MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Cid Rim – Material
Krystian Zakrzewski:

Per(c)fect!

Ben Frost – The Centre Cannot Hold

Dążenie ku ekstremum.

Spożywanie nowego dzieła Bena Frosta nie należy do zajęć najmilszych. Nikt tu nikogo nie rozpieszcza, ani nie pociesza dobrym słowem. Australijczyk zaserwował sporą dawkę elektronicznych eksperymentów oraz napiął intensywność swojej muzyki do granic możliwości. Nie inaczej było na przystawce przed dużą płytą. Chodzi o opisywaną przeze mnie EP-kę „Threshold of Faith”. W obu przypadkach mamy do czynienia z owocami współpracy Bena Frosta ze Stevem Albini. Kompozytor połączył na swojej płycie elektroniczny hałas, awangardowe struktury oraz minimalizm. Wszystko po to, aby zilustrować stan dzisiejszego świata. Sugestywne są same tytuły utworów. Ben Frost przygląda się współczesności, czerpiąc inspirację z globalnego zamieszania, które towarzyszy nam na co dzień.

Tytuł albumu też nie jest dziełem przypadku. Odnosi się do wiersza William Butlera Yeatsa „Drugie przyjście” (oryginał, tłumaczenie 1, tłumaczenie 2). Poeta swój wiersz pisał w okresie I Wojny Światowej oraz początkach irlandzkiej walki o niepodległość. Czas zamętu, chaosu i niepewności łatwo da się wyczytać ze strof. Frost podbija te tematy, używając do tego własnej twórczości. Symboliczny, trwający zaledwie 12 sekund, „ A Single Hellfire Missile Costs $100,000” mówi sporo o przemyśleniach autora. Następujący po nim „Eurydice’s Heel” wprowadza nas w środek apokaliptycznej wizji świata. Wersja znana z EP`ki była nieco łagodniejsza. Na albumie Frost idzie dalej, nasączając ten utwór bardziej posępnym klimatem i większą dawką elektronicznej hałaśliwości. Trafiają się też momenty bardziej wyciszone, jak przepełniony elegijnym tonem „Healtchare”.

Przemyślany sposób ułożenia utworów sprawia, że znalazło się też miejsce na medytację. Manipulacja dźwiękiem odbywa się na poziomie delikatnym, ale złożonym („Meg Ryan Eyez”). Zgoła inne odczucia towarzyszyły mi na początku albumu. Począwszy od „Threshold of Faith”, a skończywszy na „Trauma Theory” Frost aplikuje nam potężną dawkę ekstremalnych doznań. O pierwszym pisałem przy okazji EP-ki. Od tamtego czasu tylko nabrał więcej mocy. Następny w kolejności „A Sharp Blow In Passing” przynosi powykręcane synthy, by za chwilę przerodzić się w coś na kształt ścieżki dźwiękowej. „Trauma Theory” z kolei przypomina atak owadów. To jeden z najlepszych utworów na płycie. Wsłuchać się należy w końcówkę utworu, która przynosi agresywne partie. Melodyjność zostaje okaleczona z premedytacją.

Frost z pomocą Steve`a Albiniego fundują nam dwa, spektakularne kolaże dźwiękowe. „Ionia” ze świdrującym początkiem oraz szczątkami melodii, która przeistacza się praktycznie co minutę. To prawdziwy popis umiejętności. Jednocześnie dostajemy coś, od czego nie sposób się uwolnić. Koniec został dopracowany do najmniejszego detalu. „All That You Love Will Be Eviscerated” przytłacza od pierwszych taktów, ale wyposażony jest w zestaw iskrzących dźwięków, które nie pozwalają na monotonię. Z resztą to najdłuższy utwór na płycie, który w środku zawiera najspokojniejszą muzykę, jaką znajdziemy na „The Centre Cannot Hold”. Ta idylla zostaje brutalnie stłamszona. Tym samym Frost po raz kolejny podkreśla złowieszczy charakter swojej płyty. Jakiekolwiek nadzieje na lepsze jutro rozwiewa „Entropy in Blue”. Najbardziej agresywny z całego zestawu. Monolit dźwiękowy tłamsi słuchowe doznania. Tym albumem Frost podkreśla, że jest wyśmienitym twórcą hałaśliwej i zniekształconej elektroniki. Mimo, że ponurych wizji dzisiejszego świata nie brak, to ta wydaje się przyćmiewać konkurencyjne swoją intesywnością. Strefy komfortu próżno tu szukać.

Mute | 2017

FB

Bandcamp

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze