Konieczność – Free Jazz
Jarek Szczęsny:

Zasłużony relaks.

Wolfman – Mark My World Remix EP
Łukasz Komła:

Wariacje na temat jednego utworu zawiniętego w formę remiksów? Najnowsza EP-ka duetu Wolfman spełnia te wymogi.

Aïsha Devi – DNA Feelings
Kasia Jaroch:

Poprzez medytację i terapię dźwiękową, szwajcarska producentka wkracza do świata muzyki. Najlepszego z możliwych światów.

Dwugłos: Jan Jelinek – Zwischen
Redakcja:

Ciekawy eksperyment czy czcza gadanina? Jarek Szczęsny i Maciej Kaczmarski o nowej płycie Jana Jelinka.

Jan Jelinek - Zwischen
Skee Mask – Compro
Paweł Gzyl:

Panorama brytyjskich brzmień sprzed dwóch dekad.

Nur Jaber – If Only – A State Of Peace
Paweł Gzyl:

Mistyka z Bliskiego Wschodu.

Tourist Kid – Crude Tracer
Ania Pietrzak:

Uroki chwilowej niedoskonałości.

Ben McElroy – The Word Cricket Made Her Happy
Jarek Szczęsny:

Folk z dronami.

Wajatta – Casual High Technology
Paweł Gzyl:

House’owy stand-up

Various Artists – Pleasure Instruments
Paweł Gzyl:

Sado-maso techno.

Paide & Fischerle presents Doubts 2
Jarek Szczęsny:

Zabawy z footworkiem.

TWINS – That Which Is Not Said
Mateusz Piżyński:

Synth-popowe new romantic.

Chaos Echœs with Mats Gustafsson – Sustain
Jarek Szczęsny:

Niedługie szaleństwo.

Oliver Way – From The Shadows
Paweł Gzyl:

Londyński koktajl.



Duy Gebord – Mangrove

Noise nie jedną ma barwę. Duy Gebord, jednoosobowy projekt Radosława Sirko, na najnowszej, wydanej nakładem Wounded Knife, kasecie, eksploruje kilka jego odcieni.

Śliczna niebieska kaseta rozpoczyna się obiecująco: niezobowiązującą jazzową perkusją z dronem, który wstępuje w miejsce reszty żywych instrumentów. Dziwne cyfrowe manipulacje, z których najłatwiejszym dla ucha jest dźwięk przewijanej taśmy, zmanipulowane krzyki (?), wsparte na szkielecie delikatnej, rytmicznej perkusji po pięciu minutach wracają do delikatnie tylko zmienionego tematu otwierającego, próbując przekonać podświadomość, że słuchamy lekkiego jazzowego jamu, a nie hałaśliwych manipulacji, perkusją tylko maskowanych.

Roztrzęsioną, rozedrganą narrację „Seajazz rhizome; Kauri in sepiolite”, pierwszej części kasety, oparł bowiem Sirko na wyraźnych żywych instrumentach. W centrum brzmienia Duy Gebord pozostaje niezmiennie hałas: to nasilający się, mroczny, to rozchodzący, bardziej ambientowy; przytłaczający, za chwile znów prawie melodyjny, a jednak nigdy nie jest za daleko do wybijanego miarowo tempa. Piękne wyjątki (krótka improwizacja na kontrabas i magnetofon?) tylko regułę potwierdzają. Podobnie, kiedy perkusja już wybrzmi, zamknięcie pierwszej strony muzyk podpiera melodią żywej gitary. Delikatną partię połyka morze przesterów i szumów, kontrastując z dwudziestoma minutami napędzanego perkusją hałasu, w specyficzny sposób koi nerwy i wprowadza w zabarwiony delikatnie wschodem mantryczny klimat, odważniej eksplorowany na stronie B Mangrove.

„Ex silva ad mare – Boreal choral; Nausea nautilus”, część druga kasety to w zasadzie dwie kompozycje, luźniejsze w formie, spokojniejsze w wykonaniu. Ledwie słyszalny wokal dodaje zrazu lekkości, niewiele dalej powoli, konsekwentnie niszczonej. Przyjemna i ciepła z początku kompozycja ochładza się stopniowo, jak nabiera ciała i intensywności, po kwadransie lądujemy już w okolicach koła podbiegunowego. Wytęsknionej Arktyki, wymarzonej, wyśnionej a przez to od początku nieprawdziwej.

Noise w wykonaniu Duy Gebord to z jednej strony przemyślane i wciągające kompozycje, które wszelkiej maści hałasy obierają zwyczajnie za preferowane instrumentarium. Pierwsza część kasety: ustrukturyzowana i poukładana w oddzielne kompozycje, w przemyślany sposób prowadzi do oszczędnego finału. Strona druga to już inna bajka, bardziej introwertyczna, rozlana, płynna. Osobno przemawia do mnie w mniejszym stopniu, ale w opozycji do strony pierwszej działa świetnie i czyni Mangrove jednym z najciekawszych wydawnictw, jakie dane mi było słyszeć w tym roku.

Luty 2014 | Wounded Knife

Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.