Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.



Filipe Felizardo & Margarida Garcia – Limbo

Portugalskie improwizacje

Każdy kończący się rok sprzyja wszelkim muzycznym podsumowaniom i bardzo często pozwala także dotrzeć do albumów, z różnych przyczyn pominiętych lub odłożonych na potem. Kiedy dwa lata temu, pochodząca z Lisbony  Margarida Garcia, dała upust swojej wyobraźni we wspólnych gitarowych eksperymentach z Thurstonem Moorem, obiecałem sobie śledzić jej dalsze artystyczne kroki z uwagą. Ubiegły rok przyniósł bardzo interesującą kolaborację z Manuelem Mota, a kończący się zaskoczył jeszcze bardziej, choć niewiele brakowało a o „Limbo” zupełnie bym zapomniał.

Wydawnictwo, którego zawartość chciałbym przybliżyć, miało swoją premierę na początku bieżącego roku w szwajcarskim Dead Vox. Czarna matowa kaseta i tak samo ciemna okładka z białym szkicem autorstwa Margaridy, zdradzają posępną zawartość niespełna czterdziestominutowej taśmy. Przy bliższym poznaniu obu stron kasety, noc wydaje się nie tylko ciemniejsza niż zwykle ale i wyjątkowo pochmurna. „Limbo_A” rozpoczyna się od partii bardzo nisko osadzonych, basowych dronów, które po kilku chwilach zaczyna przeszywać wyżej strojona gitara Felizardo. Instrumenty przetwarzane są na różnorodne sposoby, brzmienia gitar łamią się, ogłuszają nagłym zgiełkiem lub basową otchłanią. Szarpnięcia strun wyraźnie pozwalają dominować gitarom pomiędzy sobą, po to tylko, aby po krótkiej chwili nastąpiła kolejna zmiana ról. Nieustająca walka o wyższość gitary elektrycznej nad basem przenika także na stronę B. Zasadniczy trzon zarówno pierwszej jak i drugiej kompozycji, tylko z pozoru wydaje się statycznie basowym i ociężałym wnętrzem potężnego dźwiękowego masywu. Kolejnych przeobrażeń o subtelnym ale konsekwentnym charakterze, jest tu całe mnóstwo. Gitarowy zgiełk roztacza potężne, transowe kręgi i absorbuje uwagę słuchacza w stu procentach.


Z pozoru trudno uwierzyć, że funkcjonujące z dala od melodii i rytmu, improwizowane, mroczne kompozycje zawarte na „Limbo”, powstały w słonecznej Lizbonie. Dla wtajemniczonych, to tylko potwierdzenie faktu, że na Półwysep Iberyjski warto mieć oko, muzyka improwizowana ma się tam bowiem wyjątkowo dobrze. Potwierdzeniem tych słów, niech będzie artystyczny dorobek – wciąż aktywnego i nieustannie poszukującego akordeonisty – Alfredo Costa Monteiro, który w przeszłości nagrywał także ze współautorką opisywanego albumu. Można powiedzieć, że jedna z wielu artystycznych współpracy na drodze Margaridy Garcii dopełniła się. Przypuszczam, że studyjne spotkanie z Felipe Felizardo ma charakter jednorazowy, bez większych szans na kontynuację, czy wcielenie koncertowe. Uczciwie przyznać trzeba, że starcie dwóch, doświadczonych osobowości przyniosło w tym wypadku wyjątkowo przyswajalny rezultat.

01.02.2016 | Dead Vox

www.deadvox.bandcamp.com/album/limbo
www.deadvox.com

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.