John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.

Kaos Protokoll – Everyone Nowhere
Łukasz Komła:

Było pytanie, jest odpowiedź!  

We Will Fail – Dancing
Jarek Szczęsny:

Wywrotka przed metą.



Nowości z Discrepant / Souk Records / Farsa Discos

Wytwórnia Discrepant założyła dwa sublabele: Farsa Discos i Souk Records, a jedno z nowych wydawnictw zalicza się do nurtu „Colombia Christian Punk”. Poza tym lecimy do Portugalii i Palestyny!

Grupo San Francisko De Assis – „Donde Esta El Kamino” (Farsa Discos / Discrepant | 05.10.2018)

Zacznę ten wpis od niecodziennej twórczości Grupo San Francisko De Assis, której członkowie pochodzą z północnych miast Kolumbii, czyli Barranquilla i Santa Marta położnych nad Morzem Karaibskim, co też słychać w zwariowanej punkowej/niepunkowej muzyce Kolumbijczyków.

Zniekształcony prymitywizm (piękne gitary!) w procesie wyginania punka i cumbii. Tak można określić w największym skrócie zakres stylistyczny Grupo San Francisko De Assis. Siedmiocalowe wydawnictwo „Donde Esta El Kamino” to tylko dwa utwory, ale jakie! W sumie to sześć minut z sekundami muzyki, ale tak sugestywnej, napakowanej pomysłami i ostatecznie nieobliczalnej, że zanika poczucie czasu.

Rozwiązania w kwestii śpiewu przypominały mi poczynania innego świetnego kolumbijskiego projektu Chúpame El Dedo (Eblis Álvarez, Pedro Ojeda). Ci, połączyli cumbię z grindcore’em, zaś Grupo San Francisko De Assis równie sprawnie zniekształcają cumbię, ale już w duchu chrześcijańskiego punka z nutką growlingu. Absurdalne? „Donde Esta El Kamino” to również lektura obowiązkowa dla fanów Meridian Brothers, Los Pirañas, Romperayo czy Frente Cumbiero!

Muqata’a – „Inkanakuntu” (Souk Records / Discrepant | 16.11.2018)

„Inkanakuntu” to pierwsze wydawnictwo w nowo powstałym sublabelu Souk Records, w którym mają wychodzić płyty z muzyką taneczną z różnych stron świata. Na pierwszy ogień mamy palestyńskiego rapera i producenta Muqata’a. Artysta pochodzi z miasta Ramallah położonego w środkowej części Palestyny. Nazywany jest „ojcem chrzestnym” tamtejszej podziemnej sceny hip-hopowej, mocno zabarwionej eksperymentalnymi brzmieniami, o czym świadczą działania Podziemnego Kolektywu Ramallah (Muqata’a był współzałożycielem). Koncertował z tym kolektywem na całym świecie, aż do jego rozpadu w 2009 roku. Za to obecnie jest w składzie audiowizualnej grupy Tashweesh. Musqata’a w ciągu ostatnich kilku lat wydał kilka solowych albumów, skomponował muzykę do filmów i na potrzeby teatru.

Zanim napiszę parę słów odnośnie „Inkanakuntu”, chciałbym zachęcić was do obejrzenia bardzo dobrego dokumentu „Palestine Underground” (ukazał się 30 października 2018 r., na stronie „Boiler Room”) oraz do przeczytania wywiadu z Musqata’aem na łamach „The Guardian”.

Instrumentalne kompozycje z „Inkanakuntu” przepływają swobodnie z jednej stylistyki w drugą. Mam tu na myśli erudycję Palestyńczyka, która potwierdza jego szerokie zorientowanie. Muzyka Musqata’a nie ma nic wspólnego z kanciastą produkcją, wręcz przeciwnie – można ją opisać jako bezszwowy, surowy i eteryczny trip w głąb abstrakcyjnego hip-hopu, z wyrytymi na nim bliskowschodnimi znamionami w postaci nagrań terenowych i innych tradycyjnych form z tamtych rejonów. Inspirujące!

Strona Muqata'a »Profil na Facebooku »

Jibóia – „0000” (Discrepant | 30.11.2018)

Po dwuletniej przerwie, portugalski boa dusiciel Jibóia, czyli Óscar Silva, wrócił z nową długogrającą płytą „0000”. Ale nie czatuję na niej sam na potencjalnego odbiorcę. Do swojej dżungli zaprosił dwóch współpracowników: Ricardo Martinsa (m.in. Lobster, Pop Dell’Arte, Bruxas / Cobras) i Mestre André’a (znany też jako O Morto, Alacrau, Notwan). Syntezatory (elektronika) łączą się na „0000” z dzikim, free jazzowym saksofonem i równie niespokojną perkusją.

Ciekawe jest to, że Jibóia tworząc nowe kompozycje, inspirował się słynną koncepcją musica universalis Pitagorasa, mówiącą o tym, iż muzyka pozostaje w ścisłym związku z ruchem słońca, księżyca i pozostałych planet. Twierdzenie Pitagorasa bazuje na przekonaniu, że wzajemne relacje między ciałami niebieskimi wynikają ze zjawiska, które posiada strukturę kompozycji muzycznej. Nie jest to muzyka słyszalna ludzkim uchem, to raczej pojęcie oparte na harmonii i matematyce.


Właśnie takie są nagrania Jibóia, funkcjonują poza dookreśloną przestrzenią. Choć moje radary prowadzą mnie na Bliski Wschód i po części do Afryki. Wpływy sceny bejruckiej przenikają się z kairską. Jako wyznaczniki tych skojarzeń wymieniłbym The Dwarfs Of East Agouza, Maurice’a Louca czy Nadah El Shazly. Spokojnie, ale Portugalczycy nie są tanimi naśladowcami kryjącymi się w skórze węża. „0000” to ponad pół godziny niezwykłej transowej, psychodelicznej i free jazzowej muzyki oderwanej od skorupy ziemskiej!

 

Strona Discrepant »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze