Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Marc Namblard – F.Guyana

Jesteście ciekawi jakie odgłosy wydaje świat przyrody Gujany Francuskiej?

Odkodowywanie dźwięków natury (przynajmniej w moim rozumieniu) to każdorazowo fascynujący proces, najczęściej będący czymś więcej niż tylko wsłuchiwaniem się w nocne dialogi hord świerszczy, cykad, małp czy ptaków.

Niech soundtrackiem do takowych eksploracji będzie niedawno wydana płyta francuskiego artysty dźwiękowego Marca Namblarda, pt. „F.Guyana”. Jego materiał powstał w przeciągu ostatnich trzech lat, dokładnie podczas pory suchej jak i mokrej na terenie lasów tropikalnych Gujany Francuskiej. Dla zainteresowanych dodam, iż Namblarda można spotkać w Lotaryngii (północo-wschodnia część Francji) w roli przewodnika.

Francuz podzielił swój album na jedenaście fragmentów –  wynotowałem sobie co najmniej kilka, kiedy to w trakcie przedzierania się przez fonosferę lasów tropikalnych, doznałem nadzwyczaj przyjemnego zagubienia, dezorientacji czy uczucia „dotykania” nieznanych mi wcześniej dźwięków. Z całą pewnością do tych wyjątkowych zaliczam w „Crique Popote, Rhinella marina” nagrane na wschód od wsi Saül, gdzie pierwsze skrzypce odgrywa ropucha aga (nazywana też kururu lub ropuchą olbrzymią). Jej odgłosy wydawane nocą robią duże wrażenie. W tym samym miejscu, choć już o świcie, w „Crique Popote, Cacicus cela” stykamy się z pięknymi trelami kacyka żółtosternego. W następnych fragmentach (np. „Kaw Mountain, Manucus manucus”) słyszymy niepozornego aczkolwiek charakterystycznego ptaszka nazywanego manakinem brodatym.

fot. Marc Namblard

Na południe od jeziora Petit Saut zadziwiają okrzyki czerwono-zielonych ar. Nie można pominąć także fascynującego dronu natury („Forest drones”), stworzonego przez zacne grono – małpy: czepiak czarny i wyjce, pszczoły, cykady oraz świerszcze. Chóry kilku gatunków płazów w „Kaw Mountain, Post-explosive breeding” mogą kojarzyć się z elektroniczną sinusoidą o psychodelicznym zabarwieniu, ale pulsującą w samym środku leśnej kakofonii. Zainteresował mnie również świergot strzyżona melodyjnego w „Crique Douille, Arada”.

Regularnie opisując na Nowej Muzyce wydawnictwa z oficyny Gruenrekorder zawsze zastanawiam się nad istotą field recordingu. Wydaje się, że wciąż dla wielu osób field recording jest bezsensowną sztuką uprawianą przez zbzikowanych ekscentryków albo introwertyków. Nie twierdzę, że mentalnie pozostajemy jeszcze w latach 30. XX w., choć z drugiej strony warto zadać sobie pytanie: czy chęć poznawania nagrań terenowych przez przeciętnego odbiorcę wyostrzyła się aż tak mocno od czasów największej aktywności artystycznej Ludwiga Kocha (przypadającej na lata 50. i 60. XX w.) ? Spróbujcie sami sobie odpowiedzieć na to być może głupie pytanie, ale myślę, że warte przemyślenia.

czerwiec 2017 | Gruenrekorder

 

Oficjalna strona artysty »Strona Gruenrekorder »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze