Tsvey – TSVEY
Jarek Szczęsny:

Niepotrzebna popisówka.

Roger Waters – Is This the Life We Really Want?
Jarek Szczęsny:

Czy już tylko starcom zależy na naszym świecie?

Porter Ricks – Anguilla Electrica
Paweł Gzyl:

Osiemnaście lat przerwy. I co?

Goldie – The Journey Man
Ania Pietrzak:

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Philippe Hallais – An American Hero
Krystian Zakrzewski:

Trochę Twin Pekas. Trochę Eraserhead.

Roots In Heaven – Petites Madeleines
Paweł Gzyl:

Muzyka jak powieść.

Manu Delago – Metromonk
Jarek Szczęsny:

Solowa płyta współpracownika Björk.

Sterac Electronics – Things To Think About
Paweł Gzyl:

Tańczymy breakdance!

Pin Park – Krautpark
Jarek Szczęsny:

Noc żywych syntezatorów.

Hurray For The Riff Raff – The Navigator
Jarek Szczęsny:

Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku.

Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Casino Versus Japan – Night On Tape


Zapewne niewielu wielbicieli IDM pamięta płyty Casino Versus Japan z początku minionej dekady. W swoim czasie były one jednak wydarzeniem – działającemu pod tym pseudonimem Erikowi Kowalskiemu z USA udało się bowiem stworzyć oryginalne brzmienie, łączące elementy ambientu, hip-hopu i psychodelii. Kiedy albumy „Go Hawai” i „Whole Number Plays The Basics” zdobyły sobie szeroko grono fanów (zamieszczone na nich utwory trafiły nawet do komercyjnych reklam Hummera i MTV), kłopoty osobiste sprawiły, że Kowalski zniknął ze sceny.
Na pocieszenie fani dostali jeszcze wydaną w 2004 roku składankę „Hitori + Kaiso”, zawierającą wczesne nagrania amerykańskiego producenta z lat 1998 – 2001. Pochodziły one z pięciopłytowego zestawu, który Kowalski podarował Nickowi Huntingtonowi, połowie duetu Freescha!, prowadzącemu jednocześnie wytwórnię Attack 9. Ten, przesłuchawszy materiał, stwierdził, że jest on zbyt dobry, by pozostać w prywatnym obiegu. Dlatego wybrał nagrania z drugiego i trzeciego krążka zestawu i wydał je nakładem swej tłoczni właśnie jako „Hitori + Kaiso”. Po sześciu latach od tamtego czasu Kowalski postanowił wrócić do muzyki. Aby przypomnieć jego twórczość Huntington opublikował właśnie kolejną część jego archiwalnych dokonań – tym razem z pierwszej płyty (a więc najstarsze) – jako „Night On Tape”.

Przesłuchanie tego materiału wprawia w autentyczne zdumienie. W starych nagraniach Casino Versus Japan odnajdujemy przeczucie wszystkich modnych dziś gatunków wyrastających z muzyki ambient. „Hello You”, „Swimming Light Cycle” i „Lake” to nowoczesny shoegaze, balansujący między onirycznymi dźwiękami gitary a rozmarzonymi pasażami przestrzennych klawiszy. W „The Flow Off No Go”, „Lucky Luscious” i „Sun Bee” amerykański producent zwraca się w stronę drone music. Potężne, masywne, nisko zawieszone loopy wtapiają się tu w perliste fale syntezatorów i zaszumione tła, przypominając tegoroczne nagrania z głośnych płyt Emeralds czy Oneohtrix Point Never. Kiedy drony zostają rozpuszczone w gęstej materii utworu, powstaje relaksacyjny noise, bliski temu, co obecnie tworzą muzycy The Skaters („Love Life” i The Obvious Voices).

O sympatii Kowalskiego do psychodelii wiedzieliśmy już z jego wcześniejszych albumów. Tam jednak elementy tego gatunku wpisane były w ramy IDM-u. Tutaj – pozbawione rytmicznych podkładów, wybrzmiewają zupełnie inaczej. Oto w „Inky Time” artysta zwraca się w stronę niemieckiej kosmische musik z lat 70. w stylu Klausa Schulze, a w „Ficticious Travel” i „One Small Step (Version)” – hipnotycznego kraut-rocka, wiążącego strzeliste partie gitary z przesterowanymi klawiszami, niczym u Clustera czy Harmonii.

Nie brak tu również utworów łączących ambientową elektronikę z hiphopowymi rytmami. Wszak właśnie takie brzmienia były specjalnością Kowalskiego pod koniec jego kariery, torując drogę do dzisiejszych sukcesów Flying Lotusowi czy Gonjasufiemu. Przykładem tego choćby „The Open Face” i „Windy Bubble Break”, w których smoliste połamańce niosą wibrujące pasaże syntezatorów podszyte subtelnymi tonami psychodelicznej gitary.

Kiedy się słucha „Love Life” trudno się oprzeć sugestii, że Rod Modell i Steve Hitchell nie słyszeli tej kompozycji przed nagraniem „The Coldest Season”. Toż to modelowy przykład zdubowanego ambientu, w którym piękna melodia wpisana zostaje w jamajski kontekst rytmiczny poddany glitchowej obróbce.

A kończący płytę „Miano: A Pink Night For Snowmen” to tylko delikatne pianino ulokowane na przestrzennym tle – oczywiste przeczucie narodzin współczesnej neo-klasyki w wersji choćby Maxa Richtera.

Odkrywanie takich perełek z domowych archiwów to niezwykle cenna działalność. Dzięki temu historia rozwoju współczesnej elektroniki nabiera nowych wątków – jakże istotnych do jej pełnego zrozumienia i zdefiniowania.

www.attacknine.com

www.myspace.com/casinovsjapan
Attack 9 2010


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. keisuke

    Windy Bubble Break brzmi niczym pamiętna melancholia zwana Warm Windows z Go Hawaii…

  2. Yezior

    Dobre…wakacyjne dźwiękowe wariacje. Słodko, pulchnie, kolorowo.