowej widowni, co nadało całej imprezie bardzo kameralnego charakteru.
Pierwszy na scenie pojawił się Patryk Zakrocki. Brzmienia wydobywane z mirbii, a następnie przepuszczane przez looper ustaliły kształt jego live actu. Linie melodii, nakładając się na siebie, tworzyły interesujący szkielet wielowarstwowej harmonii, na której co jakiś czas pobrzmiewały niskie basowe dźwięki. Najbardziej interesująca okazała się jednak symetria, jaka zachodziła pomiędzy melodią a rytmem. Seria uderzeń i odbić odpowiadała na niemal każdą frazę melodii, dodając w ten sposób całości nowych impulsów napędzających przebieg akcji. Forma tego występu zresztą bardzo wyraźnie zdradzała klasyczne wykształcenie muzyczne, jakie posiada Patryk Zakrocki.
Po około godzinie za laptopem pojawił się Wolfram. Autor „Thinking Dust” oparł swój występ na budowanych bardzo powoli, monumentalnych i szerokich przestrzeniach, które – momentami – miały posmak niemalże symfoniczny. Przez pierwszą połowę live actu artysta starannie rozlewał wspomniane ambienty, na koniec zaś doprawił je wszelkiego rodzaju gęstym i kłującym uszy noise`m.
Po tym punkcie programu obaj panowie zagrali razem. W spotkaniu artystów najciekawszy okazał się kontrast pomiędzy „czystą” elektroniką a muzyką improwizowaną. Przyjemnie było obserwować, jak granice tej wspólnej improwizacji uległy znacznemu zatarciu. Tego wrażenia dopełnili również artyści ściśle związani z Centralą: Dress i Kim Nasung.


Skomentuj