Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.



Podsumowanie 2009: Sławek Pawłowski

– Kolejność obowiązuje. Tam, gdzie numerki się powtarzają, tam remis – pisze Sławek Pawłowski i prezentuje swoją top jedenastkę 2009.
1. DJ Sprinkles – Midtown 120 Blues

Powiedzieć, że to najlepszy deep house w tym roku, to nic nie powiedzieć. Mimo że 2009 obfitował w rasowy house, pojawiło się „Structure” Black Jazz Consortium, „Immune” Bodycode, „0201” Manuela Tura i „Anotha Black Sunday” Moodymanna, to Terre Thaemlitz zostawia ich daleko w tyle.

Thaemlitz przypomina skąd deep house pochodzi i pokazuje, że wokal nie jest nieodłącznym elementem gatunku. DJ Sprinkles nie wypełnia płyty energetycznymi hitami, ale siła rażenia jest powalająca. Na „Midtown 120 Blues” nawet intro jest pełnoprawnym utworem, tak samo wciągającym i świetnym jak pozostałe.
Płytę mógłbym określić jako „bezpretensjonalne protest songi”, ale z oksymoronu wychodzi groteskowy twór. Ale czy tak nie jest z Terre Thaemlitzem, że na muzycznej scenie od zawsze jest kimś „groteskowym”?

1. Vladislav Delay – Tummaa

„Tummaa” jest dla mnie największym tegorocznym zaskoczeniem. Delay ponownie wszedł na szczyt elektronicznej muzyki eksperymentalnej. A wszystko przy dużym udziale żywych instrumentów.

Sasu Ripatti na kilka miesięcy zamknął się w ciemnej części Finlandii i zawrócił ze ślepej uliczki, w jaką trafiła jego muzyka. Z „Tummą” może się równać tylko Alva Noto i Ryuichi Sakamoto z Ensemble Modern, ale „utp_” była po raz pierwszy wydana w 2008 roku, więc nie można ich tutaj równać. Warto odnotować Trio Oswalda z „Vertical Ascent”, które jakoś spełniło eksperymentalne ambicje, jednak nie na poziomie Delaya solo.

3. Yagya – Rigning

Z kolei album Islandczyka jest najlepszym dub-techno-ambientem 2009. A?alsteinn Gu?mundsson dopracował, ba, wymuskał swoją płytę tak, że nie ma się do czego przyczepić.

„Rigning” jest albumem koncepcyjnym, utwory zazębiają się i płyną nieprzerwanie przez ponad godzinę. Całość charakteryzuje się jednym, rozpoznawalnym klimatem, a temat „Rigning” to nomen omen deszcz. Motyw niby do bólu wytarty, jednak z talentem Yagyi wypada znakomicie.

3. The RAah Project – Score

Następców Cinematic Orchestra nie znajdziecie w Portico Quartet. Na nowe Nuspirit Helsinki albo Jaga Jazzist, albo Loka też nie ma co liczyć. Jak chcecie Cinematic Orchestrę itd., to macie The RAah Project i wszystko znajdziecie na jednym krążku, bez utraty jakości. A na dokładkę dostaniecie Jazzanovę i Big Band Herberta. Nie, zapomnijcie o tym kto jest czyim następcą. The RAah Project po prostu idzie dalej.

5. Fluxion – Constant Limber

Legenda tech-dubu wróciła i trochę namieszała. Na nowomuzycznym forum słychać było zawiedzione głosy, ale też pochwały. Niektórzy chcieli, żeby Fluxion wrócił do prastarej formuły Chain Reaction, ale on wolał pofiglować. „Constant Limber” proponuje ociężałe techno, lekki house i miękki dub ze sztandarowym „Current Flow” na przedzie. Wszystko opracowane przez Soublisa i ubrane w jego unikatowy styl.

6. Animal Collective – Merriweather Post Pavillion + Fall Be Kind EP

Bo Animalsi pokazali jak grać psychodeliczny pop, rock, folk, indie i kilka innych rodzajowych klisz, pod które się ich podpina, a ponadto stworzyli największy hit 2009, czyli „My Girls”. Przed „Merriweather Post Pavillion” nie trawiłem Animal Collective w całości i bezkrytycznie. Po „Merriweather” chylę czoła, a na deser dostaję epkę „Fall to Be Kind”, którą chyba chcieli przypomnieć, że należy im się płyta roku.

7. Brock Van Wey – White Clouds Drift On and On

Bvdub nie zachwycił mnie od razu. Prawdę mówiąc, na samym początku odłożyłem go na bok. Bo używa tanich chwytów, modnych tematów, bo utwory kiczowate i wreszcie za długie. I potem sięgnąłem po album znowu.

Brock Van Wey naprawdę robi „modny” ambient, w każdym razie bardzo popowy. Nic dziwnego, że Kompakt umieścił go na swoim dziesiątym składaku. Ale w czym przeszkadzają rozlazłe, nostalgiczne klawisze, orientalne i afrykańskie elementy, dziecięce chórki, jeżeli całość drży od emocji? Wiadomo, w ubiegłym roku pojawił się Variant, Leyland Kirby, Ben Frost, ale to Bvduba słuchałem najwięcej, więc co niby mam zrobić?

8. Jesse Somfay – A Catch in the Voice

Co napisać o gościu, który do góry nogami stawia ambient i techno? Co powiedzieć o kolesiu, który na dwa lata poleciał na księżyc, żeby tam nagrywać? Trochę to nieuchwytne. Napociłem się podczas pisania recenzji i nic z tego nie wyszło. Ale niech tak zostanie.

9. Intrusion – Seduction of Silence

Spadkobierca berlińskiego dub techno bierze zeń co najlepsze, podbija mruczącym basem i otula białym szumem. Czasem niebezpiecznie zbliża się do muzyki Rhythm & Sound, ale wychodzi mu na zdrowie. Lubię projekty Stephena Hitchella, a ten podoba mi się najbardziej.

10. Antony and the Johnsons – Crying Light

Antony nie ma sobie równych. I choć najnowsza płyta nie dorównuje poprzedniej, to ciągle nikt nie dorównał Antonemu. Co chcę przez to powiedzieć? Że Antony wygrywa w kategorii, do której nikt inny się nie kwalifikuje.

11. Monolake – Silence

Robent Henke jako rezerwowy w mojej „dziesiątce”. Co prawda nie wymyślił nic nowego, ale w świetnej „Silence” można się zagubić. Czuć tu przestrzeń, piękno i pewną nieokreśloność cyfrowego świata. Zimno, obco, ale jak niesamowicie.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. witamina

    bardzo dobre podsumowanie trafiajace w moj gust 🙂 jednak Portico Quartet mogloby byc he he

  2. formalina

    brawo za pierwsze miejssce . dobry zestaw.

  3. Heliosphaner

    Podsumowanie najbliższe mojego podsumowania 🙂