Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.



Golden Retriever – Rotations

Rozpostarcie skrzydeł.

Działający od 2008 roku duet w skład, którego wchodzą Jonathan Sielaff oraz Matt Carlson wreszcie pokazał na co ich stać. Na trzecim krążku wydanym dla Thrill Jockey rozwinęli skrzydła oraz poszerzyli swoje dotychczasowe spektrum muzyczne. Niezmienne pozostają dwa filary, na których duet buduje konsekwentnie swój styl –  syntezator modularny oraz klarnet basowy. Ich muzyczne ambicje wykraczały poza sferę improwizacji czy łączenia muzyki syntetycznej z naturalną. Zawsze mieli aspiracje do tworzenia utworów rozpisanych na orkiestrę. Udało się to osiągnąć na najnowszym albumie „Rotations”. Przy okazji nagrywania tej płyty stworzyli własną orkiestrę kameralną.

Nawiązali współpracę między innymi z Mousai Remix String Quartet. Sięgnęli też po instrumentarium nieczęsto słyszalne –  organy, obój czy flet altowy. Podstawą tego materiału były występy, które miały miejsce w zabytkowym kościele w Portland. To pozwoliło przygotować nowy materiał. Proces twórczy zaczynali od prostych improwizacji na klarnet i fortepian. Nakładali na nie warstwy dźwiękowe innych instrumentów w celu przykrycia różnic między improwizacją a kompozycją. Pozostał jednak znak rozpoznawczy z poprzednich płyt – prymat melodii. Natomiast wzbogacili swoją muzykę o przestrzenność, dzięki czemu lepiej da się wychwycić akustyczne niuanse. Znakomitość tej muzyki polega, między innymi na tym, że brzmi ona prosto, ale składa się z wielu poukrywanych i nałożonych na siebie warstw, które można usłyszeć dopiero po wielokrotnym odtworzeniu.

Dobrym przykładem jest otwierający „Pelagic Tremor”. Wznoszenie i opadanie. Muzyka brzmi jakby była nadawana wprost z morza. Ton nadaje przelatujące i dudniące pianino. Druga znacząca warstwa to syntezatorowe plamy, które mają naturę przypływu. Imponujący jest „Tessellation” wciśnięty w sam środek. Tonalne zabawy na tle rozciągniętych partii innych brzmień. Soniczne fale poruszają się po sinusoidalnej ścieżce. Poszczególne instrumenty są tak przetworzone i pozacierane, że trudno je rozpoznać. Są chwile, kiedy ta kompozycja może wydać się drażniąca, jednak dla mnie jest to najbardziej fascynujący moment na „Rotations”. Sąsiadujący „Thirty-Six Stratagems” też nie grzeszy lekkością formy. Elektro – akustyczna improwizacja zrodzona z chaosu. Da się jednoznacznie wyodrębnić perkusję. Arytmiczność potęguje syntezator oraz gęsto powtykane iskrzące odgłosy. W końcowej fazie dochodzi do istnej kanonady. Widać tu precyzję zamysłu oraz wykonania.

Nie byłoby tego oszałamiającego efektu, gdyby nie zasada przeciwności. Owymi przeciwieństwami są „A Kind of Leaving” i „Thread of Light”. Pierwszy to powolny, swobodny utwór zbudowany na łagodnym fortepianie. Nienachalna dominacja melodii nie przeszkadza we wprowadzaniu elementów elektronicznych. Na scenę wchodzi też klarnet. Drugi to najbardziej minimalistyczny moment płyty. Fortepian jednocześnie rezonuje i nadaje cyrkulacyjną formę innym instrumentom. Każdy nowo pojawiający się dźwięk krąży w takt melodii granej na klawiszach. Harmonia jest siłą. „Thread of Light” to najbardziej emocjonujący moment płyty. Koniec przynosi słońce, a jak jest słońce to i pojawia się kiełkujący optymizm. Wyrazem czego jest niespieszna, łatwa i przyjemna muzyka. To też podkreśla nieprzypadkowe ułożenie utworów na płycie, które przypomina, że album – jako zamknięta całość – nadal się broni i jest potrzebny. Niedobrze jest słuchać „Rotations” na wyrywki.

Thrill Jockey | 2017

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze