Jean-Michel Blais & CFCF – Cascades
Bartosz Latko:

Jeśli szukasz albumu który ukoi nerwy i pozytywnie nastroi – to właśnie go znalazłeś.

Si Begg – Blueprints
Paweł Gzyl:

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Broken English Club – The English Beach
Paweł Gzyl:

Piękno industrialnego rozpadu.

Wandl – It’s All Good Tho
Ania Pietrzak:

Przesłodzone ballady o lekkim zabarwieniu elektronicznym (tylko dla fanów tego typu zjawisk).

Boston 168 – 90s Space EP
Krystian Zakrzewski:

Prom kosmiczny zwany muzyką.

Wojciech Golczewski – The Signal
Jarek Szczęsny:

Trasa Poznań – Galaktyka.

Lubish – Clouds
Paweł Gzyl:

Idzie nowe – ze Wschodu.

Vatican Shadow – Rubbish of The Floodwaters
Ania Pietrzak:

Vatican Shadow polemizuje z Cyceronem. W bardzo surowy sposób.

Pemë – Wooded Ghost
Krystian Zakrzewski:

Dub techno prosto z lasu.

Sascha Funke – Lotos Land
Paweł Gzyl:

Odurzeni zapachem. Odurzeni muzyką.

Jeffrey Roden – Threads of a Prayer Volume 2
Łukasz Komła:

Już jest druga część wydawnictwa amerykańskiego kompozytora.

Chryste Panie – Chryste Panie
Łukasz Komła:

Nowy kwartet, pierwsza płyta, spore zaskoczenie, trzeba to mieć!

Nick Höppner – Work
Paweł Gzyl:

Coś dla dorosłych raverów po czterdziestce.

Lady Starlight – Untitled EP
Paweł Gzyl:

Kumpela Lady Gagi gra techno.

Glitterbug – Dust

Kolejna wyjątkowa płyta Glitterbuga – psychogeograficzna podróż po tajemnicach wielkiej metropolii. 

Mimo, iż Till Rohmann unika medialnego zgiełku, potrafił zbudować wokół siebie wierną grupę odbiorców, którzy czekają na każde jego nowe wydawnictwo. Niemieckiemu producentowi udało się bowiem połączyć w wyjątkowo ciekawy sposób epickie brzmienia z klubową energią i głęboką emocjonalnością. Takie były trzy jego dotychczasowe albumy – z których ostatni, „Cancerboy”, zaskoczył wszystkich wyjątkowo osobistą tematyką.

Po dwóch latach fonograficznej przerwy Glitterbug powraca z nową płytą. Tym razem źródłem inspiracji była muzyka innego artysty. Rohmann zachwycił się nagraniami Gold Pandy z krążka „Half Of Where You Live”, wydanego przez jego własną wytwórnię Notown. Zaintrygowany muzyczną opowieścią o blaskach i cieniach życia w metropolii, niemiecki producent postanowił sam podjąć się realizacji podobnego concept-albumu. W ten sposób powstał materiał na „Dust” – nagrany na analogowych syntezatorach w berlińskim studiu artysty.

I znowu mamy do czynienia z wyjątkową pozycją w dyskografii producenta. Dziesięć kompozycji składających się na krążek tworzą spójną opowieść dźwiękową, w której miasto jawi się jako miejsce niemalże magiczne – mające swoje życie, pilnie strzeżone tajemnice, jasne i mroczne strony. Wszystko to znajduje oczywiście odbicie w muzyce. Tym razem Rohmann rezygnuje w większości przypadków z klubowej motoryki. Lwia część albumu rozegrana jest na epickie partie analogowych syntezatorów, wywiedzione z klasycznej kosmische musik.


Otwierający zestaw tytułowy „Dust” rozwija się powoli, z każdą minutą swego trwania wzbogacając się o nowe wątki. Wbrew swemu tytułowi w „Silent Glory” nie ma zbyt wiele miejsce na uspokojenie – bo rozwibrowane arpeggia zostają skontrastowane brutalną falą szumiącego noise’u. Pierwszą część opowieści puentuje „47th Floor” – urywając się gwałtownie w kulminacyjnym momencie narastającego podkładu rytmicznego, opartego na agresywnych breakach.

Mechaniczny rytm wybijany w miarowym tempie wiedzie nas przez „Apparition” – wprowadzając ze sobą łagodnie wijące się smugi ambientowych klawiszy. Zupełnie inny podkład znajdujemy w „Far Far Light”. To zapętlone perkusjonalia o jazzowym rodowodzie, wsparte głębokim pochodem basu – które Rohmann zanurza w odmętach kosmicznych organów. Wibrafonowe dźwięki zestawione z tektonicznymi uderzeniami bitu w „When The City Was Bare” wiodą nas wprost do „The Stars Behind The Ligh” – pierwszej kompozycji, w której nieśmiało pojawia się miarowy puls techno.

Finał psychogeograficznej podróży po tajemniczej metropolii rozpoczyna się od „Intermissions”. Tym razem niemiecki producent uruchamia wszystkie swe analogowe maszyny, aby z ich głosów spleść epicką symfonię o ambientowym charakterze. To jednak tylko przygrywka do „1st Of July”. Bo dopiero wtedy rozbrzmiewa w pełnej glorii typowe dla Glitterbuga epickie techno – mieniąc się wielobarwnymi pasażami kosmicznych syntezatorów. Na koniec Rohmann wciąga nas jednak w najmroczniejsze zaułki swego miasta – zanurzając się w „Look Around” w złowrogich warkotach skłębionych dronów.

Muzyka z „Dust” wymyka się jednoznacznej klasyfikacji. To mocno abstrakcyjna elektronika, daleka jednak zarówno od IDM-u, jak i industrialnych eksperymentów. Najbliżej dziesięciu nagraniom z albumu do kosmische musik – ale w nowoczesnej wersji, podszytej doświadczeniami techno i ambientu. To coś wyjątkowego na współczesnej scenie elektronicznej. Większość młodych producentów ogranicza się bowiem do odwzorowywania klasycznych brzmień sprzed czterech dekad. Tymczasem Till Rohmann idzie dalej – czerpiąc inspirację ze schedy swych niemieckich poprzedników, tworzy zupełnie nową wartość, zaskakującą nieokiełznanym brzmieniem i fascynującymi aranżacjami.

Notown/c.side 2014

www.csides.net

www.glitterbug.de

www.facebook.com/pages/Glitterbug


Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.