MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.



Cristian Vogel – The Assistenz

Trzeci tom dubowej trylogii.

Było ich nieco więcej, ale najważniejsi to ci czterej: Cristian Vogel, Neil Lundstrumm, Tobias Schmidt i Dave Tarrida. W drugiej połowie lat 90. ich ekspresyjne nagrania określano terminem „new school techno”. I rzeczywiście coś było na rzeczy, gdyż producenci ci w prekursorski sposób łączyli taneczną rytmikę z punkowym podejściem do eksperymentalnej elektroniki. Z czasem ich drogi się rozeszły: Schmidt i Tarrida spadli do drugiej ligi, choć nadal grają mocną muzykę klubową, Lundstrumm zachłysnął się bass music, a Vogel zwrócił się w stronę dubu.

Wydana kilka miesięcy temu przez zasłużoną dla rozwoju awangardy wytwórnię Sub Rosa kompilacja „Classic Remastered 1993 – 1998” pokazuje dobitnie, jak muzyka angielskiego producenta z tamtych lat wyprzedzała swą epokę. Dzisiaj nie w głowie mu jednak dzikie hałasowanie w rytmach techno – a dowodem tego dwa ostatnie albumy artysty, wydane dla berlińskiej wytwórni Shitkatapult. Jasne – nadal słychać na nich eksperymentalne zacięcie, ale wpisane jest już ono w bardziej ilustracyjne formy. Tak zresztą dzieje się też na ostatniej części tej trylogii.

„The Assistenz” zaczyna się nadzwyczaj spokojnie: „Hold” i „Snowcrunch” to refleksyjny dub oparty na chrzęszczących breakach i wijących się wolno korozjach. Więcej energii wnosi ze sobą dopiero „Vesssels” – rozedrgana i gęsta kompozycja, rozpięta między zwalistym rytmem a soundtrackowym smyczkami. Tropy te wiodą wprost do „Telemorphosis” – industrialnego dubu wypełnionego preparowanymi głosami i szumami. Po tej kulminacji napięcia, „Barefoot Agnete” znów wnosi ukojenie, przypominając oszczędną wersję dubu spod znaku The Buga. „Cubic Haze” zaskakuje zwrotem w stronę oldskulowego electro w stylu AFX-a, a „Signal Symbol” wycisza wszystko ambientowym stonowaniem. To jednak nie koniec: bo niespodziewanie na finał znów uderza w „The Merman’s Dream” marszowy dub, naszpikowany dźwiękami otoczenia na awangardową modłę.

Spośród trzech albumów Cristiana Vogela wydanych dla wytwórni Shitkatapult, ten ostatni wydaje się być najbardziej odjechany. Pomijając dosyć konwencjonalny wstęp, reszta nagrań pozostaje w kręgu jamajskich rytmów, śmiało anektując jednak echa industrialu, noise’u czy muzyki współczesnej. To nie znaczy jednak, że „The Assitanz” to jakiś wyjątkowo trudny album: karaibskie brzmienia nadają bowiem całości dosyć niekonfliktowy ton. Słucha się tego świetnie – co potwierdza, że brytyjski producent mimo upływu aż ćwierć wieku od jego debiutu, nadal należy do grona najbardziej oryginalnych rzeźbiarzy w dźwięku.

Shitkatapult 2016

www.shitkatapult.com

www.facebook.com/pages/Shitkatapult/14285029649

www.facebook.com/pages/Cristian-Vogel/72722116736

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.