Wpisz i kliknij enter

Air France – No Way Down


Gdyby można było opisać kraj tylko za pomocą muzyki jaka w nim powstaje, Szwecja byłaby pewnie archipelagiem na Morzu Śródziemnym. Nasi sąsiedzi zza Morza Bałtyckiego przodują ostatnio w radosnych i ciepłych kompozycjach, które przywołują obraz skąpanej w słońcu plaży, palm falujących na łagodnym wietrze i całonocnych imprez na piasku. Baleary po prostu! Taką też łatką opisana została twórczość kilku nowych zespołów z Göteborga. Jednym z nich, najbardziej subtelnym i rozmarzonym, jest Air France.




No Way Down to druga EP-ka w dorobku grupy i sześć nowych utworów znakomicie rozwijających koncept zapoczątkowany na poprzednim wydawnictwie. W stosunku do minipłytki sprzed półtora roku, Szwedzi zdecydowanie wzbogacili i uplastycznili swoje brzmienie. Żywe instrumentarium i wokalne sample przywodzące na myśl The Avalanches (cudowny dialog dziewczynki z chłopcem w Collapsing at Your Doorstep: „Sort like a dream!” – „No, better!”) zachwycają. Joel Karlsson i Henrik Markstedt skupiając się na prostych i zwiewnych melodiach zawędrowali gdzieś w okolice rozkosznego, nadmorskiego dream popu.
Początek EP-ki jest jednak niesamowicie podniosły, bardzo wysokie tony syntezatorów i pojedyncze uderzenia bębnów pobrzmiewające głębokim echem budują napięcie, porywając nas gdzieś wysoko w górę. W tle drobne dźwięki budują chrupiąco-klikający rytm a smaku dodają pojedyńcze dźwięki gitary. Podniebna podróż nie trwa jednak długo i wraz z głosami rozćwierkanych ptaków lądujemy na wspomnianej wcześniej plaży, gdzie klaszczemy do rytmu z innymi uczestnikami imprezy. Rozbrykane rożki szaleją w June Evenings, okrzyki zachęcają do zabawy, spowite w morskiej pianie wokale, kojarzące się trochę ze śpiewem na ostatniej płycie M83, czarują, flety, skrzypce i syntezatory tworzą najprzyjemniejsze melodie tego lata, a roześmiane dziecięce głosy sprawiają, że nie sposób się tym uśmiechem nie zarazić. Piętnastominutowe pląsy na plaży wieńczy Windmill Wedding, bajkowy, sentymentalny utwór. Kościelne dzwony biją z przejęciem a hiszpański amant plumka na swojej gitarze, podczas gdy z ćwierkaniem ptaków wracamy na swój fotel.
Dzięki tej EP-ce uwierzyłem, że spędziłem ostatnie tygodnie na Majorce, a nie między ponurymi blokowiskami, kryjąc się przed deszczem i zastanawiając co ciepłego ubrać na wieczór. Jesienią będę sobie wspominać wakacje wpatrzony w palemkę na komputerowej tapecie.
2008







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
anarchy in poland
anarchy in poland
15 lat temu

nie słuchaj tego przeintelektualizowanego bełkotu poniżej, wygłaszanego tonem stuletniego mędrca – moim zdaniem bardzo dobra, zachęcająca recenzja. no i lekka, czego nie można powiedzieć o poprzednim komentarzu. 🙂

F.
F.
15 lat temu

On Trade Winds lepsze o Karibien i Beach Party oraz długość materiału. Przy tym balearyczność nie wystarcza, należało by dodać niesamowite opanowanie prawideł popu, bo to są piosenki mimo niezorganizowanego wokalu + taneczność. Dodatkowo: recenzowanie Air France schematem gorące dźwięki z zimnej Szwecji to łatwa droga, ale krzywdząca ten projekt o regionalizację oraz iluzoryczny kontrast i daleka od przeniknięcia chwytu marketingowego jakim jest ten klimat (konstytuowany w ogóle przez popularyzację Briana Wilsona, Cut Copy i pogodnego światopoglądu), bardzo świadomie stylizowany żeby sprostać zamówieniu społecznemu. To samo zamówienie sprawi, że jeśli nie zróżnicują materiału o elementy mroczne, przynajmniej na poziomie konkretnego elektro, LP okaże się nudnawe, monotematyczne i przegra w stylu przysłowiowego już Sigur Rós. Zależność od trendu odbiorczego obniża wartość tej muzyki, jeśli ktoś miałby ochotę nie ulegać jej urodzie 🙂

Polecamy