Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.



Frame – The Journey

Spacer po kosmicznej pustce.

Zastanawiające skąd artyści czerpią wiedzę o tym jak brzmi kosmos. Dopiero co w górę spoglądała Nkisi, a duet Rafał Iwański i Wojciech Zięba z podglebiem naukowym, zafundowali trzecią, kosmiczna wyprawę. Próby opisania kosmosu za pomocą dźwięków nie ustają, a wręcz nasilają się z każdej strony. Można odnieść wrażenie, że zaczyna być to trend dominujący w pierwszym kwartale bieżącego roku. Możliwe, że dzisiejsze czasy komuś nie końca odpowiadają, więc stara się uciec w stronę kosmicznego imaginarium.

Właśnie w tę stronę zmierza najnowsza płyta zespołu Frame. Duet tworzą Eugenio Vatta i Andrei Benedetti. Razem tworzą od 1992 roku i dążą do odtwarzania kinowej atmosfery w swojej muzyce. Nic więc dziwnego, że zasadniczą rolę na „The Journey” odgrywa przestrzeń, ale również cisza. Można pokusić się o stwierdzenie, że album jest minimalistycznym traktem o podróży (patrz tytuł samej płyty oraz utworu ostatniego – „The Arrival”). Precyzując, chodzi o podróż po Układzie Słonecznym, gdyż każda planeta doczekała się tu swojej ścieżki dźwiękowej.

Praktycznie przez cały czas odczuwamy obecność dronu jako podłoża dla gwiezdnej wędrówki. Uwagę przykuwa staranność, którą twórcy przykładają do oddania swojej wizji. Każdy z utworów jest różny, tak jak różnią się od siebie planety. Interesująca jest wycieczka po Ziemi. „Earth” przeobraża się z chłodu w ciepło. Zupełnie jakbyśmy towarzyszyli naszej planecie w trakcie obrotu. Największa planeta z naszego układu doczekała się również najdłuższej kompozycji („Jupiter”). Jednocześnie ten utwór wydaje mi się najbardziej pozbawiony ludzkiego pierwiastka.

Osaczająca pustka towarzyszy również w trakcie słuchania „Uranus”. Z kolei „Neptune” wybrzmiewa niczym orkiestra. Fani „Blade Runnera” powinni skupić się na „Marsie”, który kryje w sobie sporo tajemniczości. Dobrze wypada także „Venus”, której towarzyszy uczucie obcowania z nienazwaną formą życia. „Saturn” jest pocięty na drobne, lodowe kawałki. Ma bardziej poszarpaną strukturę i szybsze tempo. Jeszcze przed końcem natrafić można na „Pluto And Charon”, gdzie przechwycona zostają jakaś satelitarna transmisja i w ten sposób możemy dotrzeć do celu („The Arrival”). Do celu, czyli gdzie właściwie? Proszę sobie samemu odpowiedzieć.

Glacial Movements | 2019
Bandcamp
FB Glacial Movements

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze