Nocow – Vozduh/Voda/Zemlya
Paweł Gzyl:

Opus magnum naszego sąsiada zza wschodniej granicy.

Andy Cooper – The Layered Effect
Jarek Szczęsny:

Dawno niewidziana radość.

Dirtmusic – Bu Bir Ruya
Łukasz Komła:

Tym razem muzykę duetu „pobrudzili” Turcy.   

Frank Bretschneider – Lunik
Paweł Gzyl:

Awangarda też lubi potańczyć.

Młody Łucznik – Dreambank
Jarek Szczęsny:

Raczej wygryw.

JANKA – Krzyżacy EP
Ania Pietrzak:

Na pełnym luzie.

The Empire Line – Rave
Paweł Gzyl:

Rave nie zawsze znaczy to samo.

Rhye – Blood
Jarek Szczęsny:

Jakby nic się nie zmieniło.

Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn – Behind Your Eyelids
Ania Pietrzak:

Muzyka, która przypomina o pierwotności oddechu.

Various Artists – Waves Of The Future
Paweł Gzyl:

Retrofuturystyczne wizje.

John Tejada – Dead Start Program
Paweł Gzyl:

W odwrotnym kierunku niż reszta.

Efrim Manuel Menuck – Pissing Stars
Jarek Szczęsny:

Topniejące napięcie.

Palmbomen II – Memories Of Cindy
Paweł Gzyl:

Elektroniczne wspomnienia z przyszłości.

Fire! – The Hands
Jarek Szczęsny:

Krótkie spięcie.

1954 – A Part Of Me

Nostalgiczne obrazy.

Ivan Arlaud debiutuje w Project Mooncircle i od 26 stycznia możemy cieszyć się albumem długogrającym tego francuskiego producenta. Artyści zaangażowani w życie wytwórni PM, przyzwyczaili już nas do charakterystycznego brzmienia. Połamane pętle, pocięte wokale, chmurne syntezatory zawieś na kliszy starego filmu i wyświetl obraz. To właśnie znak rozpoznawszy wytwórni z Berlina.

Wróćmy do płyty. Słychać tu wyraźne inspiracje takimi producentami jak Long Arm (również PM) czy też Balam Acab, ale w tych dwunastu utworach znajdziecie indywiduum Francuza. Zaczynam od odsłuchu „Flowers Of The Dead Man”, gdzie spokojny pad zasłania Słońce, a zreplikowany głos dochodzi zza miękkiej ściany chmur. Delay, efekty echa, twardy werbel oraz wtrącenia lekkiej żeńskiej wokalizy odsłaniają niebo.

W „It Was Love” przebrzmiewa wokal przypominający ten z „Sure Thing”. Tutaj jednak, zamiast niezapomnianego basu mamy wibrujący wobble bass. Wszystko osadzono na tempie 140 bpm, a eksplodujący snare zapowiedział akordy przyjemnych organów. Tak, to musiała być prawdziwa miłość. „Hermann’s Dream” wyłania się zza kotary. Trzeszcząca klisza, podźwięki starego projektora. Pod sceną Ivan Arlaud, który przy pomocy natywnych instrumentów uświetnia czas przy wyświetlanym obrazie. Młoda dziewczyna obserwuje rynek miasta z dachu kamienicy, a towarzyszący jej młodzieniec odpala papierosa.

„Colored Lies” to głęboka linia basowa, fragmenty anielskich wokaliz oraz narastające napięcie. Nagłe sprzężenie, potężne zwarcie na basie, zglitchowane perkusjonalia, stalowe efekty oraz dźwięki tłuczonego szkła. Witraż przedstawiający wspaniałą walkę rycerza z potężnym smokiem runął o ziemię. Deszcze wdarł się do wnętrza katedry. To była przerażająca i ekscytująca burza!

Teraz czas na spokojne tony. „Blue Boy” feat. Loup Na migocze na ciemnym, utkanym w gwiazdy niebie. Bas kołysze zawieszonym pośrodku ogrodu hamakiem. W nim ja. W słuchawkach wspaniały głos Loup Na, który przywołuje wspomnienia. Wszystko jest dobrze. Wszystko wybaczone. Uuuuuuuuhhuuuhhh.

„Finaly” zawisłem pomiędzy dwoma myśliwcami – jakiś tysiąc metrów nad ziemią. Lekkie klawisze pianina wychodzą z kolosalnych silników, a odpalane co jakiś czas rakiety to tak naprawdę urwane męskie wokalizy. To moja orkiestra, która wydaje dźwięki w waszą stronę. Stop War. Make Music. Rozpisany na gitary „Mean Feat. Holly” idealnie unosi moje zmęczone ciało nad tym całym zgiełkiem. Myśliwce już dawno odleciały. Teraz tylko ja i przestrzeń. Swobodny lot. Idealnie.

Całość kończy „Madame Toulouse”, która ponownie uderza w sentymentalny ton, a ja dostaję rolę jako aktor w niemym kinie lat dwudziestych. Idylliczny bas, miarowo wybijany bit, trąbka – uśmiech!

Project Mooncircle | 26.01.2018

PM official site

1954 FB

PM FB

 

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze