Akito – Gone Again
Paweł Gzyl:

Tak się bawią w Londynie.

Waajeed – From The Dirt
Paweł Gzyl:

Cała tradycja „czarnej” muzyki w formie klubowych killerów.

Ian William Craig – Thresholder
Jarek Szczęsny:

Grobowa ekspansywność.

System – Plus
Paweł Gzyl:

Duńscy weterani ambientu plus Nils Frahm.

Igor Boxx – Kabaret
Jarek Szczęsny:

Słuchanie do namysłu.

Objekt – Cocoon Crush
Paweł Gzyl:

Egzotyczny kolaż mikrodźwięków.

Julia Holter – Aviary
Jarek Szczęsny:

Uzasadniona epickość.

Shlømo – Mercurial Skin
Paweł Gzyl:

Elektroniczna retromania.

SHXCXCHCXSH – OUFOUFOF
Paweł Gzyl:

Rytmiczne wariacje.

Jessica Moss – Entanglement
Jarek Szczęsny:

Swoją drogą.

Book Of Air – Se (in) de bos
Łukasz Komła:

Ambient na osiemnastu muzyków!

Kittin – Cosmos
Paweł Gzyl:

Kittin ciągle ta sama, choć już bez „Miss”.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Jarek Szczęsny:

Strefa słyszenia.

Jan Wagner – Nummern
Łukasz Komła:

To nie numerologia, to czyste emocje!



Ursprung – Ursprung

Moda na rewitalizację kraut-rocka trwa w najlepsze. Dzięki temu renesans swej popularności przeżywają nie tylko oryginalni twórcy gatunku z Can czy Neu!, ale również artyści, którzy próbowali kontynuować zainicjowane przez nich wątki w zaledwie dekadę czy dwie dekady temu.

Jednym z nich jest niemiecki gitarzysta Stephan Abry. W latach 90. współtworzył on działający w Hamburgu kwartet Workshop. Sześć nagranych przezeń albumów zawiera wyjątkowo niekonwencjonalną muzykę – łączącą kraut-rockową pasję do improwizacji z klubową rytmiką o house`owym rodowodzie i jazzowymi brzmieniami akustycznych instrumentów. Ponieważ grupa w jakimś sensie wyprzedzała swój czas – pod koniec minionego dziesięciolecia poszła w rozsypkę.

Abry, który już wcześniej współpracował jako muzyk studyjny z wieloma producentami nowoczesnej elektroniki, nawiązał wtedy bliższy kontakt z Hendrikiem Weberem. W efekcie generowane przez niego niezwykłe dźwięki trafiły na dwie winylowe dwunastocalówki – „Behind The Stars” i „The Splendour” – oraz ostatni album Pantha Du Prince – „Black Noise”. Mało tego – artystom tak dobrze się pracowało razem, że postanowili zamienić okazjonalne działania na stały projekt. W ten sposób powstał materiał na płytę, którą Weber i Abry firmują szyldem Ursprung.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/450597-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=450597-01″ allowscriptaccess=”always”]

Znajdujące się na niej nagrania składają się z dwóch segmentów – dźwięków gitary i elektroniki. Te pierwsze mają bardzo zróżnicowany charakter. Abry rozkłada przed słuchaczem całą paletę swych umiejętności w kreowaniu oryginalnych brzmień i klimatów. Jest tu miejsce na przesterowany shoegaze („Mummenschanz”), rozwibrowane improwizacje o psychodelicznym sznycie („Ohne Worte”), post-rockowe melodie utrzymane w chmurnej tonacji („Seiland”), elektroakustyczne preparacje wywiedzione z klasyki współczesnej awangardy („Chruegg”), transowe zgrzyty w stylu The Velvet Underground („Nightbirds”), ambientowe plamy podsłuchane u Steve`a Hillage`a („In Aufruhr”), no i oczywiście hipnotyczne arpeggia zapamiętane z klasyki pastoralnego kraut-rocka („Kalte Eiche”).

Te wyrafinowane popisy o erudycyjnym charakterze, Weber uzupełnia nadzwyczaj dyskretną elektroniką, koncentrując się najczęściej na stworzeniu zredukowanego podkładu rytmicznego. W przeważającej mierze dominują więc tutaj minimalistyczne breaki przywodzące na myśl dawne produkcje artystów z Raster Noton („Ohne Worte” czy „Exodus Now”). Czasem niemiecki twórca popuszcza jednak wodze fantazji – i wtedy spod kolejnych warstw gitarowych dźwięków dochodzi do nas stonowany dubstep („Seiland”) lub ejtisowe electro („Kalte Eiche”). Są tu jednak kompozycje, którym Weber nadaje znacznie bogatsze aranżacje – a przykładem tego wypełniony bajkowymi syntezatorami rodem z klasyki IDM-u „Exodus Now” czy osadzony na niemal industrialnym tle „Lizzy”.

W przeszłości wielu artystów próbowało żenić dźwięki gitary z elektroniką. Nie zawsze udawało się jednak stopić te dwa odrębne żywioły dźwiękowe w jedną całość. Weber i Abry wychodzą z tej próby obronną ręką. Ich muzyka nie rozpada się na dwa odrębne wątki, ponieważ generowane przez nich dźwięki mają tę samą strukturę – szorstką, ziarnistą, zdeformowaną, przetworzoną. W ten sposób powstaje amorficzna całość, bliższa chyba jednak wcześniejszym dokonaniom Abry`ego niż Webera.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. killia

    próbki fajne.