Shygirl – Cruel Practice EP
Jarek Szczęsny:

Supernowa.

kIRk – Ich dzikie serca
Łukasz Komła:

„Ich dzikie serca” nadają naszym sercom rytm.

Underworld & Iggy Pop ‎– Teatime Dub Encounters
Jarek Szczęsny:

To były czasy, kiedy podrywało się stewardesy.

Jaye Jayle – No Trail and Other Unholy Paths
Jarek Szczęsny:

Americana poddana eksperymentom.

Trzy z Trzech Szóstek
Jarek Szczęsny:

Duy Gebord, Surowa Kara Za Grzechy i Krew.

Palmer Eldritch – Sidereal
Jarek Szczęsny:

Dobre kombinacje.

Kamasi Washington – Heaven And Earth
Jarek Szczęsny:

Kumulacja kulminacji.

Jimi Tenor – Order of Nothingness
Łukasz Komła:

Soundtrack tego lata!

Tropic of Coldness – Framed Waves
Jarek Szczęsny:

Nawet latem jest tu zimno.

Skadedyr – Musikk!
Łukasz Komła:

Norweskie „Szkodniki” potrafią zmysłowo kąsać awangardę! 

SOPHIE – Oil of Every Pearl’s Un-Insides
Stanisław Bryś:

Pop owinięty lateksem. Dekonstrukcja popu i muzyki klubowej nadal jest na językach.

Soundscape Mirror – 49 kilometers to the east
Jarek Szczęsny:

Strona muzyczna, strona wizualna.

David Grubbs & Taku Unami – Failed Celestial Creatures
Łukasz Komła:

Między słowem, improwizacją a…  

XOR Gate – Conic Sections
Paweł Gzyl:

Piękne cacko.



Jupiter & Okwess

Na najnowszym albumie kongijskiej grupy Jupiter & Okwess znalazło się miejsce dla Damona Albarna, Warrena Ellisa i Roberta del Naja (3D).

Oczywiście sięgnąłem po nowy materiał Jupiter & Okwess – „Kin Sonic” (z języka kibunda znaczy „jedzenie”) bez względu na głośne nazwiska. Wkład zaproszonych gości w warstwę muzyczną ulokował się chociażby w utworze „Nzele Momi”. Słychać w tym fragmencie skrzypce Ellisa, a gdzie indziej klawisze Albarna. Zaangażowanie del Naja przełożyło się na oprawę wizualną „Kin Sonic”. Jako autor okładki przekazał swoje honorarium na cele organizacji pozarządowej z Kinszasy La Fondation Etoile du Congo de Madame Princesse Kibinda Mariam Rita, znajdującej się w dzielnicy Lembie, zamieszkiwanej przez bezdomne dzieci, a także samego lidera Jupiter & Okwess i ambasadora fundacji, czyli Jean-Pierre’a Bokondjiego.

Bokondji ma bardzo ciekawy życiorys – sporą część swego dzieciństwa spędził w Tanzanii, a jako nastolatek zamieszkał w Berlinie Wschodnim. Tam jego ojciec pełnił funkcję attaché w kongijskiej ambasadzie. W 1979 roku Bokondji, w wieku 17 lat, opuścił Niemcy i wrócił do Kinszasy. Pobyt w Berlinie mocno wpłynął na muzyczny rozwój młodego Kongijczyka (słuchał wówczas Jamesa Browna, The Jackson 5, The Temptations czy Kool & the Gang). W Kinszasie z kolei odkrył miejscową odmianę rumby oraz wiele innych lokalnych rytmów i brzmień. Po konflikcie ze swoim ojcem, który pokładał w nim nadzieje co do ukończenia studiów i zapewne pójścia w jego polityczne ślady, Bokondji wybrał artystyczną drogę! W konsekwencji musiał opuścić rodzinny dom i zamieszkać na ulicy. Spał w opuszczonych domach i zarabiał grając na pogrzebach. Wtedy też otrzymał przydomek „Jupiter”. To nie koniec jego bogatej biografii, ale pozwolę sobie przeskoczyć do roku 1990, kiedy to powstał zespół Jupiter & Okwess. To jednak dopiero po 23 latach ukazał się ich debiutancki krążek zatytułowany „Hotel Univers”.

„Kin Sonic” (07.07.2017 | Glitterbeat) nie jest jednolitym wydawnictwem, gdyż wiele ma do zaoferowania słuchaczowi, a z drugiej strony plasuje Jupiter & Okwess na jeszcze innej orbicie stylistycznej, biorąc pod uwagę kinszaską scenę (np. Konono N°1, Kasai Allstars). Kongijczycy lepią z funku, blues-rocka, psychodelii, elektroniki czy afrobeatu własny przekaz. Nie zabrakło w ich kompozycjach także stylowych głosów (wsłuchajcie się w „Benanga” czy „Le temps passé”). Po prostu chce się wracać do wykwintnego „Jedzonka” Jupiter & Okwess. To jedno z najciekawszych tegorocznych wydawnictw z Afryki!

 

Strona Facebook Jupiter & Okwess »Strona Glitterbeat »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze