Emika ‎– Falling In Love With Sadness
Mateusz Piżyński:

Czy uptempo to dobra kanwa na smutne opowieści?

Terence Fixmer – Through The Cortex
Paweł Gzyl:

Nastrój, nie energia.

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Jarek Szczęsny:

Albo i nie.

Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.

Various Artists – Air Texture Vol. VI – Selected By Steffi & Martyn
Paweł Gzyl:

Breakbeatowa wersja ambientu.

Szun Waves – New Hymn To Freedom
Jarek Szczęsny:

Pasuje jak ulał.

Stephen Lopkin – Clyde Built
Paweł Gzyl:

Świetlista elektronika w stylu Motor City.



Nowości z 1000HZ records

Kolejna porcja niezwykłej muzyki z północnej części Malawi, ale wydanej przez polską wytwórnię. Startujemy!

BlackFace Family – „African Drums [Ng’oma Za Chifirika]” (1000HZ records | 31.01.2018)

Kwartetem z Mzuzu dowodzi Twiggy – uznawany za najważniejszego producenta muzyki klubowej z północy Malawi, a do tego odpowiedzialny za większość bitów, jakie słyszymy na „African Drums…”. Wyobraźcie sobie, że owe bity – jak również pozostała warstwa muzyczna – powstała przy użyciu jednego starego mikrofonu, głośników hi-fi z wieży stereofonicznej, stacjonarnego komputera z przestarzałymi wersjami programów i pół-sprawnego miksera. Trudno w to uwierzyć, kiedy zanurzamy się w nagrania BlackFace Family. Obok Twiggy’ego występują dwaj jego bracia, czyli wokaliści Jah Face i Sparrow. Wspomaga ich swoim wokalem także Kritique.

Chłopakom z BlackFace Family udało się wytańczyć, wybitować i wyśpiewać własny styl, który w lokalnym obiegu krąży pod nazwą kukaning’inko – co znaczy spod góry Kaningina. Ich stylistyczna mieszanina uformowała się z połączenia dancehallu, hip-hopu, reggae, afro-popu, kwaito, rnb, house’u i miejscowych tradycji. Na „African Drums…” znalazłem kilka sztosów, a są nimi utwory: „Old Xul” (ze skocznym kwaito), „Motokala” (znakomicie poprowadzone wielogłosowe malawijskie opowieści na styku hip-hopu i rnb), liryczny oraz z ważnym przekazem „African Drums (Ng’oma Za Chifirika)” – mówiący o antyrasistowskiej i zjednoczeniowej polityce, „Amaitha” (bardzo ciekawy pod względem rytmiczno-wokalnym), „Mayi Boza” (ft. Apple Wyn) i wyśmienity „Holiday” (ft. Materrorist). Przy tym ostatnim na pewno nie usiedzicie w miejscu!

Maria M. Nundwe – „Lekani Kusuzgika” (1000HZ records | 31.01.2018)

Zostajemy w otoczeniu muzyki elektronicznej, ale natchnionej przez Ducha Świętego. Choć w tym przypadku nie powinniśmy się bać słów „podkład dźwiękowy”. Ale po kolei. Skąd Duch Święty? Według Marii M. Nundwe to właśnie on daje jej we śnie piosenki, które następnie ubiera w formę elektronicznych bitów producent George Mskuwa w studiu Pulikanii M-zee, mieszczącym się w zbitym z desek baraku. Wydawcy piszą, że nagrania Nundwe dobiegają z co drugiej furgonetki i co trzeciego Barber shopu handlującego plikami MP3. Przez miejscowych znawców jej muzyka określana jest jako deep chiTumbuka.

Skoczna, wesoła, pogodna, pozytywna i radosna – właśnie taka jest twórczość Nundwe w wymiarze muzycznym, zaś tekstowo to absolutny kontrast, gdyż Maria śpiewa o rzeczach ostatecznych, cierpieniu, wybawieniu, ofierze, boskich objawieniach czy dylematach moralnych. Z jednej proste w konstrukcji aranżacje (słychać m.in. stary automat perkusyjny Rolanda, jakiś syntezator), a z drugiej – surowy i przykurzony pustynią afro pop oraz reggae. Według mnie tutaj nie liczy się maestria kompozytorska (zresztą środki wyrazu są tu bardzo skromne), lecz energia, przekaz, szczerość – czego nie można odmówić malawijskiej wokalistce. Nie wiem, czy Maria M. Nundwe będzie „gwiazdą” na miarę tanzańskiej Bi Kidude, ale jej charyzma podpowiada mi, że ma dużą szansę stać się kobiecym głosem Malawi. Całe szczęście, że nie jestem osamotniony w sieci, bo niedawno Bartek Chaciński na swoim blogu „Polifonia” wystawił przychylne opinie dla najnowszych – jak i poprzednich – wydawnictw z 1000HZ records.

W 2017 roku w katalogu wytwórni 1000HZ records pojawiły się dwie pierwsze pozycje, o który pisałem na Nowej Muzyce.

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. poiu

    bardzo fajna muzyczka! dzięki za znalezienie 🙂