Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.

Solange – When I Get Home
Jarek Szczęsny:

Brakująca kropka.

Zaumne – Błysk
Jarek Szczęsny:

Zapętl to w nieskończoność.



Zea – Moarn gean ik dea

Członek holenderskiej grupy The Ex, Arnold de Boer, co jakiś czas nagrywa pod szyldem Zea. Tym razem przygotował piosenki w języku fryzyjskim.

Poprzedni album de Boera – „The Swimming City” ukazał się trzy lata temu. Należy podkreślić, że Holender jest także szefem wytwórni Makkum, która wypromowała w Europie postać King Ayisoba i kilku innych artystów z Ghany.

De Boer urodził się w północnej części Holandii, stąd te nawiązanie na jego najnowszej płycie „Moarn gean ik dea” („Jutro umrę”) do języka fryzyjskiego. Przy okazji muzyk rzuca ciekawe hasło pisząc, iż chciałby rozsławić język fryzyjski w takim samym stopniu, jak to uczyniła Whitney Houson z językiem angielskim.

W porównaniu z wcześniejszymi wydawnictwami, „Moarn gean ik dea” jest spokojniejszym, bardziej intymnym/minimalistycznym i mroczniejszym materiałem. Holendrowi towarzyszy niekiedy tylko gitara akustyczna, sampler czy fortepian. Choć uśpiony pazur potrafi wyskoczyć (np. w „Gles Wadzje”). Są też liryczne pieśni („Ik Kin Der Net By”), śpiewane a cappella („Fan Elke Seis Ien Fyn”) i podszyte z jednej strony afrykańską nostalgią oraz przestrzenią pustkowi, a z drugiej – prostym rockowym riffem gitary akustycznej („Luk De Triedden Fan De Wand”).

Instrumentalny utwór na gitarę „As Ik Neat Sis Is It Goed” bardzo dobrze by zabrzmiał na barokowej lutni Jozefa van Wissema. Z kolei wyjątkowe zestawienie mamy w „Efter It Gerdyn”, gdzie z pozoru pogodna barwa głosu de Boera (choć pewnie teksty nie są aż tak wesołkowate) łączy się z niepokojącą frazą gitary akustycznej/elektrycznej i elektroniką. Podobne wahania nastroju przynosi fragment „Moan Gean Ik Dea”. Przepiękne fortepianowe „Wurch” hipnotyzuje. Słychać tu melancholię Thoma Yorke’a.

Arnold De Boer (Zea) ma specyficzne poczucie humoru, zresztą wiemy, że nie jest nadętym gwiazdorem. Potrafi stąpać po dwóch odmiennych krawędziach, pobudzać wyobraźnię wciskając jednocześnie różne „guziki” na pulpicie z podpisem: emocje. Bardzo ładna płyta!

24.04.2017 | Makkum Records / Subroutine Records

 

Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »Słuchaj na Soundcloud »Strona Makkum Records »Strona Subroutine Records »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze